Maciej BorkowskiMinister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski ogłosił w Sejmie zaskakującą wiadomość: jeszcze w tym roku ma zostać uruchomiony „państwowy port do przeładunku zbóż i innych nasion rolniczych”. Argumentem przemawiającym za tym miałoby być to, że funkcjonujące obecnie w portach terminale zbożowe są prywatne i „same decydują komu sprzedawać”.

Wypowiedź ministra może świadczyć o jego daleko posuniętej ignorancji w sprawach portowych. Wszystkie funkcjonujące w polskich portach terminale zbożowe mają charakter publiczny, w żaden sposób nie dyskryminują swoich aktualnych czy potencjalnych klientów, gdyż żyją z tego, co przeładują, a zajmują się sprzedażą swoich usług – nie produktów rolnych. W Gdyni, na przykład, największym polskim porcie zbożowym, obsługującym 64% wszystkich zbóż i pasz przechodzących drogą morską, ani jeden z 3 tamtejszych terminali nie należy do żadnej z grup producenckich czy „traderów”.

Ktoś powinien też ministrowi uświadomić, że nieruchomości portowe, nabrzeża i budowle, są już własnością państwa, oddawaną tylko w dzierżawę poszczególnym operatorom na określony czas. Czemu więc miałby służyć ten „państwowy port”, skoro problemu dyskryminacji klientów i formy własności nie ma? Postulat jego utworzenia jest jeszcze o tyle kuriozalny, że istniejący obecnie w portach potencjał magazynowo-przeładunkowy w zeszłym roku wykorzystany został nawet nie w połowie (44,3%). W portach tych obsłużono 4,6 mln t zbóż i pasz, podczas gdy możliwości Gdyni to 5,5-6 mln t, Szczecina ze Świnoujściem – 3,5 mln t, a Gdańska – kolejne 2 mln t. Na dodatek w tym ostatnim porcie czeka na dokończenie kolejny terminal, o potencjale paru milionów ton. Więc może to tę spółkę chciałby przejąć minister Ardanowski?

***

„I to by było na tyle” – jak mawiał nieodżałowany prof. Stanisławski. Po kilkunastu latach współpracy ten felieton to ostatnia moja publikacja na łamach „Namiarów”. Ten moment musiał kiedyś nastąpić. Pora zająć się wnukami i spisywaniem memuarów.