Teresa Kamińska

Nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko

 

Z Teresą Kamińską, prezesem zarządu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, rozmawia Maciej Borkowski.

– Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna (PSSE) istnieje już prawie 10 lat. Jakie są efekty jej działania?

– Właściwie to istnieje już ponad 10 lat. Jej prawdziwe początki to rok 1997, gdy powstała strefa Żarnowiec-Tczew. Potem ewoluowała – i w efekcie (11 lipca 2001 r. – red.) powstała Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna. Takie były nasze „korzenie”.

A jeśli chodzi o efekty, to nie są to tylko te, dotyczące liczby inwestorów, nowych miejsc pracy, czy wielkości zainwestowanego kapitału. Prawdziwe efekty trzeba mierzyć rachunkiem ciągnionym. Nowi inwestorzy przyczynili się w znacznym stopniu do rozwoju terenów, na których poczynili swoje inwestycje. Strefy powstały jako ważne narzędzie do walki z bezrobociem i w początkowym etapie to było ich główne zadanie. Dodatkowo jednakże przy każdej takiej inwestycji powstaje nowa infrastruktura, budowana przez małe i średnie miejscowe firmy, powstaje sieć usługowa; w ramach działalności społecznej dość pokaźne kwoty przekazywane są na szkoły, szpitale itd. Pojawiają się podwykonawcy, kształcone są kadry, a więc nasi przedsiębiorcy są bardzo czynnymi podmiotami w lokalnych społecznościach. Przykładem tego może być tu Kwidzyn i fantastyczna działalność tamtejszych firm, m.in. Jabil Circuit Poland i International Paper Kwidzyn.

– IIu inwestorów pojawiło się w PSSE i jaka jest wielkość ulokowanego przez nich kapitału?

– W PSSE, na obszarze 795,87 ha, na podstawie zezwoleń działa obecnie 66 przedsiębiorców (niektórzy posiadają więcej niż jedno zezwolenie), którzy zainwestowali już łącznie 6,482 mld zł i stworzyli 14 186 miejsc pracy, a także utrzymali 4 744 już istniejących.

Wracając do poprzedniego pytania: w czasie tego dziesięciolecia strefy ewoluowały, jako narzędzie rozwoju regionalnego. Powstały jako narzędzie walki z bezrobociem, ale po wejściu do Unii musiały zmienić swoją formułę. W dalszym ciągu tworzone są miejsca pracy, ale dodatkowo zadaniem stref jest ściąganie firm o wysokich technologiach, stwarzanie warunków, aby następował transfer tychże technologii do naszych małych i średnich przedsiębiorstw, działanie na rzecz innowacyjności. To już nie są te strefy, których zadaniem było nabyć grunty, zbudować infrastrukturę i sprowadzić inwestorów. Pomorska Strefa ewoluowała, jeśli chodzi o stawiane przez nią zadania, ale również rozszerzyła swoją działalność terytorialnie. W tej chwili PSSE posiada podstrefy w woj. zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim i pomorskim.

– Właśnie! Czy to rozproszenie Pomorskiej Strefy – a ma ona przecież aż 17 różnych lokalizacji – nie przeszkadza w jej funkcjonowaniu? Trudno tu chyba uzyskać efekt synergii.

– Myślę, że ten efekt jednak występuje, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność firm skupionych na danym terenie. Jak wspomniałam, strefy w swoim statucie mają zapis dotyczący dbałości o rozwój lokalny (co w naszym przypadku oznacza trzy województwa, które się między sobą różnią pod względem charakteru gospodarczego czy przekroju społecznego) – i konieczności dostosowania strategii do warunków w nich występujących.

Sprawą najważniejszą jest, aby dany inwestor został tu dobrze obsłużony i pozostał w Polsce. My oczywiście robimy wszystko, aby w Polsce oznaczało Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną. Strefy między sobą konkurują, ale tak naprawdę najważniejsza jest konkurencja Polski, w stosunku do warunków, jakie dają Węgrzy, Czesi czy Słowacy. Współpraca między strefami odbywa się na naprawdę zdrowych i dobrych zasadach. To inwestor wybiera, gdzie chce się ulokować, gdzie, jego zdaniem, ma najlepsze warunki: komunikacyjne, kadrowe itd. Oczywiście, przegrywamy z południem kraju, które ma sieć dróg, w tym dogodne połączeni z autostradami zachodnimi

– Ale mielecka strefa ekonomiczna sięga ostatnio aż po Szczecin, gdzie wy również macie swoją podstrefę.

– Wynika to z faktu, że właścicielem mieleckiej strefy jest Agencja Rozwoju Przemysłu, odpowiedzialna za zagospodarowanie terenów po byłej Stoczni Szczecińskiej, jak również po byłej Stoczni Gdynia.

Jako PSSE, zaangażowaliśmy się w zagospodarowanie terenów po byłej Stoczni Gdynia. Mieliśmy propozycję zaangażowania się również w Szczecinie, ale nie podjęliśmy się tego, ze względu na świadomość, że przy obecnym naszym zaangażowaniu w wiele inicjatyw nie będziemy w stanie tego dobrze spełnić.

– Południowe strefy nie mają jednak tego co wy, czyli dostępu do portów. A dotąd, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna działała jakby „tyłem do morza”.

– Nie jest to prawda. Tereny portowe i działalność portów, jak wiadomo, podlegają pod zupełnie inne – specyficzne uregulowania prawne. Między innymi, ustawa zabrania portom sprzedaży swoich gruntów. Jak dotąd strefy pozyskiwały grunt z Agencji Nieruchomości Rolnych i od samorządów. Dopiero upadłość stoczni (nad czym ogromnie boleję), które były właścicielami terenów przyportowych, spowodowała, że PSSE została poproszona o pomoc w ich zagospodarowaniu. Jesteśmy z tego dumni, jakkolwiek zdajemy sobie sprawę z ogromu wyzwania, jakie nas czeka. Tereny zostały sprzedane, jest tam już kilkunastu inwestorów.

PSSE zobowiązała się w ciągu trzech lat wyposażyć cały teren postoczniowy w nowoczesną infrastrukturę, co umożliwi rozwój tych firm, a jednocześnie spowoduje powstanie nowych miejsc pracy.

Do tej pory działalność stref miała pewną kolejność – nabywanie gruntu, wyposażanie w infrastrukturę, sprowadzanie inwestorów itd. Zadanie, którego się podjęliśmy na terenach postoczniowych, jest nieco „postawione na głowie”. Mamy już inwestorów, właścicieli poszczególnych działek i budujemy infrastrukturę z uwzględnieniem interesów już działających inwestorów, a to wymaga każdorazowych negocjacji z każdym z nich. Ale, jak do tej pory, współpraca układa nam się bardzo pomyślnie i, mam nadzieję, że wspólnie zrealizujemy ten trudny projekt.

– Co zatem zamierzacie tam robić? Czy warto było inwestować kilkadziesiąt milionów złotych w kawałek zdewastowanego terenu, bocznicę kolejową i „drogę ciężkiego ruchu”?

– Strefy nie są po to, żeby dostawać rzeczy ”na talerzu”, czyli przejmować najlepsze tereny. Jako spółka Skarbu Państwa, jesteśmy narzędziem rządu do realizacji pewnych zadań. Nikt nie powiedział, że mamy mieć tylko łatwe zadania. Pomoc w zagospodarowaniu tych terenów jest ogromnie ważna dla regionu. Teren i infrastruktura są tam zdewastowane. Tylko podmiot zewnętrzny, dysponujący odpowiednim kapitałem, może tam w krótkim czasie wybudować nową infrastrukturę. Te firmy, które tam już są, mają ogromne możliwości, ale bez tej infrastruktury nie będą się mogły rozwijać. Ani Crist, ani Nauta, ani te mniejsze firmy nie będą w stanie bez tego tworzyć nowych miejsc pracy. Naszym zadaniem jest stworzenie tam nowoczesnego, ale i pięknego terenu. Znajduje się on niemal w środku Gdyni. Trudno sobie wyobrazić, żeby takie miejsce pozostawić na długie lata jako – jak pan się wyraził – kawałek zdewastowanego terenu. Musimy dołożyć wszelkich starań, żeby to była nie tylko wizytówka Gdyni, ale całego Pomorza.

– A czy firmy, które tam już są, płacące obecnie na rzecz budżetu centralnego i lokalnego różnego rodzaju daniny, nie przestaną tego robić, przynajmniej częściowo, po objęciu ich strefą?

– To, że kupiliśmy te działki i będziemy tam budować infrastrukturę dla całego terenu, nie oznacza, że każda z tych firm zostanie objęta strefą. Każda z nich to osobny podmiot. Jeśli podejmie decyzję, że będzie chciał wejść do strefy – to będzie musiał spełnić określone kryteria. Będą to musiały być nowe inwestycje, nowe miejsca pracy. Przekonanie, że nagle do budżetu przestaną wpływać podatki, to nieporozumienie. Po pierwsze, zwolnienie z płacenia 40% podatku dochodowego nastąpi dopiero wtedy, gdy zaczną produkować. Najpierw będą musieli wyłożyć kapitał, a więc utworzyć nową inwestycję. A przy niej powstaną miejsca pracy dla innych, którzy ją zbudują. Po drugie, gdy powstaną miejsca pracy, przestaniemy płacić zasiłki bezrobotnym. Oni będą płacić podatki, więc korzyści będą niewspółmierne. Podkreślam: to, że my tam weszliśmy, nie oznacza, że objęliśmy ich strefą.

– A kogo spodziewacie się przyciągnąć na te tereny?

– Jak pan wie, tam już są inwestorzy. Pozostała tylko działka nr 9, droga i kolej.

– Właśnie! Jaki interes miała PSSE w kupnie tej drogi i bocznicy kolejowej?

– Strefa nie jest spółką działającą dla zysku, ale wypełniającą określone zadania. Oczywiście, prywatny inwestor nie kupiłby drogi.

– Ale bocznicę kolejową już tak.

– I tak było, ale ta działka, wyrokiem sądu, została już odzyskana. Nie wyobrażam sobie, podobnie zresztą jak port i inwestorzy z terenów postoczniowych, żeby podmiot prywatny uniemożliwiał dostęp do terminalu czy terenów innych inwestorów. To był ewidentny błąd.

Ta droga, będzie w przyszłości drogą publiczną, miejską, która ułatwi połączenie z Trasą Kwiatkowskiego i będzie alternatywą dla ul. Janka Wiśniewskiego. Jeśli ten teren ma się rozwijać – musi być dobrze skomunikowany. To powinna być szeroka droga, dla tirów i innych ładunków. Po to właśnie powstała tam strefa, by tereny przemysłowe wyposażać w taką właśnie infrastrukturę.

– Swego czasu PSSE podpisała list intencyjny z zarządem portu gdyńskiego, dotyczący obietnicy objęcia strefą terenu na bezpośrednim zapleczu tego portu, gdzie powstaje centrum logistyczne.

– Podobnie jest w Gdańsku. Rada Miasta Gdańska, podobnie jak wcześniej Rada Miasta Gdyni, podjęła już uchwałę, że chciałaby, żeby PSSE weszła na tereny portowe, choć dotyczyła ona raczej tych po Stoczni Gdańsk. Jak wspomniałam, ustawa portowa nie pozwala nam odkupić tych terenów – natomiast możemy dostać je w zarządzanie. A mamy doświadczenie w takim administrowaniu oraz sprowadzaniu inwestorów.

– Port również ma takie doświadczenie, gdyż jego zarząd głównie tym się zajmuje.

– Ale jednym z ważniejszych elementów pozyskiwania inwestorów jest zaoferowanie im tych możliwości, jakie posiada strefa. Połączenie podmiotów o podwójnych możliwościach: portu, który ma grunt – i strefy, która ma te możliwości, może dać efekt synergii i tę wartość dodaną, na której nam wszystkim zależy. Chodzi o to, żeby kwitło tam życie gospodarcze: rozwijały się firmy, tworzyły się miejsca pracy – i rosły dochody z podatków.

– Specjalne strefy ekonomiczne mają swój czasowy horyzont działania, jest to 2020 rok. Co potem? Czy ci inwestorzy, których przyciągnęły tu atrakcyjne warunki, nie przeniosą się gdzie indziej? Tak się przecież na świecie często zdarza.

– Bardzo zabiegamy o firmy, które zainwestują tu na lata, a nie takie, które będą w stanie szybko zwinąć swoją linię technologiczną, rozebrać pawilon i się wyprowadzić. Oczywiście, wszystkie firmy podpisywały swoje umowy do 2020 r., ale liczymy na to, iż one się tak tu rozwiną, będą tu miały taką bazę, że zostaną na dłużej. Niemniej, Ministerstwo Gospodarki robi wszystko, żeby przy przekształcaniu stref i dostosowywaniu ich do obecnych wymagań Unii, można było przedłużyć ich działanie. Tak się stało w 2000 r., gdy prowadzone były rozmowy akcesyjne i nie można było już dalej rozwijać stref, jako narzędzia walki z bezrobociem. Wtedy strefy te przeszły na innowacyjność i wysokie technologie, na pobudzanie rozwoju regionalnego. Tak się dzieje również w „starej” Europie. W tej chwili tworzymy parki technologiczne i naukowo-technologiczne i dostosowujemy strukturę naszych stref do wymagań unijnych, przekształcając je np. w klastry. Myślę, że to nam pozwoli działać również po roku 2020.

– Dziękuję za tę rozmowę.

Rozmawiał: Maciej Borkowski