Nord Stream Fot. Nord Stream

O Nord Streamie w Szczecinie

Konsekwencje i potencjalne zagrożenia budowy gazociągu Nord Stream były tematem konferencji zwołanej przez europosłów PiS, 22 lutego, w Szczecinie.

Została ona potraktowana jako publiczne przesłuchanie, w ramach prac Parlamentu Europejskiego. W gronie zaproszonych osób byli członkowie zarządu spółki Nord Stream AG: dr. Dirk von Ameln, dyrektor ds. zezwoleń, Urlich Lissek, dyrektor ds. komunikacji społecznej oraz Jan Kube, kierownik ds. ochrony środowiska.

Przybyli też eksperci z Estonii i Skandynawii, posłowie Parlamentu Europejskiego oraz prezesi i dyrektorzy Urzędu Morskiego w Szczecinie, Zarządu Portów Morskich Szczecin i Świnoujście, armatorów żeglugowych i rybackich, związkowcy i przedstawiciele gmin nadmorskich. Prezydencję węgierską w Unii Europejskiej reprezentował Andreas Rozmer, dyrektor Departamentu Strategii i Kontaktów Międzynarodowych Ministerstwa Rozwoju Węgier. Polską stronę rządową reprezentowali zaś: wiceminister infrastruktury ds. transportu wodnego, Anna Wypych-Namiotko i wojewoda zachodniopomorski.

Na dnie Bałtyku położono już prawie całą pierwszą nitkę gazociągu Nord Stream, czyli ponad tysiąc kilometrów. Zakończono też prace na odcinku wyjściowym drugiej nitki. Jak zapewnia Matthias Warnig, dyrektor zarządzający w Nord Stream AG, dostawy gazu pierwszą nitką gazociągu nastąpią jeszcze przed końcem br., natomiast drugą – w 2012 r.

W opinii przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, gazociąg zagraża interesom Polski, gdyż w miejscu, w którym przecina tor żeglugowy do portu w Świnoujściu, rurę ułożono na głębokości 17,5 m. Uniemożliwi to zawijanie do portów w Szczecinie i Świnoujściu jednostkom o zanurzeniu powyżej 13,5 m.

– Tym samym mocno ograniczone zostaną możliwości rozwojowe tych portów. A co ważniejsze, zagraża to powstającemu terminalowi gazu ciekłego (LNG), kluczowemu przedsięwzięciu dla dywersyfikacji źródeł dostaw energii tak dla Polski, jak i dla UE – mówił podczas konferencji Jarosław Kaczyński.

Jego zdaniem, jeśli rura zablokuje ruch wielkich statków, głównym portem regionu nie będzie Szczecin i współpracujące z nim Świnoujście, lecz wschodnioniemiecki Rostock.

– Już teraz ten port przygotowuje się do przyjmowania największych statków mogących pływać po Bałtyku, czyli jednostek o zanurzeniu 15 m. Jeśli porty w Szczecinie i Świnoujściu nie będą mogły się rozwijać, Rostock zyska wielką konkurencyjną przewagę. Konsekwencje będą jeszcze poważniejsze w wymiarze europejskim: transeuropejski korytarz transportowy łączący południe kontynentu ze Skandynawią będzie przebiegał przez Niemcy, a nie przez Polskę – dodał szef PiS.

Wystąpieniu prezesa PiS przeczyły dane przekazane zarówno przez D. von Amelna, jak i Jarosława Siergieja, prezesa ZPMSiŚ. Stwierdzili oni, nader zgodnie, że gazociąg w żadnej mierze nie przeszkadza w swobodnej żegludze do Świnoujścia statkom o zanurzeniu do 13,4 m. A wprowadzanie do świnoujskiego portu statków o większym zanurzeniu jest problematyczne. Na zaprezentowanych przez dyrektora von Amelna mapach widać, że w Zatoce Pomorskiej istnieją ograniczenia, w postaci wypłyceń i mielizn. Ponadto, stan polskiego północnego toru podejściowego, według tych map, jest wysoce niezadowalający, a wykazane na nim głębokości pozwalają korzystać z niego jednostkom o maksymalnym zanurzeniu ok. 9,5-10 m.

O tych kłopotach wspominał także prezes Siergiej. Według niego, aby wprowadzać do Świnoujścia statki o zanurzeniu do 15 m, trzeba pogłębić nie tylko tor podejściowy na polskich wodach terytorialnych, ale także redę i fragment trasy żeglugowej na obszarze niemieckiej strefy ekonomicznej. – Są to koszty, według obecnych cen, rzędu ok. 500 mln zł, nie licząc corocznych kilkudziesięciu mln zł na utrzymanie tych akwenów w należytych parametrach technicznych – podkreślił J. Siergiej.

Ponadto, część trasy żeglugowej, na przedłużeniu polskiego toru podejściowego do Świnoujścia, znajduje się na obszarach chronionych i ingerencja w nie wymagałaby specjalnych zezwoleń ze strony morskiej administracji Niemiec, federalnych władz ochrony środowiska oraz zgody Komisji Europejskiej.

Jeśli chodzi o gazoport, czyli port zewnętrzny w Świnoujściu, to jest on budowany z założeniem, że będą do niego wchodziły jednostki o zanurzeniu do 12,5 m. Jeśli miałyby tam cumować większe statki, to należałoby cały port zewnętrzny przeprojektować.

W sumie, całe to przedsięwzięcie jest wątpliwe ekonomicznie i niezwykle trudne do zrealizowania. Zatoka Pomorska jest po prostu za płytka i nic tego faktu nie zmieni. Statki o maksymalnym dla Bałtyku zanurzeniu raczej nie będą tutaj wpływały. Natomiast sprawą sporną między Polską a Niemcami jest fragment gazociągu, który przecina się z północną trasą żeglugową – linią nr 20, a przebiega pod polskim północnym torem podejściowym.

Ministerstwo Transportu Niemiec zaproponowało zmianę trasy żeglugowej, w kierunku północno-wschodnim. Dla rozwoju polskich portów, jak i dla wpływających do nich statków, nie ma to większego znaczenia. Zmiana trasy to tylko dodatkowe 30 min rejsu. Propozycja ta była od miesięcy konsultowana ze szczecińskim Urzędem Morskim i w polskim resorcie infrastruktury.

Inną kontrowersją są roszczenia polskich rybaków, którzy domagają się tych samych przywilejów, co rybacy państw, przez których akweny przechodzi gazociąg. Zarząd Nord Stream uważa to żądanie za nierealne, bowiem Polacy tam nie łowią. Spółka podpisała 17 lutego porozumienie z 57 polskimi rybakami, dysponującymi 81 kutrami i łowiącymi głównie w południowo-zachodniej części Bałtyku. Jednorazowe rekompensaty są przelewane na ich konto.

Na tle tego sporu bardzo interesujące było wystąpienie eurodeputowanej Anny Rosbach z Komisji Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego. Dowodziła ona, że Bałtyk wymaga specjalnej ochrony, ze względu na swoją specyfikę – morza płytkiego i niedotlenionego, o małym zasoleniu. Stada ryb są w nim przełowione, kłusownictwo kwitnie, a państwa nadbałtyckie, takie jak Rosja czy Polska, dopiero od niedawna uruchomiły wielkie oczyszczalnie w miastach portowych. Natomiast prof. Tarmo Soomere, przewodniczący Komisji Morskiej Estońskiej Akademii Nauk, dowodził, że gazociąg, według prowadzonych przez jego zespół badań, właściwie nie szkodzi bałtyckiemu środowisku naturalnemu.

Konferencja rozwiała wiele mitów, ale chyba nie przekonała do końca polityków, którzy wolą dostrzegać wyimaginowane zagrożenia, niż przyjąć fakty.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek