Bogdan Buczko, prezesem zarządu Morskiego Terminalu Masowego Gdynia SA

Staramy się być nieuciążliwi

 

Z Bogdanem Buczko, prezesem zarządu Morskiego Terminalu Masowego Gdynia SA, rozmawia Maciej Borkowski

– Zanosiło się na to, że ładunki masowe w porcie gdyńskim będą zanikały. A tymczasem Morski Terminal Masowy ma się znakomicie i wcale nie zamierza się zwijać. Z czego to wynika?

– Wróżono, że nasz terminal zniknie. Bywaliśmy nawet na różnego rodzaju konferencjach, na których włodarze miasta i przedstawiciele elity stoczniowej twierdzili, że tu powinny być kontenery, bo to bardziej ekologicznie i ładniej, natomiast o masówce należałoby zapomnieć. Tak się jednak zdarzyło, że kontenery przez 2 lata „dołowały”, natomiast ilość towarów masowych wzrastała o 5 do 10% rocznie.

– Czyli te spotkania odbywały się całkiem niedawno?

– Tak, było to niedawno. Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie niektóre ładunki nie wytrzymują kosztowo przewozu w kontenerach, choć wydawało się, że można pakować do nich wszystko. Sami jeszcze 2 lata temu ładowaliśmy do kontenerów siarkę, która była eksportowana do Chin. Taka możliwość jest jednak zbyt kosztowna. Ładunków masowych jest zbyt dużo, by przewozić je wyłącznie w „big-bagach” i kontenerach. Są już metody, by środowisko nie cierpiało zbytnio w związku z przeładunkami towarów masowych. Staramy się je wprowadzać również i u nas, ale wiążą się z tym ogromne koszty, gdyby chciało się np. składować węgiel czy kruszywa pod przykryciem.

– Jakie ładunki dominują w obrotach waszego terminalu?

– Nadal dominuje węgiel – mimo tego, że w 2003 r. zakładano przeładowanie w Gdyni maksimum 100 tys. t., bo jego eksport iść będzie głównie przez Gdańsk i Świnoujście. Zdarzyło się zupełnie inaczej. Przejęliśmy węgiel tzw. gruby – od „orzecha” po „kostkę” – który ciągle jest eksportowany przez nasze kopalnie na rynek angielski czy też szwedzki, ale wymaga więcej zachodu i odpowiedniej jakościowo obsługi. Jest go ok. pół miliona ton rocznie.

– Czy w obrotach waszego terminalu w ostatnich latach następowały jakieś znaczące zmiany, np. jedne ładunki zanikały, a inne przyrastały, czy też ich proporcje pozostają na podobnym poziomie?

– Ładunki zbożowe pozostają mniej więcej na tym samym poziomie. Mam tu na myśli śruty i zboża. Jeśli chodzi o węgiel, to jego ilości zależą od warunków atmosferycznych, sytuacji w górnictwie, konkurencyjności naszego węgla w stosunku do rosyjskiego, czy zapasów w energetyce. W naszym przypadku, pogłębienie nabrzeża Holenderskiego do 13 m spowodowało, że możemy obsługiwać duże statki, z różnymi ładunkami, przede wszystkim z importowanym węglem.

– Tak było 2 lata temu.

– Przeładowaliśmy wtedy najwięcej węgla od 15 lat – prawie 2 mln t. Ale możliwe to było właśnie dzięki zainwestowaniu w nabrzeża. Pojawił się u nas, w wyniku dyrektyw unijnych, nowy ładunek: biomasa. Nasze elektrociepłownie w 2014 r. będą musiały spalać 20% biomasy. Już w ubiegłym roku przeładowaliśmy jej 60 tys. t, a na ten rok zaplanowane jest 150 tys. t. Co roku elektrociepłownie zwiększają swoje możliwości jej spalania – i tak będzie np. w przypadku elektrociepłowni gdańskiej czy gdyńskiej. Odpowiedniej ilości biomasy nasz kraj nie wyprodukuje, więc jej import, z różnych stron świata, będzie wzrastał.

– Jakiego rodzaju jest to biomasa?

– Przez nasz terminal przechodzą obecnie wytłoki z oliwek i tzw. PKS. Są to łuski z kokosów i innych roślin. Bywają też „pelety” – brykiety prasowane ze zrębków drewna.

Jeśli chodzi o inne ładunki to, w związku z ruchem w naszym budownictwie, pojawiły się ładunki skalenia i glinek, potrzebne do produkcji kafelków i terakoty. Liczne prywatne firmy sprowadzają skaleń luzem, całostatkowymi partiami, np. z Turcji. Kruszywa sprowadzane są ze Szkocji, Norwegii i Szwecji, gdyż potrzeby w związku z ożywieniem w budownictwie są bardzo duże. Co ciekawe, importują je nawet firmy ze Śląska. Sprowadzane są np. kruszywa bazaltowe, znacznie lepszej jakości niż krajowe.

– Jaki był ub.r. dla waszego terminalu?

– Był lepszy, gdyż przeładowaliśmy o 5% więcej niż w poprzednim.

– Jesteście obecnie w trakcie zmiany właściciela. Jak przebiega ten proces, w jakiej jest obecnie fazie?

– Dokładniej na to pytanie mógłby odpowiedzieć właściciel, czyli zarząd portu. Wiemy co następuje: jeszcze w listopadzie podpisany został pakiet socjalny z dwoma związkami zawodowymi. Jedyną przeszkodą, by nowy właściciel przejął udziały naszej firmy, jest brak zgody ministra skarbu na dzierżawę obecnie użytkowanych terenów i placów składowych, na 30 lat.

– Kiedy można oczekiwać tej zgody?

– Przypuszczam, że w lipcu lub sierpniu 100% udziałów firmy zostanie przejęte. Nie sądzę, żeby były jeszcze jakieś inne przeszkody.

– Kim jest ten właściciel?

– Attic Services jest to francuska firma, która zajmuje się różnoraką działalnością związaną z gospodarką morską. Jest właścicielem lub udziałowcem wielu terminali, np. firmy Ovet z Holandii, gdzie głównym ładunkiem jest węgiel. Zajmuje się też logistyką, kontrolą towarów, shoppingiem itd. Jej trzema głównymi udziałowcami są: Arcelor-Mittal, EDF Trading i Total.

– Czego się spodziewacie po nowym właścicielu?

– Oczekujemy, że będzie dążył do rozwoju spółki – takie też są jego deklaracje. Spodziewamy się, że będzie miał większe możliwości inwestowania, gdyż obecnie mamy tu duże ograniczenia, zarówno jeśli chodzi o tereny, jak i sprzęt oraz urządzenia przeładunkowe. Chcielibyśmy, żeby zwiększyły się raty przeładunkowe i już w br. czynimy w tym kierunku pewne starania. Bardzo potrzebna nam jest większa powierzchnia składowa, w celu szybkiej obsługi dużych statków. Odczuwamy jej brak. Musimy działać tak, by towar szybko rotował. Ze względu na dobrą infrastrukturę kolejową i drogową, już i teraz jesteśmy terminalem, który najszybciej obsługuje ładunki. Żeby konkurować z innymi, musimy zwiększyć wydajność przy obsłudze ładunków, zwłaszcza tych przywożonych panamaksami, do minimum 20 tys. t na dobę.

– Czy w związku ze zmianą właściciela może się zmienić profil waszej działalności, np. przybędą jakieś nowe ładunki?

– W niektórych ładunkach może nastąpić wzrost, ale – z tego co wiem – obecny nasz profil zostanie utrzymany. W umowie podpisanej przez nowego właściciela z Zarządem Morskiego Portu Gdynia określono, jakie minimalne ilości ładunków nasz terminal będzie przeładowywał. Musi on pozostać terminalem dostępnym dla wszystkich kontrahentów i jego profil nie może się zdecydowanie zmienić, czyli świadczyć będzie nadal głównie usługi w zakresie przeładunku towarów masowych. Ale jesteśmy terminalem uniwersalnym i możemy także obsługiwać drobnicę. Pokazaliśmy np., że możemy ładować siarkę do kontenerów.

– Widać, że siarka jest nadal składowana na waszych placach.

– Polityka kopalni jest taka, że połowa siarki jest przeładowywana w Gdańsku, a druga połowa w Gdyni. W br. przeładujemy jej ok. 150 tys. t.

– Czy, oprócz wspomnianego zwiększania wydajności, wasz terminal ma jeszcze jakieś możliwości ekspansji terenowej?

– Obecnie mamy ograniczoną ilość powierzchni, ale otaczają nas firmy, które mają z portem umowy na czas określony. Po ich wygaśnięciu, będziemy startować w przetargach o pozyskanie tych terenów.

– Kiedy to może nastąpić?

– Po 2012 r. Ale jeszcze w br. mamy w planie wyburzenie budynku socjalno-gospodarczego, na nabrzeżu Duńskim. Powinny zniknąć z naszego terenu jeszcze 2 budynki, by pozyskać miejsce na składowanie ładunków. Według naszej wiedzy, nowy właściciel będzie stawiał na węgiel, zboża i kruszywa.

– Czy nie ma obawy, że nastawiając się na obsługę węgla będziecie musieli mocno konkurować o ten ładunek z nowym terminalem, który rozpoczął właśnie budować w Gdańsku belgijski Sea-Invest?

– Gdybyśmy oglądali się na politykę, o której mówiliśmy wcześniej, i na konkurentów to port w Gdyni należałoby właściwie zamknąć i postawić na jego miejscu obiekty biurowe i tym podobne. To klient wybiera, gdzie chce dokonywać przeładunków. Zależy to od jakości i tempa obsługi, a co za tym idzie od rachunku ekonomicznego. Jako terminal, musimy być przygotowani na to, by pracować lepiej niż nasi konkurenci w Gdańsku. Planowane przez ten port inwestycje muszą się zwrócić.

– Zwłaszcza, że wasz majątek już się spłacił i nie musicie zaciągać kredytów.

To jest nasza przewaga – tym bardziej, że zarząd portu przygotowuje się i do końca 2012 r. będziemy mieli prawdopodobnie drugie głębokowodne stanowisko, na nabrzeżu Szwedzkim. W porcie będą więc cztery takie stanowiska, na nabrzeżach: Holenderskim, Szwedzkim oraz Bułgarskim i Helskim. One dadzą możliwość obsługi większych statków, a masowe ładunki są z reguły przewożone właśnie takimi statkami, bo tak jest taniej i szybciej. Te 13 m głębokości przy nabrzeżu Holenderskim dało nam ogromne możliwości, które już wykorzystujemy. W zeszłym roku przeładowaliśmy 4,1 mln. t. Na ten zaplanowaliśmy 4,35 mln. Jeżeli uda nam się powiększyć naszą powierzchnię składową i poprawić jakość oraz szybkość obsługi – sądzę, że będziemy mogli obsługiwać 8 do 8,5 mln t ładunków rocznie.

– Czy nie obawiacie się, że będą naciski ze strony władz miasta, żeby ładunki masowe eliminować, zwłaszcza że miasto wchodzi coraz bardziej w głąb portu i na pirsie Dalmoru i terenach Nauty planowane są już inwestycje miejskie?

– Sądzę, że z samych biurowców i handlu wyżyć się nie da. Moim zdaniem, przeważy zdrowy rozsądek władz gdyńskich. Stosując nowoczesne technologie i sprzęt przeładunkowy, staramy się aby ładunki obsługiwane na terminalu nie stanowiły uciążliwości dla otoczenia i środowiska naturalnego.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Maciej Borkowski