Żródło: Wikipedia

Bez Austrii lub Słowacji się nie uda

W ciągu ostatnich 2 lat temat budowy połączenia wodnego Odry z Dunajem nabrał nowego impetu.

Sądząc po intensywności polsko-czeskiego lobbingu dla tego projektu można odnieść wrażenie, że ta inwestycja jest całkiem realna. Jest tylko jedno „ale”: zdecydowana większość spotkań i konferencji na temat tego szlaku jest prowadzona w układzie polsko-czeskim, podczas gdy o sukcesie projektu tak naprawdę zadecydują nie Czechy, ale Słowacja i Austria.

Nieżeglowna Morawa

Środowiska lobbujące za kanałem popełniają dwa zasadnicze uproszczenia. Po pierwsze, niesłusznie przyjmuje się, że jedynym wariantem kanału Odra-Dunaj jest poprowadzenie go rzeką Morawą. Zapomina się o tym, że po stronie słowackiej konsekwentnie realizowany jest alternatywny projekt – poprzez Wag. Po drugie, Czesi główny nacisk kładą na przekonanie Polaków, by włączyli się do projektu, niesłusznie uznając, że po stronie czeskiej „jakoś to pójdzie”. Zakładając nawet, że Polska udrożni swój 80-km odcinek Odry, a Czesi wzorowo wykonają „pracę domową” na swym terytorium – pozostanie problem połączenia czeskiego odcinka Morawy z Dunajem. A to leży już w gestii Słowacji i Austrii, które – w przeciwieństwie do Czech – nad Dunajem leżą.

Jeśli chodzi o Słowację, problemu (teoretycznie) nie ma. Bratysława deklaruje swoje poparcie dla obu wariantów połączenia Dunaju z Odrą: przez Wag i przez Morawę. W praktyce jednak na terytorium Słowacji realizowany jest (z problemami, ale mimo to konsekwentnie) jedynie ważski wariant szlaku. Realizacja wariantu morawskiego utknęła wiele lat temu w martwym punkcie przez „problem Wolfsthal”, czyli brak zgody strony austriackiej na budowę stopnia wodnego Wolf­sthal – Bratysława na Dunaju, kilka kilometrów poniżej zamku Devin. Bez tej inwestycji hydrotechnicznej, względnie którejś z jej alternatyw, o całej koncepcji Dunaj – Morawa – Odra możemy właściwie zapomnieć.

O co tak naprawdę chodzi? Dolny odcinek Morawy, stanowiący granicę słowacko-austriacką, jest obecnie nieżeglowny. Nie da się tam stawiać stopni wodnych, czy w inny sposób ingerować w koryto rzeki, ze względu na ograniczenia przyrodnicze. Dziś ujściowy odcinek Morawy, między Hodoninem a Devinem, stanowi jeden z ostatnich zachowanych w dobrym stanie ekosystemów rzeczno-łęgowych, które podlegają ochronie. O ile jeszcze Słowacja gotowa byłaby pójść na kompromis między wymaganiami ochrony przyrody a potrzebami żeglugi, to już Austriacy nie chcą o tym słyszeć. A ponieważ jest to rzeka graniczna, ignorowanie stanowiska Austriaków jest w tym przypadku niemożliwe.

Wiedeńska alternatywa

Alternatywą dla drogi wodnej przez graniczny odcinek Morawy mogłoby być wybudowanie kanału całkowicie po stronie austriackiej. Miałby on początek w Czechach, w rejonie Hodonina, a następnie przechodziłby przez równinne Morawskie Pola (Marchfeld) w Austrii, by na wschodnich obrzeżach Wiednia połączyć się z Dunajem. Ta alternatywa wydaje się być o wiele rozsądniejsza i realniejsza, gdyż – w przeciwieństwie do kanału poprowadzonego dolnym odcinkiem Morawy – Pola Morawskie stanowią monotonną równinę, pozbawioną wartości przyrodniczych.

Wariant austriacki był przez Czechów rozważany, jednak strona austriacka nie wyrażała zainteresowania udziałem w tym projekcie (zresztą, podobnie jak polska). Mimo to Czesi nie przestają Polaków przekonywać do tego projektu. W związku z tym czescy uczestnicy projektu zwrócili się do Słowaków, a Bratysława, jak już wspomniano, zareagowała pozytywnie. Od tego momentu czescy inicjatorzy projektu zakładają, że można go realizować bez udziału Austrii, a po stronie słowackiej nie będzie problemów.

Otóż, będą. Aby użeglownić Morawę, konieczne jest podniesienie poziomu wody w tej rzece, poprzez wybudowanie stopnia wodnego Wolfsthal – Bratysława na Dunaju, kilka kilometrów poniżej ujścia Morawy. O jego wybudowaniu zaczęto mówić już w latach 50. XX w. Problem w tym, że na tę inwestycję nie zgadzają się władze austriackie. Do jej realizacji miało dojść już podczas zimnej wojny, gdy jeszcze nie było tu parku narodowego Łęgi Dunajskie (Donauauen), ale już wtedy została ona zablokowana przez protesty przyrodników. Dziś Austriacy nie chcą o tym nawet słyszeć, argumentując, że budowa stopnia wodnego spowodowałaby zniszczenie unikalnych ekosystemów łęgowych parku narodowego.

Protesty przeciw budowie tamy, które odbyły się w latach 80. i spowodowały wycofanie się Wiednia z tej inwestycji, mają dziś dla Austriaków podobną wartość symboliczną, jak sprawa Rospudy w Polsce1 Nie wnikając głębiej w szczegóły, które są raczej obiektem zainteresowania politologów i socjologów, należy zaznaczyć, że z politycznych względów powrót do tego projektu jest praktycznie niemożliwy.

Austria i Słowacja w centrum uwagia

Jakie są ewentualne warianty kompromisowe, rozwiązujące problem dolnego odcinka Morawy? Jednym z nich jest wybudowanie mniejszego stopnia wodnego Bratysława – Pečenský les, ok. 1 km poniżej punktu, w którym Dunaj staje się rzeką graniczną (austriacko-słowacką). Zaletą tego wariantu jest to, że oba brzegi Dunaju są w tym przypadku słowackie. Ale nie oznacza to wcale, że pozytywnie nastawiona do projektu Słowacja może sobie budować, co chce: ponieważ bratysławski stopień wodny spowodowałby podniesienie poziomu wody w granicznym Dunaju i Morawie o kilka metrów, na inwestycję również musi się zgodzić Austria. Teoretycznie, Bratysława mogłaby tę inwestycję zrealizować bez oglądania się na protesty Wiednia (do czego Słowaków namawiają Czesi), ale spowodowałoby to poważny konflikt Słowacji z Austrią, podobny do tego, który miał miejsce na linii Bratysława – Budapeszt, w związku z budową stopnia wodnego Gabčikovo.

Osobiście wątpię, by słowacki rząd poszedł na taką konfrontację, tym bardziej że stosunki słowacko-austriackie są obecnie wyśmienite i słowackie społeczeństwo nie zaakceptowałoby ich pogorszenia z powodu inwestycji, do której Słowacy odnoszą się, co najwyżej, z obojętnością.

Ważska alternatywa

Powszechne w mediach informacje – o tym, jakoby Czesi nie potrzebowali dogadywać się z Austriakami – nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Jaki by wariant nie wybrać, aktywny udział Austrii w projekcie Odra – Morawa – Dunaj jest niezbędny, a Austriacy, delikatnie mówiąc, na razie nie palą się do udziału w tym przedsięwzięciu. I nie ma się zresztą czemu dziwić, gdyż strona czeska postępuje wobec Austriaków i Słowaków nie do końca po partnersku.

Tymczasem tak naprawdę jedynym sposobem pozbycia się Austrii z tego projektu byłoby poprowadzenie kanału równolegle do Morawy (kilka kilometrów na wschód), a następnie przekucie ok. 10-km tunelu żeglugowego pod masywem górskim Devińska Kobyła. Z inżynierskiego punktu widzenia jest to oczywiście wykonalne, tunele żeglugowe na świecie się buduje i są one przewidziane w alternatywnym projekcie Ważskiej Drogi Wodnej E-81, jednak tutaj takiej alternatywy nikt nie bierze pod uwagę z oczywistych finansowych względów.

W tej sytuacji nie należy zapominać, że połączenia Odry z Dunajem Morawą nie jest jedynym możliwym. Cała medialna i konferencyjna aktywność wokół projektu Odra – Morawa – Dunaj zaczęła się 2-3 lata temu, a inwestycja dopiero wchodzi w fazę koncepcji i planów zagospodarowania przestrzennego, a tymczasem projekt szlaku żeglugowego Dunaj – Wag – Odra, zapisany w międzynarodowych dokumentach pod oznaczeniem E-81, jest konsekwentnie realizowany od wielu lat. Z opóźnieniami, ale jednak. Regularnie, co kilka lat, oddawany jest do użytku kolejny, nowy stopień wodny na Wagu, spełniający najostrzejsze wymagania żeglugowe. W 2016 r. Wagiem będzie można dopłynąć od ujścia tej rzeki w Komarnie aż do Żyliny, gdzie powstaną dwa nowoczesne porty o mocy przeładunkowej ok. 6 mln t rocznie.Budowa 98-kilometrowego, najtrudniejszego odcinka szlaku żeglownego, Żylina – Bohumin, rozpocznie się dopiero w 2025 r., a ukończona zostanie dziesięć lat później. Projekt przewiduje budowę kilkunastu śluz i dwóch tuneli żeglugowych, w tym najważniejszego – pod Przełęczą Jabłonkowską. Termin wydaje się odległy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by go przyspieszyć. Prawdopodobnie jest to rozsądniejsze, niż rozpoczynanie od zera alternatywnego szlaku wodnego przez Morawę, którego nie da się zrealizować bez sceptycznie nastawionych Austriaków. Ktoś może powiedzieć, że to fantasmagoria, pobożne życzenia. Jednak – w przeciwieństwie do głośnego medialnie projektu użeglownienia Morawy – o Ważskiej Drodze Wodnej mało się mówi, ale za to dużo się w nią inwestuje. Tu i teraz. I to wbrew wielu przeciwnościom, na które ten projekt napotyka.

Jakub Łoginow

1 Ta kwestia wymaga osobnego omówienia, które wykracza tematycznie poza profil „Namiarów”. Zainteresowanych odsyłam do odpowiednich publikacji z zakresu politologii lub na www.porteuropa.eu