Jacek Klimczak, prezes zarządu firm Port Północny Sp. z o.o. i Rudoport SA

Chcemy wykorzystać atuty

Z Jackiem Klimczakiem, prezesem zarządu firm Port Północny Sp. z o.o. i Rudoport SA, rozmawia Maciej Borkowski.

– Ten rok jest już właściwie na ukończeniu. Jak on wypadł w waszej spółce?

– Wypadł gorzej niż poprzedni. Nie chcę wnikać szczegółowo w powody, gdyż były one często trudno przewidywalne i niezależne od nas, a np. od stanu technicznego w kopalniach. Ich niedoinwestowanie powoduje, że węgla jest coraz mniej…

– …i jest coraz droższy.

– To także, ale nie znamy szczegółów, bo nie jesteśmy przecież gestorem ładunków, tylko operatorem portowym. Nas interesuje, ile tego węgla przychodzi. W br., niestety, przeładujemy tylko 1 mln t, a spodziewaliśmy się minimum 1,5 mln. Podobnie ma się sprawa z paliwami. One też w istotny sposób wpływają na wyniki firmy, chociaż działamy tu tylko jako operator urządzeń Naftoportu. O ile w ub.r. przeładowaliśmy ich ponad 13,2 mln t, tak w tym przewiduję, że – przy pomyślnym splocie wydarzeń – możemy przeładować 10,4 mln t.

– To chyba i tak bardzo dobry wynik, zważywszy że według wcześniejszych zapowiedzi rosyjska ropa, idąca tranzytem przez Gdańsk, miała już płynąć przez Ust-Ługę.

– Ciągle się tego obawiamy, ale jest to bardziej zmartwienie Naftoportu i PERN-u. Na dziś, mamy przeładowane 9,6 mln t paliw. Był taki miesiąc, że nagle zaczęły nadchodzić duże statki z tranzytem – czego się nie spodziewaliśmy. Liczę więc, że grudzień też przyniesie jakieś niespodzianki.

– Czy spodziewacie się, że mogą to być jakieś dostawy drogą morską dla naszych rafinerii?

– W tej chwili nie mamy już żadnych umów z Lotosem czy Orlenem, tak, jak mieliśmy jako właściciele czy współwłaściciele bazy przeładunkowej. Teraz odbywa się to zupełnie poza nami, stąd nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Właściwym źródłem informacji jest tu Naftoport.

– Skoro tranzyt rosyjskiej ropy będzie zanikał, to czy można się spodziewać, że zastąpią go przeładunki związane z planowanymi w porcie inwestycjami, takimi jak baza zbiorników, którą zamierzają wybudować wspólnie PERN i Oiltanking, a także tymi na Bałtyku i Morzu Północnym, w których uczestniczą Lotos i Orlen?

– To także są informacje, do których nie mamy dostępu, dlatego, że nie uczestniczymy w tego typu planach. Dla nas istotna jest możliwość przewidzenia wielkości przeładunków w danym okresie czasu, po to, by móc konstruować budżet na rok następny. Dzisiaj mogę tylko przewidywać – i to nie wiadomo czy nie błędnie – że nasze przyszłoroczne przeładunki, jeśli chodzi o paliwa, także będą na poziomie 10 mln t. Mogę także przewidywać przeładunek węgla (w eksporcie) na poziomie 500-600 tys. t, czyli nawet nie miliona, jak w br. Takie ilości, niestety, przewidujemy, w oparciu o rozmowy z dysponentami polskiego węgla.

– Jak zatem widzicie swoje perspektywy na tym rynku?

– Kilka lat temu, gdy skarceni przez los przeładowaliśmy tylko ok. 250 tys. t węgla, przystąpiliśmy do poszukiwania inwestora strategicznego, co nam się dosyć szybko udało. Dzisiaj jesteśmy w trakcie inwestycji zmierzającej, zgodnie z wymogami rynku, do odwrócenia relacji przeładunkowych, czyli uruchomienia importu ładunków masowych, nie tylko węgla. Wielką popularnością cieszy się ostatnio biomasa, która musi być dostarczana do elektrowni, jako część używanego tam paliwa. Ponieważ przy naszym pirsie mamy 15 m zanurzenia – jak nigdzie na obszarze Bałtyku – chcemy ten atut wykorzystać i jak najszybciej rozpocząć import. Jesteśmy już po licznych rozmowach z potencjalnymi odbiorcami, mamy nawet na to stosowne dokumenty. Jest już zapotrzebowanie na przeładunek 5,14 mln t samego węgla w imporcie, a do tego dojdzie te 500-600 tys. t w eksporcie.

– Wspomniał pan o biomasie. Co to, konkretnie, jest? Zrębki drewniane, skorupy kokosowe czy jeszcze co innego? Skąd są sprowadzane?

– Są to również skorupy kokosowe, których import został niedawno, na podstawie nowych przepisów, umożliwiony. Wcześniej ten rodzaj biomasy był traktowany jako odpady, a tych do Polski wwozić nie wolno. Około miesiąca temu wprowadzona została, chyba nawet mocą ustawy, możliwość sprowadzania ich jako surowca energetycznego. Jest to rodzący się rynek, więc firmy dopiero się go „uczą”.

– Czy jest perspektywiczny?

– Szacuje się, że zapotrzebowanie na biomasę, będące wynikiem dyrektyw unijnych dotyczących jej procentowego udziału w spalanych paliwach, do 2020 r. wyniesie 10 mln t. Ponieważ rynek krajowy nie będzie w stanie zaspokoić tego zapotrzebowania – poszukiwane są źródła biomasy za granicą.

– Jak zamierzacie się przygotować do obsługi tego rodzaju ładunków, gdyż obecnie nie jesteście chyba na to technicznie gotowi?

– Niewątpliwie potrzebne są do tego odpowiednie urządzenia, np. 50-tonowe żurawie chwytakowe i system przenośników taśmowych, pozwalający również ładować je na środki transportu drogowego czy kolejowego. Mamy je już zamówione. Niektóre rodzaje biomasy wymagają również składowania pod dachem. Mamy nadzieję, że po pomyślnym zakończeniu rozmów z właścicielem gruntu, czyli zarządem portu, będziemy mogli wybudować magazyny, które służyć będą do przechowywania biomasy oraz pasz, którymi także chcielibyśmy się zająć.

– Wiem, że w związku z toczącymi się właśnie rozmowami handlowymi nie możemy jeszcze szczegółowo rozmawiać o waszych planach, ale mam nadzieję, że już niedługo będzie to możliwe?

– Dopóki sprawy między stronami nie zostaną ustalone, nie możemy operować tu konkretami. Mimo to, czekając na rozwój wydarzeń, nie pozostajemy bezczynni. Staramy się jak najlepiej wykorzystać tereny, którymi dysponujemy, w obszarze pirsu Rudowego, np. na rozładunek kruszyw, nawet nie posiadając do tego odpowiedniego sprzętu.

– Rozumiem, że wchodziłyby tu w grę statki samowyładowcze.

– Właśnie takie. Przenosiłyby one ładunek na teren Rudoportu, skąd samochodami wywożony byłby on poza port. Spodziewamy się sporych ilości, choć – dla bezpieczeństwa – możemy tu mówić o milionie ton rocznie. To byłby dodatkowy wolumen, który pozwoliłby nam zarabiać, jakkolwiek już nie na obsłudze statków, a wyłącznie środków transportu lądowego.

– Kruszywa też wydają się perspektywicznym rynkiem – przynajmniej tak długo, jak prowadzone będą duże inwestycje na drogach czy w energetyce.

– Ten projekt to takie „szydełkowanie”, gdyż nie będzie to w pełni profesjonalnie prowadzony rozładunek, którego jakość i szybkość byłaby odpowiednia. Ale tak możemy pracować, gdy będziemy mieli urządzenia posadowione na nabrzeżu. Wystąpiliśmy już do zarządu portu o dołożenie do naszej dzierżawy pozostałej części lewego nabrzeża pirsu Rudowego, którą dotąd nie dysponowaliśmy. Zakończyło się to pomyślnie, zatem dysponujemy już całym tym nabrzeżem.

– Czy nabrzeże to będzie na tyle uniwersalnie wyposażone, że umożliwi wam obsługiwanie wielu różnych ładunków?

– To wszystko zależy od tego, jakie ładunki będziemy tam obsługiwali, gdyż nie rozmawialiśmy jeszcze o kruszywach czy o rudzie, którą też będziemy sprowadzać, choćby dla hut należących do udziałowca naszej spółki – Mittala.

– Ze statystyk portowych wynika, że import rud drogą morską jest dotąd raczej symboliczny. Czy to ma się zmienić?

– Trudno mi się tu wypowiadać, zwłaszcza gdy, choćby z prasy, wiem o wygaszaniu wielkich pieców w Europie Zachodniej, np. w Belgii i Francji. Nie wiem, jak to będzie w Polsce. Może jeszcze przez jakiś czas pozostaniemy przy tych symbolicznych ilościach? Ale jeśli chodzi o kruszywo, to ten boom w budownictwie będzie trwał i na pewno nie skończy się w 2012 r. Chcielibyśmy się zająć tymi ładunkami, ale nie w sposób przypadkowy. Wiadomo, że w pewnych warunkach może dochodzić do zabrudzenia jednych ładunków przez drugie, stąd wszystko należy robić pod kontrolą. Na razie przewidujemy jeden ciąg przenośników wzdłuż nabrzeża, ale zapewne trzeba będzie dobudować drugi.

– Żałuję, że nie możemy już teraz porozmawiać o tych inwestycjach, które mogą w zasadniczy sposób zmienić obraz portu gdańskiego i kierunki jego specjalizacji.

– Ale spójrzmy na to, co się dzieje wokół nas. Wiemy, że ma powstać elektrownia węglowa w Rajkowych koło Pelplina, którą ma budować Kulczyk Investment. Jesteśmy już po rozmowach z nimi, bo to naturalne, gdy od nas do nich jest najbliżej. Niezależnie od tego „investGDA – Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego”, prowadzi rozmowy w sprawie budowy elektrowni na terenach portowych, tuż na zapleczu naszej firmy. Gdyby to też miała być elektrownia węglowa – nie byłoby problemem poprowadzić tam od nas bezpośrednio taśmociąg. Rozmawialiśmy również w sprawie eksportu węgla z Kopalni Bogdanka. Inwestycja dotycząca zwiększenia ich możliwości wydobywczych uległa opóźnieniu, a statki miały zacząć przychodzić już teraz, na przełomie roku. Mamy powrócić do tych rozmów. Zresztą teraz, gdy rok się kończy a zaczyna nowy, jest właśnie okres, gdy prowadzi się rozmowy na temat stawek frachtowych czy wielkości przeładunków. Na razie, największą niewiadomą dla nas są paliwa, m.in. z powodu tych inwestycji w Ust-Łudze, o których pan wspomniał. Ale takim „zielonym światełkiem” dla nas jest fakt, że Naftoport rozpoczął rozbudowę bazy przeładunkowej. Nie robiliby tego, spodziewając się spadku przeładunków. Ta rozbudowa umożliwi obsługę mniejszych statków, która często trwa dłużej niż wielkich tankowców, co blokuje możliwości portu.

Chciałbym móc przedstawić panu i czytelnikom „Namiarów” więcej szczegółów dotyczących naszych inwestycji – i mam nadzieję, że to niedługo nastąpi. Pokonaliśmy już przeszkody, które nam się wcześniej wyłoniły, między innymi ekologiczne. Ale jest jeszcze jedna sprawa: budowa toru 226, między Pruszczem Gdańskim a Portem Północnym. Długo nic się w tej sprawie nie działo, co groziło nawet utratą środków unijnych przeznaczonych na tę inwestycję. Ale wreszcie ruszyła ona do przodu – po spotkaniach i interwencjach na szczeblu ministerialnym oraz zobligowaniu przez prezydenta Gdańska agencji investGDA do działań w tym względzie. Moglibyśmy tutaj zamontować najwydajniejsze na świecie urządzenia, ale bez tej infrastruktury kolejowej nie damy rady – tak my, jak i Deepwater Container Terminal – naszych ładunków stąd wywieźć. Na pewno takich ilości, o jakich mówiliśmy: rzędu 10 mln t. Dlatego nadal z niepokojem przyglądam się tej inwestycji, bo budowa posuwa się powoli.

– Życzę zatem, żeby od nowego roku wszystko ruszyło pełną parą – i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Maciej Borkowski