Fot. Polskie LNG

Gazoport – bieg z przeszkodami

Miniony rok na budowie świnoujskiego terminalu LNG nie był specjalnie dobry.

Zrezygnowano z realizacji niektórych, istotnych dla projektu, instalacji a na dodatek okazało się, że na budowie pracują robotnicy, wobec których naruszone zostały przepisy kodeksu pracy i bezpieczeństwa.

Inwestycja w Świnoujściu została uznana za strategiczną dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, bowiem, jak twierdzą przedstawiciele władz, umożliwi ona odbiór gazu ziemnego drogą morską praktycznie z dowolnego kierunku na świecie. Sztandarowa budowa kraju, prowadzona w otoczce politycznej, i ponoć pod nadzorem wszelkich służb, dbających o jej bezpieczeństwo, okazuje się nie być taką sztandarową, jak usiłuje to zaprezentować kierownictwo spółki Polskie LNG, które jest jej głównym inwestorem.

Niebezpieczna praca „na czarno”

Kilkudziesięciu robotników, zbrojeniarzy i betoniarzy, przybyłych z różnych stron Polski i zatrudnionych przy wznoszeniu ścian zbiorników na gaz, postanowiło ostatniego dnia listopada minionego roku zablokować budowę z powodu niewypłacania im, od 2 miesięcy, pensji. Ponadto pracowali bez umów o pracę, bez ubezpieczenia, ponad normy czasu pracy i z naruszeniem zasad bezpieczeństwa. Przez ten czas wznosili betonowe ściany 2 zbiorników na gaz. Byli zatrudnieni przez firmę Branbud z Braniewa, podwykonawcę firmy Uniserv z Katowic, która z kolei została zaangażowana przez firmę Hydrobudowa Polska SA, wykonującą oficjalnie owe zbiorniki. Dopiero po kilkugodzinnych negocjacjach z kierownictwem budowy robotnicy odstąpili od blokady, a zaległe wynagrodzenia wypłaciła im firma Uniserv.

Natomiast Polskie LNG, które twierdziło, że nic nie wiedziało o kłopotach na budowie, wystąpiło do konsorcjum Saipem – Techint – Snamprogetti – PGBG, głównego wykonawcy, z żądaniem wyjaśnienia sprawy i przeprowadzenia kontroli płatności wynagrodzeń na budowie. Sprawą zajął się też Okręgowy Inspektor Pracy w Szczecinie.

Zdarzenie to nasuwa uzasadnione wątpliwości co do należytego nadzoru nad budową, nie tylko ze strony głównego inwestora, ale także ze strony Państwowej Inspekcji Pracy, która twierdziła, że cała inwestycja znajduje się pod stałym nadzorem jej inspektorów.

Odstępstwa od projektu

Tuż przed końcem 2011 r. zapadła decyzja orezygnacji z budowyazotowni. Spółka PBG, partner realizującego inwestycję konsorcjum, w specjalnym komunikacie poinformowała, że Polskie LNG odstąpiło od „budowy azotowni dla celów regulacji liczby Wobbego1 w ramach realizacji zawartej z konsorcjum 15 lipca 2010 r. umowy na budowę terminalu LNG w Świnoujściu”. PBG podało także, że koszt kontraktu automatycznie został pomniejszony o kwotę netto 120,1 mln zł.

Polskie przepisy wymagają gazu o liczbie Wobbego niższej niż w sąsiadujących z nami państwach i dlatego do gazu importowanego w postaci LNG trzeba dodawać azot. Ale Ministerstwo Gospodarki przygotowało już rozporządzenie, w którym ten parametr jakości gazu został podniesiony i mogliśmy zrezygnować z budowy azotowni – twierdzi Wojciech Kowalski, wiceprezes Gaz-Systemu, spółki-matki Polskiego LNG.

Ponadto zarząd PBG przypomniał, że już 10 lutego ub.r. Polskie LNG odstąpiło od budowy odparowalnika ORV, tym samym całkowity koszt netto kontraktu na budowę terminala LNG w Świnoujściu został zmniejszony do kwoty 2,89 mld zł.

Instalacji ORV miała służyć do regazyfikacji LNG z wykorzystaniem wody morskiej przy zmianie LNG w lotny gaz. Według inwestora, o losie odparowalnika przesądził rachunek ekonomiczny. Budowa tej instalacji nie opłaca się, gdy gazoport będzie odbierał do 5 mld m3 gazu rocznie. Stanie się zaś opłacalna w momencie, gdy jego przepustowość wzrośnie do 7,5 mld m3 gazu. Pozostawiono więc miejsce na jego zamontowanie w przyszłości.

Polskie LNG nie podało jednak jaką metodą obecnie będzie obywała się regazyfikacja. A jest ich kilka. Wykorzystuje się np. odparowalniki z ogrzewaniem do temperatury równej temperaturze otoczenia z wykorzystaniem wody morskiej lub rzecznej (ORV) albo też ogrzewane powietrzem (SPV). Stosuje się również odparowalniki z ogrzewaniem bezpośrednim – ogniowym, za pomocą palników gazowych, lub przy użyciu ogrzewania elektrycznego oraz odparowalniki z pośrednim ogrzewaniem za pomocą nośnika ciepła: pary wodnej, wody lub izopentanu.

O wyborze rodzaju odparowalników i schemacie instalacji regazyfikacji LNG decyduje jej usytuowanie i przeznaczenie oraz dostępność paliwa (lub czynnika ogrzewającego). W tym przypadku wydaje się, że woda morska lub odrzańska jest surowcem szeroko dostępnym w Świnoujściu.

Z terminalu do gazociągu

Azotownia i tzw. liczba Wobbego są związane z kalorycznością gazu, dostarczanego klientom ze świnoujskiego terminalu. Gaz ziemny pojawia się w sieci jako surowiec wysokometanowy i zaazotowany (na 2 sposoby), który jest mniej kaloryczny. Zawiera bowiem niepalny azot. Jeśli gazociąg przesyła właśnie gaz wysokometanowy, to zaazotowanego z niego się nie osiągnie. Problem tkwi też w instalacjach, a przede wszystkim do jakiego gazu są dostosowane.

Istotne jest jakiego rodzaju gaz pojawi się w sieci dostarczającej surowiec ze świnoujskiego terminalu. Nie wszędzie bowiem potrzebny jest gaz wysokometanowy.

Dlatego automatyczne podniesienie przez resort gospodarki liczby Wobbego w dystrybuowanym gazie niczego nie załatwia, gdyż nie uwzględnia wszystkich potrzeb i technicznych możliwości potencjalnych odbiorców. Przykładowo Zakładom Chemicznym Police nie jest potrzebny wysokokaloryczny gaz.

Głównym problem jest jednak to, że właściwie nie jest znany odbiorca świnoujskiego gazu, i nie są znane jego potrzeby, określane posiadanymi urządzeniami grzewczymi. Do końca ub.r. można było składać wnioski na wykorzystanie 35% mocy regazyfikacyjnych terminalu LNG. 65% zakontraktowało już wcześniej Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). Przy założeniu, że gazoport obsłuży rocznie do 5 mld m3 surowca oznacza to, że PGNiG zarezerwowało ok. 3 mld m3. Polskie LNG informowało, że preferuje umowy długoterminowe i obejmujące jak największe ilości gazu. Wpłynęła jednak tylko jedna oferta i prawdopodobnie złożyła ją firma spoza polskiej branży chemicznej.

Natomiast komu ma zamiar sprzedawać błękitne paliwo z gazoportu PGNiG na razie nie wiadomo. Nie jest wykluczone, że właśnie firmom chemicznym, dla których ten sposób zakupu wydaje się wygodniejszy, niż jego realizowanie i dostarczanie we własnym zakresie.

Aby jednak mogło do tego dojść musi powstać liczący 80 km odcinek gazociągu, łączący terminal w Świnoujściu z siecią krajowych gazociągów w Szczecinie. Na jego wykonanie Gaz-System podpisał już, warty 147 mln zł netto, kontrakt ze spółką Pol-Aqua. Rura ma być gotowa do końca stycznia 2013 r.

Ile za gaz?

Cena gazu ze świnoujskiego terminalu nie będzie jednak niska. Według informacji spółki Polskie LNG, łączne opłaty za regazyfikację pozostałych do rozdzielenia 2 mld m3 gazu wyniosą blisko 180 mln zł rocznie. Do ceny gazu zostaną zapewne doliczone również opłaty portowe wynoszące obecnie, dla gazowców LNG o pojemności ok. 140 tys. m3, prawie 290 tys. zł (opłaty tonażowej i przystaniowej) oraz ponad 420 tys. zł dla jednostek o pojemności 210 tys. m3 LNG. Oprócz tego, za cumowanie, pilota i holowniki przy wejściu i wyjściu z portu szacunkowo trzeba będzie wydać od 32 do 36 tys. euro, w zależności od wielkości statku. Asysta jednostki pożarniczej kosztuje zaś 550 zł za godzinę (stawki z lipca 2011 r.). Na cenę gazu wpłynie także koszt frachtu czarterowanych lub obcych armatorów gazowców, którymi trzeba będzie LNG dowieźć do Świnoujścia, np. z Kuwejtu.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek

1 Liczba Wobbego służy do porównywania paliw gazowych. Jeśli dwa paliwa gazowe mają tę samą liczbę Wobbego, bez kłopotu można je spalać w tym samym palniku.