Fot. Archiwum

Gdynia chce latać

Odrugim trójmiejskim lotnisku cywilnym, które powstaje w oparciu o istniejący obiekt wojskowy Gdynia-Oksywie, położony na terenie miasta i sąsiedniej gminy Kosakowo, niewiele się ostatnio mówi i pisze.

Nie znaczy to, że nic się w tej sprawie nie dzieje – wręcz przeciwnie. Wprawdzie nie ruszy ono przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej – jak to wcześniej planowano – ale już pod koniec tego roku jego zarząd zamierza ubiegać się o zezwolenie na rozpoczęcie działalności.

Początkowo przedsięwzięcie nie budziło większych kontrowersji, można było nawet mówić o swoistej symbiozie lotnisk Gdańska i Gdyni. Podpisana została nawet umowa, na mocy której dyrekcja portu lotniczego w Rębiechowie stała się w 2005 r. formalnym zarządcą przyszłego cywilnego aeroportu w Kosakowie (patrz: „Namiary” 06/2010), który miał pełnić rolę jakby drugiej części gdańskiego. Gdyńskie lotnisko ujęte zostało w rządowym programie rozwoju sieci lotnisk oraz w „Strategii rozwoju transportu województwa pomorskiego na lata 2007-2020”.

Okazało się jednak, że intencje zarządu gdańskiego lotniska nie były czyste i przez kilka lat nie uczynił on nic, by ideę takiego „duoportu” zrealizować, podczas gdy jego uruchomienie byłoby pożądane przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej. (Ówczesny prezes Portu Lotniczego Rębiechowo, Włodzimierz Machczyński, w udzielonym „Namiarom” wywiadzie stwierdził, że widzi taką potrzebę w latach 2020-2025.) Na dodatek, gdańskie lotnisko zaczęło rozbudowę własnego potencjału – i to na taką skalę, że mogło to przekreślić sens uruchomienia portu w Kosakowie. W efekcie, 23 grudnia 2009 r., gdański zarząd został odsunięty od administrowania lotniskiem na Oksywiu, a samorządowe władze Gdyni i Kosakowa postanowiły robić swoje, nie oglądając się Gdańsk.

A akurat powstały ku temu sprzyjające okoliczności. W październiku 2008 r. znowelizowana została ustawa o gospodarowaniu niektórymi składnikami majątku Skarbu Państwa i Agencji Mienia Wojskowego, co umożliwiło wykorzystywanie różnych obiektów wojskowych, w tym lotnisk, do celów cywilnych. W październiku 2009 r. ministrowie obrony narodowej i infrastruktury pozytywnie zaopiniowali wniosek o przekazanie części (mniej więcej 1/3) podgdyńskiego lotniska wojskowego na cele cywilne. Dzięki temu możliwe stało się, we wrześniu następnego roku, podpisanie umowy użyczenia przez Skarb Państwa gminie Kosakowo 253 ha tamtejszych gruntów, na okres 30 lat.

Trzy miesiące później spółka Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo uzyskała status podmiotu zarządzającego przyszłym lotniskiem. W tym samym miesiącu rozstrzygnięty został konkurs architektoniczny na budynek terminalu pasażerskiego. W marcu zeszłego roku spółka stała się dysponentem gruntów lotniskowych, co najmniej do września 2040 r.

Od stycznia trwa tam już budowa terminalu pasażerskiego o powierzchni 3740 m2, którego modułowa konstrukcja umożliwi – w razie potrzeby – dalszą rozbudowę. Powstaje tam także drugi budynek, o kubaturze 9900 m3 (z możliwością rozbudowy o dalszych prawie 3 tys. m), w którym mieścić się będzie straż pożarna, administracja oraz inne służby lotniskowe.

Już 2 lata temu zbudowana została przez wojsko, kosztem 11,7 mln zł, wieża kontrolna o wysokości 22,3 m i powierzchni 900 m2, a samo lotnisko wyposażone zostało w dodatkowy sprzęt radionawigacyjny. Będzie on jednak wymagał – jak mówi Piotr Szpajer, kierownik ds. marketingu i rozwoju lotniska – „ucywilnienia”, to jest dostosowania do potrzeb cywilnego ruchu lotniczego. Do połowy roku wykonane ma być całe ogrodzenie części cywilnej lotniska, które spełniać musi określone wymogi bezpieczeństwa. Główny pas startowy (a są tam 2, podczas gdy w Gdańsku tylko jeden) nie wymaga żadnych inwestycji: ma on 2500 m i jest szerszy (60 m) niż droga startowa na pobliskim Rębiechowie. Na lotnisku są też 3 drogi kołowania dla samolotów i płyta postojowa, które wszakże wymagają pewnych przeróbek, modernizacji i dostosowania do nowych potrzeb. Jest już gotowy projekt nowych świateł nawigacyjnych i sieci energetycznej. Powstaje nawigacyjne oznakowanie pionowe i poziome lotniska; trwa instalacja automatycznego systemu do dokonywania pomiarów meteorologicznych.

Równolegle do budowy wspomnianych obiektów, na potrzeby cywilnego portu lotniczego powstaje nowa baza paliw, parkingi oraz sieci: kanalizacyjna, wodociągowa, ciepłownicza, energetyczna i łączności, a także drogowa – tak w obrębie samego lotniska, jak i poza nim. Trwa właśnie modernizacja drogi prostopadłej do ul. Płk Dąbka, która prowadzić będzie (tymczasowo) do terminalu. Znajduje się ona mniej więcej na przedłużeniu Trasy Kwiatkowskiego, będącej zakończeniem autostrady A-1. (W przyszłości dojazd do dworca lotniczego odbywać się będzie nową ulicą, która prowadzić będzie obok oddanego niedawno do użytku centrum handlowego). Jakieś 100 m od lotniska znajduje się zakończenie bocznicy kolejowej, która w przyszłości może zapewnić pasażerom dojazd na lotnisko transportem szynowym.

W założeniu projektodawców, drugie trójmiejskie lotnisko miałoby być komplementarne względem istniejącego portu lotniczego w Gdańsku-Rębiechowie, obsługując – przynajmniej początkowo – general aviation, ruch małych samolotów, w tym awionetek i samolotów odrzutowych. Mogłyby one tam stacjonować i być obsługiwane. Mogłoby się również stać profesjonalnym centrum szkolenia lotniczego. W IV kwartale br. zarząd lotniska zamierza starać się o przyznanie „kodu referencyjnego 4B”, co oznacza, że zaliczać się będzie do kategorii lotnisk o pasie startowym o długości ponad 1800 m, mających prawo do obsługi samolotów o rozpiętości skrzydeł do 24 m.

Powstający właśnie budynek terminalu też przystosowany będzie początkowo tylko do obsługi general aviation i dość umiarkowanej liczby podróżnych, 500 tys. rocznie. Docelowo nie wyklucza się jednak wystąpienia o wyższą kategorię – „4C”, co – po odpowiednim doposażeniu terminalu – pozwoliłoby przyjmować tam także większe samoloty, np. Airbusy A320 czy Boeingi B737 i obsługiwać znacznie większą liczbę pasażerów.

Na terenie lotniska Gdynia-Kosakowo i wokół niego planowane jest również uruchomienie strefy gospodarczej, związanej z jego działalnością: usługami i produkcją, np. podzespołów i sprzętu lotniczego. Mógłby tam być też obsługiwany ruch cargo, związany z pobliskim, powstającym obok portu morskiego, parkiem logistycznym, a w przyszłości z całą, planowaną tam, „Doliną Logistyczną”. Lotnisko liczy też na nieregularny, np. czarterowy, lotniczy ruch pasażerski, a może też na zainteresowanie ze strony tanich linii lotniczych. (W założeniach, do 2025 r. ruch pasażerski miałby tam osiągnąć 1,4 mln osób rocznie).

Kilka lat temu firma PriceWaterhouseCoopers (PWC) dokonała „Oceny zasadności i koncepcji przejęcia (przez zarząd Rębiechowa – red.) roli zarządzającego w porcie lotniczym Gdynia Kosakowo”, Z punktu widzenia interesów gdańskiego aeroportu, zwłaszcza w świetle planów jego rozwoju, wypadła ona negatywnie. Specjaliści z PWC zaznaczyli jednak w swoim opracowaniu, że koszt zwiększenia przepustowości na lotnisku Kosakowo może się okazać niższy, niż rozbudowy gdańskiego portu lotniczego. Ich zdaniem, samorząd Gdyni dysponował wystarczającymi środkami, by lotnisko w Kosakowie uruchomić, bez oglądania się na dofinansowanie z innych, krajowych, regionalnych czy unijnych źródeł. W takim przypadku, korzystniej byłoby dla gdańskiego lotniska, gdyby się włączyło w zarządzanie gdyńskim aeroportem, niż gdyby miał on funkcjonować oddzielnie. Tej rady zarząd Rębiechowa jednak nie posłuchał – i szansa przepadła.

A Gdynia robi swoje. I nawet jeśli tamtejsze lotnisko nie ruszy na czas piłkarskich mistrzostw, coś tam pewnie ze związanego z nimi ruchu lotniczego uszczknie, choć jego obsługą zajmować się będą jeszcze wojskowi, a nie cywilne służby lotnicze.

Maciej Borkowski