Prof. Janem Michalskim, kierownik studiów podyplomowych Inżynieria Ropy i Gazu, na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej

Stawiamy na ropę i gaz

Z prof. Janem Michalskim, kierownikiem studiów podyplomowych Inżynieria Ropy i Gazu, na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej, rozmawia Piotr Frankowski.

– W marcu br. ruszyły roczne studia podyplomowe Inżynieria Ropy i Gazu. Skąd pomysł uruchomienia takiej specjalności?

– Pomysł jest autorstwa dwóch prorektorów PG: prof. Jana Hupki, który jest prorektorem ds. nauki i prof. Waldemara Kamrata, prorektora ds. badań naukowych i wdrożeń. Inicjatywa wzięła się m.in. stąd, że obaj są związani z przemysłem naftowym i mają kontakty czy to z Grupą Lotos czy z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem (PGNiG). Prawdopodobnie na spotkaniach tych firm pojawił się zalążek takiego pomysłu, który później obaj panowie przenieśli na naszą uczelnię, szukając wydziału, który najlepiej odpowiadałby specyfice takich studiów.

Dotychczas nie mieliśmy u nas górnictwa, jako takiego, natomiast na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa prowadziłem, od 1990 r., zajęcia z projektowania platform półzanurzalnych. Ćwiczenia z projektowania platform prowadził też prof. Bolesław Mazurkiewicz na obecnym Wydziale Inżynierii Lądowej i Środowiska, ale dotyczyło to platform posadowionych. Natomiast to, co musiało pływać, było naszą domeną. Zagadnienia dotyczące techniki pozyskiwania ropy i gazu spod dna morskiego są więc u nas wykładane od ponad 20 lat. Wiedza ta pozwoliła na sformułowanie interesującego programu przedmiotowych studiów podyplomowych.

Myślę, że za tym wszystkim stoi też zamysł naszych prorektorów, żeby ściągnąć na PG profesorów, specjalistów w tej dziedzinie, z dużym ogólnopolskim autorytetem. Nie chodzi bowiem tylko o wiedzę, ale również o pewne doświadczenie dydaktyczne i kwestie naukowe, tak aby objąć na naszej uczelni katedrę, która specjalistycznie zajęłaby się tą tematyką. Prawdopodobnie będzie to ktoś z Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) z Krakowa. Tym bardziej, że znani wykładowcy z tej uczelni prowadzili już zajęcia na Inżynierii Ropy i Gazu, m.in.prof. Maciej Kaliski, były wiceminister gospodarki czy związany z PGNiG prof. Stanisław Rychlicki.

– Czyli zapotrzebowanie na tego typu specjalistów wyszło od przemysłu.

– Pomysł wyszedł od prorektorów, którzy współpracują z przemysłem. Można więc domniemywać, że było tak jak pan mówi. Firmy z branży ropy i gazu bardzo nam pomogły, gdyż przysłały swoich pracowników na studia, aby uzyskali odpowiednie kwalifikacje. To jest dla mnie sygnał, że przemysł uważa, że ludzie o takiej specjalności będą im potrzebni. Pojawia się jednak pytanie jacy to będą fachowcy? Otóż nie będą inżynierami, którzy mają projektować cały zestaw procedur dotyczący odwiertów i podobnych spraw. Ale mamy też obszar tzw. obsługi serwisowej, związanej z konkretnymi działaniami i zamówieniami. I tym mają zajmować się absolwenci naszych studiów. Generalnie zaś celem studiów jest nauka nowoczesnej eksploatacji złóż, a zwłaszcza ropy i gazu ze złóż skał łupkowych.

Mamy jednak spory problem, którego w ogóle się nie spodziewaliśmy. Wyobrażałem sobie, że mając wsparcie ze strony firm branżowych, będziemy mieli wolną drogę, aby nawiązać ścisłą współpracę z przemysłem naftowym w sensie dydaktycznym, czyli, że będziemy także mogli, w grupach, pojechać ze słuchaczami na miejsca odwiertów i pokazać im w praktyce jak zorganizowana jest praca wiertni. Okazało się jednak, że jest to nie możliwe. Na miejscu jednego z odwiertów poszukiwawczych gazu łupkowego amerykańskiej firmy dowiedzieliśmy się, że pozwolenie musi przyjść aż z USA. Jest tam bowiem konglomerat tajemnic, biznesu i pieniędzy, a przede wszystkim problem bezpieczeństwa, którym najczęściej uzasadnia się brak zgody na przebywanie w obrębie wiertni.

– Z tego, co pan mówi, wynika, że studia dedykowane są poszukiwaniom i późniejszej eksploatacji gazu łupkowego? Działają zaś na wydziale, który bardziej predysponowałby do kształcenia dla branży offshore.

– Serwisowiec po naszych studiach, aby trafić na platformę musi uzyskać odpowiednią zgodę, od różnych instytucji, na pracę na morzu. Na lądzie jest to dużo prostsze.

Jeśli zaś chodzi o wszystko, co dzieje się pod ziemią, w tym pod dnem morskim, to w metodach badań, i w samych badaniach, nie ma generalnej różnicy. Pojawia się ona tylko między dnem morskim a platformą pływającą, gdyż tej przestrzeni nie ma na lądzie. Tam od razu są głowice przeciwwybuchowe, które instaluje się bezpośrednio na kolumnie rur i system głowic zabezpiecza przed erupcją. Na morzu zaś, między dnem a samą platformą, musi być jakiś pośredni element, tzw. raiser, czyli kolumna rynnowa, która zabezpiecza, aby w czasie erupcji ropa nie wydostała się do morza, tak jak to było np. w Zatoce Meksykańskiej. I tak szczerze mówiąc, oceanotechnika zaczyna się od dna morskiego w górę, aż do połączenia instalacji z platformą.

– Czy oprócz AGH uczelnia pozyskała jeszcze innych partnerów?

– Udało nam się zachęcić do współpracy absolwentów AGH, którzy mieszkają na Wybrzeżu i pracowali, lub pracują, głównie w Lotos Petrobaltic. Jako wykładowcy, a przy tym praktycy, prowadzą zajęcia na studiach podyplomowych. Ponadto, dzięki kontaktom naszych prorektorów, zajęcia prowadził także specjalista z Exxon Mobil, który wiele lat pracował przy złożach łupkowych. Jego wykłady dotyczą głównie specyfiki wydobycia ropy i gazu m.in. techniką szczelinowania. Tutaj warto zwrócić uwagę, że budząca protesty w Europie metoda hydroszczelinowania łupków, może zostać zastąpiona nową metodą szczelinowania na sucho, nad którą badania prowadzi właśnie prof. Hupka.

– A jakie jest zainteresowanie nowym kierunkiem?

– Początkowo sądziliśmy, że naukę rozpocznie 25 osób. Ale wkrótce mieliśmy już 50 chętnych, z czego przyjęliśmy 40 osób. Następnie do grupy dołączyło jeszcze 5 naszych doktorantów. Mają oni być zalążkiem przyszłej kadry na studiach dziennych, również związanych z wydobyciem węglowodorów. Reasumując: jest to dużo więcej niż się spodziewaliśmy. Ponadto już teraz jest spore zainteresowanie kolejną edycją.

– Czy PG planuje otwieranie także innych kierunków związanych z wydobyciem ropy i gazu?

– Od października br. na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa ruszy, na studiach dziennych, specjalizacja: inżynieria zasobów naturalnych. Tematyka jest dosyć szeroka, ale w skrócie będzie dotyczyła wszystkiego co można wydobywać z głębi ziemi, w tym z dna morskiego, czyli zarówno gazu, jak i ropy. Na razie jednak zakres tematyczny zajęć nie jest do końca ustalony. Władze uczelni chcą doprecyzować tematykę a także, aby katedrę, która będzie zajmowała się tym kierunkiem objął ktoś nowy, specjalista w tym zakresie. Trzeba też zwrócić uwagę, że specjalizacja zaczyna się w październiku, ale nauka tych zagadnień zaczyna się dopiero na IV semestrze. Do tego czasu wszyscy słuchacze mają te same zajęcia, a my mamy czas, żeby dokładnie przygotować program studiów.

– Kogo mają wykształcić te studia? Jakich specjalistów: górników czy geotechników?

– Będzie to konglomerat ludzi, z jednej strony w 50% o wykształceniu chemicznym, dotyczącym m.in. petrochemii, którego głównym zapleczem będzie Wydział Chemiczny, a w ok. 35% o wykształceniu związanym z hydrologią czy mechaniką gruntu, czyli podstawowymi naukami związanymi z wodą, ziemią, skałami i ekologią, w których specjalizuje się Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska. Tak wygląda sylwetka przyszłego absolwenta. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie szczegóły dopracuje profesor, który zostanie kierownikiem katedry.

– Podobno ma to być prof. Jerzy Buzek.

uśmiech (…) Też pan o tym słyszał?

– Rozumiem, że po ukończeniu takiej specjalizacji absolwenci PG będą mogli pracować zarówno na lądzie, jak i na morzu.

– Zdecydowanie tak. Tutaj nie będzie rozróżnienia. Zatrudnienie będą mogli zdobyć zarówno w Grupię Lotos jak i w Lotos Petrobaltic. Ponadto trwają przygotowania do wydobycia ropy i gazu na Morzu Północnym, gdzie zaangażowane są polskie firmy: Lotos i PGNiG.

Ale ostatnio zmroziły nas informacje dotyczące Exxon Mobil o wycofaniu się z poszukiwania złóż łupkowych w Polsce. Ponadto pojawił się u nas problem dotyczący poszukiwań. Mamy protesty, blokady. Ludzie boją się gazu. Zastanawiam się jak dalece ludzie uwierzą, że eksploatacja złóż będzie im zagrażała, chociaż tak naprawdę to nieprawda. Urodziłem się w Jaśle, a w okolicy, gdzie mieszkałem jako dziecko, były 3 szyby naftowe. Najbliższy 150 m od naszego domu, więc nie boję się szybów. Dlatego dziwią mnie protesty, które mają miejsce na Kaszubach. Ropa i gaz ze złóż łupkowych są bardzo głęboko, z reguły jest to między 1500 a 3000 m poniżej poziomu ziemi. Między nimi a powierzchnią jest tyle warstw, że gaz sam się przez nie nieprzedostanie. On dlatego tam jest, że warstwy nad nim są nieprzepuszczalne.

Poza tym, na razie wykonano zbyt mało odwiertów, aby na tej podstawie prognozować wielkość złóż. Amerykanie, dokonując identyfikacji swoich złóż, wykonali u siebie w USA w sumie ponad 500 tys. odwiertów! W Polsce Exxon wykonał 3 odwierty, mało zachęcające, jak twierdzi, ale należy liczyć się z tym, że w jednym miejscu wydobycie będzie opłacalne, a innym nie.

– Czy w przypadku studiów dziennych PG robiła jakieś badania czy analizy potencjalnego zainteresowania? Jak narodził się pomysł?

– Zrobiliśmy coś innego. Przeprowadziliśmy wśród studentów I i II roku Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa, czyli na próbce ok. 200 osób, ankietę, w której zadaliśmy pytanie, czy, gdyby była taka możliwość, byliby skłonni zostawić klasyczną specjalizację, czyli budowę okrętów i jachtów, a przejść na inżynierię zasobów naturalnych. I ku naszemu zaskoczeniu 50% wyraziło gotowość zmiany, a niektórzy studenci przenieśliby się nawet natychmiast. To był dla nas sygnał, że jest potencjał i zainteresowanie. Jeśli zaś chodzi o przemysł, nie robiliśmy żadnego rozeznania, jeśli chodzi o zapotrzebowanie.

Ale mimo to mamy ciekawą sytuację. Od wielu lat kształcimy okrętowców, w dość dużych ilościach w porównaniu z innymi uczelniami w Europie czy na świecie, ale prawie wszyscy znajdują zatrudnienie. Sami się dziwimy. Okazuje się, że jest duże zapotrzebowanie na naszych absolwentów, szczególnie w biurach projektowych, pracujących na zlecenie firm niemieckich czy norweskich.

– Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że sami studenci orientują się w kierunkach rozwoju rynku. Branża poszukiwania ropy i gazu, szczególnie w wersji offshore, ma być w najbliższej przyszłości jedną z najdynamiczniej rozwijających się na świecie.

– Ależ oczywiście, że się orientują. Same wyniki naszej ankiety, o której wspominałem, o tym świadczą. Szukają wykształcenia, które z jednej strony będzie interesujące, a z drugiej zapewni im zatrudnienie. Tylko, jeśli mówimy o PG, to nie mówimy o załogach platform. To jest domena akademii morskich. U nas będziemy kształcili geotechników, a na razie mamy specjalistów od budowy lub remontów platform, czy też statków do ich obsługi.

Nie ulega też wątpliwości, że okrętownictwo od jakiegoś czasu „dołuje”. To już nie jest ten sam przemysł, co kiedyś. Nie mamy więc już tylu zainteresowanych studentów z najwyższej półki, którzy kiedyś przyjeżdżali do nas z całej Polski. Dlatego otwieranie nowych kierunków i specjalizacji związanych z ropą i gazem jest elementem polityki władz uczelni, które mają świadomość, że okrętownictwo stoi na „glinianych nogach” i chcąc zachować ten wydział, powoli przekształcają go. Być może w przyszłości będzie to Wydział Technologii Morskich.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Frankowski