Szybciej znaczy taniej

Szybciej znaczy taniej

Z prof. Janem Hupką, dyrektorem Centrum Ropy i Gazu Politechniki Gdańskiej i prof. Janem Krzyśkiem, konsultantem ds. gazu łupkowego i ropy, Centrum Ropy i Gazu Politechniki Gdańskiej, rozmawia Piotr Frankowski.

– Czy rzeczywiście mamy szansę być gazowym eldorado?

Jan Krzysiek: – Myślę, że eldorado to słowo trochę wypaczone, zwłaszcza w przypadku gazu z łupków w Polsce. Jest to sporym nieporozumieniem, a media mają bardzo dużą siłę kształtowania opinii publicznej, co spowodowało zupełnie niepotrzebny szum wokół tej sprawy. Sprawdzenie naszych zasobów wymaga bowiem ogromnego nakładu pracy. Wykonane zostały już badania sejsmiczne, które dają pewne wyobrażenie co do zasobów złóż, ale teraz muszą nastąpić wiercenia, potem szczelinowania i testy produkcyjne. Dopiero wtedy będziemy mieli możliwość oceny, w jakim zakresie przewidywania geologów są realne. Warto jednak pamiętać, że gaz łupkowy odkryto w Polsce już 60 lat temu.

– Jakie są te przewidywania? Według danych Polskiego Instytutu Geologicznego jest to 1,4-3 bln m³, a Agencja Informacji Energetycznej szacuje polskie zasoby na ok. 5 bln m³. Diametralnie inne liczby podają zaś amerykańskie służby geologiczne, według których nasze złoża wynoszą tylko 38 mld m³. Jak więc jest w rzeczywistości?

J.K. – Jesteśmy na etapie rozpoznawania i dopiero po kilku latach badań i testów będzie można powiedzieć coś o konkretach i określić jakie są zdolności produkcyjne. W tej chwili jest to przedwczesne i można się bardzo pomylić podając jakieś liczby. Byłbym więc bardzo ostrożny w określaniu potencjału złóż w Polsce.

Obecnie mamy ponad 100 koncesji i wywiercone 42 otwory. Część z nich jest szczelinowana. I na dobrą sprawę w dalszym ciągu nie wiemy, co mamy. Jak na efekty 3 lat prac to stanowczo za mało. Oczywiście, założenia co do wielkości złóż można zrobić, ale mogą one mieć raczej wymiar polityczny czy ekonomiczny i zupełnie nie przystawać do realiów.

Jan Hupka: – Kwestia ogromnego zainteresowania mediów jest też odbiciem oczekiwań społecznych, a nawet, powiedziałbym, rządowych. Mamy duży deficyt budżetowy, od lat wynikający m.in. z ogromnego importu gazu. Gdyby udało nam się wydobywać własny gaz, to koszty byłyby niższe, a co za tym idzie i deficyt byłby mniejszy. Jest to więc bardzo ważna sprawa. Dlatego też, wszyscy mieli nadzieję, że wydobycie ruszy bardzo szybko. Poza tym, po oszacowaniu wielkości złóż, trzeba sprawdzić czy wydobycie się opłaci czy też nie. Jak w przypadku każdego surowca kopalnego.

Należy pamiętać, że im więcej wykonywanych jest odwiertów, im częściej wiertnie przenoszone są z jednego miejsca na drugie, a prace realizowane są stosunkowo szybko, to koszty odwiertów są niższe. Mamy wtedy do czynienia z efektem skali. U nas koszty wierceń są 2 razy wyższe niż w Teksasie. Im wolniej się posuwamy w rozpoznaniu zasobów, tym więcej nas to kosztuje.

– Można jednak odnieść wrażenie, że temat wydobycia gazu łupkowego nieco przycichł. Zresztą, niektóre z zagranicznych koncernów, takich jak Exxon Mobil czy Talisman, wycofują się z Polski i rezygnują z dalszych poszukiwań.

J.K. – Jeśli chodzi o kanadyjskiego Talismana, to w ub.r. poszukiwania ropy i gazu na całym świecie kosztowały ich 1 mld USD. Przy ustalaniu budżetu na 2013 r. zabrakło im dodatkowych środków na poszukiwania w Polsce. W przypadku Exxon Mobil jednym z powodów ich decyzji są gorszej jakości złoża, na które natrafili (ale wywiercili tylko 2 otwory). Doszłydo tego jeszcze bariery biurokratyczne polskich urzędów oraz niestabilne prawo podatkowe.

J.H. – Taka firma jak Exxon musi dokładnie sprawdzić, po jakim czasie zwrócą się nakłady inwestycyjne. Ich udziałowcy interesują się tym. Jeśli więc pojawiają się informacje, że zasoby złoża w Polsce są średniej jakości, a wypływ gazu nie będzie tak duży jak szacowano, a co za tym idzie zwrot kosztów nie będzie wystarczająco szybki, to pieniądze na inwestycje zostają wycofane i przeznaczone na bardziej opłacalne projekty. I to był główny powód. A jeśli dodatkowo nie wiedzieli, jakiej wysokości podatki będą płacili, czyli ile łącznie będą kosztowały poszukiwania w Polsce, to ich decyzja jest zrozumiała. Lepiej się wycofać i zainwestować w Rosji czy na Ukrainie, gdzie zaproponowano im, przynajmniej na razie, lepsze warunki.

– Ale czy nie jest to sygnał, że poziom wydobycia gazu może być niewielki, a czas zwrotu poniesionych kosztów bardzo długi.

J.H. – To jest oczywiste, że ten czas będzie znacznie dłuższy niż np. w USA, bo Amerykanie eksploatują swoje najlepsze złoża, a my takich nie mamy.

J.K. – Ale okazało się, że w łupkach mamy bardzo dużo ropy i to już zmienia zasady gry. Ropa z łupków zaczyna pełnić w USA rolę dominującą. Mamy więc do czynienia z przesunięciem środka ciężkości z wierceń w poszukiwaniu gazu na wiercenia w poszukiwaniu ropy. Obecnie, 1200 wiertni w Teksasie pracuje głównie na złożach ropy.

W Polsce wszyscy oczekują na efekty prób wykonywanych przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) na koncesji Lubocino, koło Wejherowa. Ale szczelinowanie, które wykonano, nie wykazało na razie takiej ilości ropy, jakiej oczekiwano. Jest jej wypływ, ale trudno oszacować zasoby złoża. Obecnie baryłka kosztuje ponad 100 USD, więc zyski z ropy mogą być zdecydowanie większe niż w przypadku gazu. I takie są obecnie trendy.

– Gdzie w Polsce mamy największe złoża gazu łupkowego i ropy z łupków?

J.H. – Złoża gazu i ropy są głównie na Pomorzu, w Wielkopolsce, pod Zieloną Górą i na Lubelszczyźnie.

J.K. – Ropę na Pomorzu znaleziono już 40 lat temu, w Dębkach i w Krokowej, która jest jednym z najbardziej znanych miejsc poszukiwania ropy w Polsce. W Krokowej gaz, który jest produktem ubocznym, był rozprowadzany nawet w sieci lokalnej. Zresztą złoża ropy są też pod niemal całym Gdańskiem. Poza tym ropa ze złóż zarówno konwencjonalnych jak i niekonwencjonalnych oraz gaz z łupków jest też pod Morzem Bałtyckim.

– Skoro gaz łupkowy znaleziono w Polsce 60 lat temu, a ropę z łupków przed 40 laty, to dlaczego dopiero teraz tak energicznie zabrano się do dalszych poszukiwań i ewentualnej eksploatacji złóż?

J.K. – Moim zdaniem są to trendy, które wychodzą z USA. Amerykanie już w 2002 r. wiedzieli, że mają gaz łupkowy, ale jego wydobycie nie było na tyle opłacalne, aby się w to angażować i rozwijać odpowiednie technologie. Ale bardzo uzależnili się od importu gazu. W pewnym momencie stwierdzono, że przecież Ameryka jest w stanie uzyskać pełną niezależność energetyczną, a poszukiwania zapewnią nowe miejsca pracy oraz rozwój technologiczny. Wszystko to z kolei przełoży się na wpływy do budżetu, przykładowo samego Teksasu. W Polsce zaś ożywienie nastąpiło 3 lata temu, kiedy stwierdzono, poprzez analizowanie danych, że u nas też można wydobywać gaz łupkowy.

J.H. – Amerykanie importowali ogromne ilości gazu. Zbudowali nawet 12 terminali morskich do odbioru ciekłego gazu. Dlatego że wydobycie gazu z łupków było kosztowne, bo gazu jest tam mało, ok. 10 razy mniej niż w złożach konwencjonalnych. Jeśli musimy wykorzystać technologię szczelinowania, a więc zabieg dodatkowej stymulacji złoża, i wykonać dłuższe odwierty kierunkowe, to czasem się to nie opłaca. Gazu jest mało, a prace wiertnicze są kosztowne.

Zaczęli jednak analizować swoje zasoby i opracowali nową, ulepszoną technologię szczelinowania hydraulicznego, która pozwala łatwiej wydobywać gaz z łupków. Wraz z rozwojem technologicznym koszty wydobycia spadły na tyle, że są poniżej ceny gazu, który trzeba sprowadzić, zapłacić za skroplenie, przewieźć drogą morską, a potem rozprężyć. I dlatego zainteresowano się gazem łupkowym. Mając dane z całego świata dotyczące złóż łupkowych, Amerykanie sprawdzają w różnych miejscach na świecie ich jakość i opłacalność wydobycia. Gazonośne łupki istnieją w większości krajów na świecie. W Argentynie wywiercono w ostatnich 2 latach 400 otworów poszukiwawczych, a nas zaledwie 40.

– Do początku marca wykonano 42 otwory, a w trakcie wiercenia są 2 kolejne.

J.H. – Nie mamy się więc czym chwalić. Raczej się ośmieszamy. Dlatego musi się znaleźć ktoś, kto zechce zainwestować w poszukiwania. To jedyna szansa. Jak ostatnio stwierdzili przedstawiciele Komisji Europejskiej, energetyka jądrowa upada, bo nie ma nikogo, kto chciałby w nią inwestować. Zwrot jest żaden.

Tak samo ktoś musi zainwestować duże pieniądze w gaz z łupków. Na razie w Polsce tej roli podjęło się państwo. Gazprom, pod naciskiem Brukseli, doszedł do porozumienia z PGNiG, ceny gazu zostały obniżone o 15% i dzięki temu pojawiła się w PGNiG nadwyżka środków, którą można przeznaczyć na poszukiwania gazu łupkowego. I są to znaczące kwoty, ok. 1 mld USD na 2 lata. Mam więc nadzieję, że w br. nastąpi przyspieszenie i powstanie ok. 30 nowych otworów.

– Do 2021 r. ma ich powstać, według założeń, 309.

J.H. – To wszystko jest realizowane za wolno. Jeśli tempo wykonywania odwiertów, o którym Pan wspomniał, nie zmieni się, to będzie to raczej koniec wszelkich programów dotyczących poszukiwań gazu łupkowego w Polsce.

– Ale jeśli w złożu mamy ropę?

J.K. – Ropa zawsze jest priorytetem z uwagi na to, że jej wartość energetyczna i opłacalność wydobycia jest zadecydowanie większa. Dlatego też naturalne jest zainteresowanie, aby rozwijać technologię jej poszukiwania. To kolejny krok, który będzie wykonywany na Pomorzu. Gaz zaś będzie produktem ubocznym.

– Czy można w ogóle oszacować, nawet bardzo przybliżony termin wydobycia w Polsce gazu i ropy z łupków na skalę przemysłową?

J.K. – To trudne pytanie. Myślę, że chyba nikt w chwili obecnej nie jest w stanie określić tego terminu, nawet w jakimś niewielkim procencie błędu. Trudno tu operować liczbami. To jest kwestia testów i pomiarów. Myślę jednak, że ropa może sprawić, iż badania znacznie przyspieszą. Kiedy potwierdzą się zdolności produkcyjne wykonanych odwiertów oraz planowanych nowych otworów, to decyzje ze strony PGNiG będą podejmowane szybko.

– Czy ktoś próbował oszacować złoża ropy z łupków w Polsce? Czy w tym przypadku mamy do czynienia z podobną sytuacją jak z gazem łupkowym?

J.K. – Myślę, że nikt nie podejmie się podania jakiejkolwiek liczby do momentu kiedy nie będzie ostatecznego rozpoznania złóż. Wszystkie założenia mogą być błędne. Trzeba też zachować rozsądek, aby nie wyprzedzać tego, co natura może nam dać. To jest kwestia rozpoznania. Ale moim zdaniem środek ciężkości będzie na Pomorzu i na Bałtyku. Dojdzie jeszcze Wielkopolska i Zielona Góra. Będziemy mieli więc do czynienia ze złożami gazu i ropy, konwencjonalnym i niekonwencjonalnymi.

– Grupa Lotos już stworzyła, z amerykańską firmą CalEnergy, spółkę Baltic Gas w celu poszukiwań gazu na Bałtyku.

J.K. – Może być to duży krok we właściwym kierunku. Nawet zapytano nas, czy istnieje możliwość jednoczesnego wydobywania surowców ze złóż konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Jednak obecnie, przy użyciu klasycznych platform offshore, nikt tego jeszcze nie praktykuje. Byłby to więc pierwszy tego typu projekt. Jeśli oczywiście będzie realizowany, a myślę, że tak się stanie.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Frankowski