By nie przeminęło z wiatrem

By nie przeminęło z wiatrem

Europejskie koncerny energetyczne rezygnują z budowy morskich farm wiatrowych w Polsce. Głównym powodem takich decyzji są opóźniające się prace nad ustawą o odnawialnych źródłach energii (OZE).

Bez tego dokumentu nikt nie wie, jakie wsparcie będzie miała morska energetyka wiatrowa oraz w jaki sposób pozyskać środki na finansowe inwestycje. Niestety ustawa OZE wciąż jest na etapie konsultacji międzyresortowych i nie wiadomo kiedy poznamy jej ostateczną wersję.

Ostatnio z działalności w Polsce zrezygnował portugalski koncern EDP i hiszpańska Iderdrola. Pierwszy z nich miał już pozwolenie na budowę na Bałtyku farm o mocy 200 MW, za ok. 5,5 mld zł. Hiszpanie zaś chcieli stawiać farmy o mocy 2 GW i zainwestować w Polsce 24 mld zł. Nie dostali jednak pozytywnej decyzji na tzw. wznoszenie sztucznych wysp. Zastrzeżenia co do lokalizacji farm miały resorty obrony narodowej oraz środowiska. Wcześniej z inwestycji wiatrowych w Polsce zrezygnowała duńska Dong Energy, która sprzedała swoje lądowe farmy, o mocy 60,5 MW, Polskiej Grupie Energetycznej (PGE) i spółce Energa Hydro z grupy Energa. Obie firmy kupiły także lądowe farmy Iberdroli, o mocy 70,5 MW. Ale to jeszcze nie koniec.

Okazuje się bowiem, że 6 decyzji wydanych na budowę morskich farm wiatrowych w polskiej części Bałtyku wygasło, gdyż inwestorzy nie wpłacili w terminie obowiązkowej opłaty. Jest to także ofert przedłużających się prac nad ustawą OZE. W sumie, do końca maja br. złożono w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej ok. 70 wniosków o wydanie pozwoleń o wartości ok. 300 mld zł, a elektrownie o łącznej mocy 25 GW. Aktualnie ważnych jest 14 pozwoleń, 20 zostało odrzuconych, a 9 wycofano. Pozostałe są rozpatrywane. Z tytułu opłat lokalizacyjnych za 7 inwestycji (1% szacowanej wartości inwestycji, aby uzyskać prawo do jej realizacji) wpłynęło do budżetu 93 mln zł, a kolejne 7 pozwoleń oczekuje na wpłatę (jest to suma ok. 60 mln zł). Budową farm zainteresowani są m.in. PGE, Kulczyk Holding, PKN Orlen, Deme, Energetyka Polska i Generpol. Planują oni budowę farm o mocy od 200 do 1500 MW.

Generalnie, całkowita powierzchnia obszarów, na których można zlokalizować morskie farmy wiatrowe, została przez gdański Instytut Morski określona jako 3590 km2, co odpowiada potencjałowi technicznemu rzędu 35 GW. Uwzględniając jednak uwarunkowania ekonomiczne (np. odległość od lądu), trzeba ograniczyć go do ok. 20 GW. W Polsce, zgodnie z zapisami znowelizowanej ustawy o obszarach morskich, lokalizowanie morskich farm wiatrowych jest możliwe tylko na obszarze wyłącznej strefy ekonomicznej, czyli w odległości 12 Mm (ok. 22,22 km) od brzegu.

Według danych Polskiego Stowarzyszenia Morskiej Energetyki Wiatrowej (PSMEW) do 2020 r. planowane jest oddanie do użytku farm morskich o mocy 500 MW-1 GW, aby w 2025 r. dojść do 5 GW, a w 2030 r. do 10 GW. Inwestycje związane z energetyką wiatrową w naszym kraju szacowane są na 15 mld euro do 2025 r. i na 30 mld euro do 2030 r. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie decyzje zagranicznych koncernów i brak odpowiednich uregulowań prawnych założenia te wydają się mało prawdopodobne.

Przedstawiciele PSMEW podkreślają, że wartość obecnie planowanych inwestycji to ok. 150-200 mld zł, ich realizacja może przynieść państwu zysk na poziomie 1,5-2 mld zł. Ponadto zamówienia zagranicznych inwestorów, związane z produkcją wszelkiego rodzaju elementów dla energetyki wiatrowej, wynoszą 150-200 mln euro rocznie. W przypadku rozwoju tej branży w Polsce wartość zamówień może sięgnąć nawet 700 mln euro rocznie. Już teraz ogromnym potencjałem w tej dziedzinie dysponują takie firmy jak stocznia Crist, GSG Towers czy Energomontaż-Północ Gdynia. Jest to też szansa na rozwój małych portów, głównie ze środkowego Wybrzeża, wzdłuż którego, w 90%, mają być zlokalizowane polskie farmy wiatrowe (przede wszystkim chodzi o Ławicę Słupską).

Zresztą na korzyści dla całej gospodarki wynikające z budowy morskich elektrowni wiatrowych zwraca uwagę także raport firmy doradczej Ernst&Young, przygotowany dla Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). Tam założenia są jeszcze bardziej optymistyczne: jeśli do 2025 r. uda się w Polsce wybudować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 6 GW, wartość dodana tych inwestycji dla gospodarki może wynieść nawet ponad 73 mld zł. Oznacza to również redukcję emisji CO2 o ok. 40 mln t, co w związku z zakupem uprawnień do emisji CO2 może przynieść oszczędności blisko 1,6 mld zł.

Ernst&Young przygotował 3 scenariusze ilości mocy zainstalowanej do 2025 r. (6 GW, 3,5 GW oraz 1 GW). Jako scenariusz bazowy przyjęto szybki rozwój morskiej energetyki waitrowej, chociaż zwrócono uwagę, że jest to wersja ambitna, gdyż łączna moc morskich farm wiatrowych w całej Europie wynosi 5 GW, ale biorąc pod uwagę liczbę złożonych w Polsce wniosków lokalizacyjnych i szacunki branży co do rozwoju w Europie, uznano, że nie jest to wersja nierealna. Szacuje się, że do 2020 r. wartość europejskiego rynku energetyki wiatrowej wyniesie 60 mld euro.

W raporcie przyjęto, że koszt 1 MW dla Polski wynosi 16,56 mln zł/MW, wraz z kosztami przyłączenia do krajowego systemu elektroenergetycznego. Natomiast prognozowany jednostkowy koszt wytworzenia energii przez morskie farmy w pierwszym roku działania może wynieść ok. 694 zł/ MWh, niezależnie od scenariusza. W perspektywie do 2025 r. możliwy jest spadek kosztów, w przypadku 6 GW, do ok. 615 zł/MWh.

Liderem morskiej energetyki wiatrowej w Europie jest Wielka Brytania. Łączna moc farm wynosi 2947,9 MW, czyli 58,9% zainstalowanej mocy morskich elektrowni w całej Europie.

(PiF)