Nieudany skok na kasę?

Nieudany skok na kasę?

Przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (NSA) w Warszawie odbyła się 12 lipca rozprawa, w której Zarząd Morskiego Portu Gdańsk (ZMPG) skarżył się na wyrok Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) w Gdańsku.

Przedmiotem sporu był podatek od infrastruktury portowej, który pod koniec 2010 r. miasto zaczęło ściągać ze spółki zarządzającej portem. Na rozstrzygnięcie sporu czekano z zapartym tchem, gdyż nie była to jedyna firma portowa obciążona tą daniną. Na dodatek, przykład Gdańska okazał się zaraźliwy i podatek zaczęto pobierać również w Gdyni, a można się było spodziewać, że wkrótce mogą zaczną to robić również prezydenci Szczecina i Świnoujścia.

Co więcej, firmy portowe zostały nim obciążone za 5 lat wstecz, z odsetkami za zwłokę (tylko dlatego nie dało się za więcej, ponieważ wcześniejsze należności uległy przedawnieniu). Bywało, że opornych przywoływano do porządku przez komornika. Jeden tylko ZMPG, za lata 2005-2007, zapłacił miastu podatek od infrastruktury portowej w wysokości ok. 28 mln zł, a postępowania za kolejne lata są w toku.

Gra idzie więc o naprawdę duże pieniądze, mogące zaważyć nie tylko na losie poszczególnych przedsiębiorstw portowych, gdyż „podatek Adamowicza”, jak przezwano nową daninę, mógł skutecznie odstraszyć potencjalnych inwestorów od portu gdańskiego w ogóle. Nic dziwnego zatem, że zarząd portu zaskarżył decyzję podatkową najpierw do SKO, a później jego rozstrzygnięcie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). W obu tych instancjach port przegrał, gdyż uznano, że podatek był zgodny z obowiązującym prawem podatkowym. Podobnie było w przypadku innych firm, ale ZMPG był pierwszą, której skarga została rozpatrzona przez trzecią instancję, czyli NSA. Stąd pierwszy wyrok dotyczący „podatku Adamowicza” był oczekiwany nie tylko z wielką niecierpliwością, ale i z niepokojem.

Postawą prawną wymiaru tej daniny była opinia naukowców z Katedry Prawa Podatkowego Uniwersytetu w Białymstoku, której wykonanie zlecił gdański magistrat – o czym wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach (patrz: „Namiary” 3 i 24/2011, 3/2012, 7 i 12/2013). Wynikało z niej, że przewidziane w Ustawie o podatkach i opłatach lokalnych zwolnienie od podatku od infrastruktury przysługuje podmiotom zarządzającym portami tylko w tym przypadku, gdy one same tę infrastrukturę wykorzystują. Zwolnienie ma więc charakter podmiotowy. Jeśli ta infrastruktura zostaje wydzierżawiona przez zarząd portu innym podmiotom – takie zwolnienie już nie przysługuje.

W nowelizacji Ustawy o portach i przystaniach morskich, z 16 grudnia 2004 r., nakazano jednak zarządom portów zbycie udziałów, jakie posiadały w operatorskich spółkach portowych, czyli wycofanie się z samodzielnej działalności eksploatacyjnej i przekazanie jej innym podmiotom – np. operatorom poszczególnych terminali. A skoro zarządy portów bezpośrednio i samodzielnie nie wykonują czynności związanych z obsługą statków i ładunków (co zresztą te zarządy kwestionują), to ulga podatkowa dotycząca infrastruktury także i im nie przysługuje. Zatem nie przysługuje ona nikomu – ani podmiotom zarządzającym portami, ani operatorom terminali. Tym samym zawarty w Ustawie o podatkach i opłatach lokalnych przepis staje się martwy, nikt bowiem nie jest w stanie z niego skorzystać, ani zarząd portu, ani ktokolwiek inny.

Otóż tę interpretację przepisów, wynikającą z opinii prof. Leonarda Etela i jego zespołu prawników, NSA odrzucił, jako błędną. Stwierdził, że zwolnienie infrastruktury portowej z podatku od nieruchomości ma charakter przedmiotowo-podmiotowy, a celem tego zwolnienia jest obniżenie obciążeń finansowych podmiotów zarządzających portami. Sam fakt wydzierżawienia infrastruktury portowej przez podmiot zarządzający portem nie oznacza, że nie może on skorzystać ze zwolnienia podatkowego. Czyli ma on prawo do ulgi podatkowej także w odniesieniu do infrastruktury portowej, którą oddaje w najem lub dzierżawę operatorom usług portowych. Zatem NSA w pełni potwierdził stanowisko prezentowane w całym postępowaniu przez ZMPG. Wcześniejszy wyrok WSA został uchylony, jako oparty na niewłaściwej podstawie prawnej. Nie oznacza to jeszcze definitywnego zakończenia sprawy, gdyż skierowana została ona do ponownego rozpatrzenia przez WSA, który wszakże będzie już związany interpretacją przedstawioną przez wyższą instancję.

Skarga ZMPG jest pierwszą, która została rozpatrzona przez NSA, ale bynajmniej nie ostatnią. Następne czekają w kolejce. Gdy to wydanie „Namiarów” będzie w druku (24 lipca), sąd ten będzie rozpatrywał skargę gdańskiego Deepwater Container Terminal (DCT). Spółka ta ma zapłacić najwyższą kwotę podatków z lat poprzednich, sięgającą już, wraz z odsetkami, blisko 70 mln zł, z perspektywą dalszego płacenia po ok. 10 mln zł rocznie. DCT wnosi o uchylenie wyroku WSA w całości i uznania decyzji Prezydenta Gdańska, jako lokalnego organu podatkowego, za nieważną, jako że skierowaną pod niewłaściwy adres, gdyż spółka nie powinna stać się przedmiotem postępowania podatkowego, nie będąc właścicielem nieruchomości i obiektów budowlanych, ani użytkownikiem wieczystym gruntów, ani ich posiadaczem samoistnym. DCT tylko dzierżawi od ZMPG grunty i wynajmuje od niego budynki i budowle, stanowiące jego własność, jako użytkownika wieczystego.

Wyroki SKO i WSA kwestionowane są z wielu powodów, gdyż lista zarzutów i zastrzeżeń podnoszonych w stosunku do nich przez skarżące się spółki jest długa. Dotyczą one niewłaściwego stosowania i interpretowania przepisów, błędnych wykładni, naruszania przepisów postępowania przed sądami administracyjnymi, odmiennego traktowania dowodów przedstawianych przez strony sporu, arbitralnego uwzględniania argumentów przemawiających na niekorzyść skarżących. Niewykluczone, że po wyroku NSA również inne firmy, które czekały dotąd na pierwsze rozstrzygnięcia dotyczące podatku od infrastruktury portowej i wstrzymywały się z wniesieniem skarg – zrobią to teraz. Magistrat gdański – a i gdyński także, chociaż w mniejszym stopniu – czeka więc prawdziwy sądowy maraton, z małymi już teraz szansami na jego pomyślne dla obu tych miast zakończenie. Przed Gdańskiem zwłaszcza może pojawić się widmo poważnych trudności finansowych. Miasto zdążyło już ściągnąć z firm portowych kilkadziesiąt mln zł, które teraz przyjdzie oddawać, wraz z odsetkami skarbowymi. Takich pieniędzy w miejskiej kasie może zabraknąć. Wszystko wskazuje na to, że skok na portową kasę okazał się nieudany i koniec „podatku Adamowicza” może być bliski.

Maciej Borkowski