Pof. dr hab. Piotr Jędrzejowicz

Wyjść przyszłości naprzeciw

Z prof. dr hab. Piotrem Jędrzejowiczem, rektorem Akademii Morskiej w Gdyni, rozmawia Piotr Frankowski

– Czy, z punktu widzenia gdyńskiej Akademii Morskiej, edukacja w zawodach morskich wciąż jest atrakcyjna?

– Myślę, że jest atrakcyjna, a świadczy o tym liczba kandydatów, którzy zgłaszają się na wydziały prowadzące kształcenie morskie. Z badań, które m.in. robiła Krajowa Izba Gospodarki Morskiej, wynika, że wpływy do polskiego budżetu związane z działalnością polskich marynarzy, głównie oficerów, pracujących na statkach pod obcą banderą wynoszą 2-2,5 mld USD rocznie. Są to ludzie, którzy mają w Polsce swoje rodziny, którzy płacą podatki w naszym kraju i którzy tutaj wydają swoje pieniądze. Z kolei dla młodych ludzi możliwość atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy jest dobrą zachętą. Są to zresztą studia techniczne, które przygotowują także, zwłaszcza w przypadku Wydziałów Mechanicznego i Elektrycznego, do podjęcia pracy na lądzie, po latach spędzonych na morzu.

– Rozumiem więc, że chętnych nie brakuje.

– Co więcej, mimo kryzysu demograficznego, w ostatnich 2-3 latach zauważyliśmy wzrost zainteresowania naszą uczelnią. W ub.r. o przyjęcie na Wydział Nawigacyjny starały się 4 osoby na 1 miejsce, a jeszcze 3 lata temu było to 1,5 osoby.

– Kilka lat temu prowadzone był różnego rodzaju akcje mające popularyzować edukację morską m.in. „Partnerstwo dla Morza”. Inicjatywa ta dawno przestała funkcjonować, ale może to jej efekty odczuwa teraz uczelnia gdyńska.

– Akcje popularyzujące szkolnictwo morskie prowadzimy w dalszym ciągu. Mamy całą kampanię wizyt w różnego rodzaju szkołach średnich. Biorą w niej udział zespoły składające się z naszych studentów i pracowników, które odwiedzają szkoły i opowiadają o kierunkach studiów i o możliwościach kształcenia. Robimy to już od kilku lat i być może stąd ten wzrost zainteresowania. Oczywiście, bierzemy też udział we wszelkiego rodzaju targach edukacyjnych. Zrezygnowaliśmy natomiast z drogich form promocji w telewizji czy innych mediach. Z naszych badań wynikało, że nie przynosi to spodziewanych korzyści. Obecnie głównym źródłem informacji dla młodzieży jest internet i dlatego staramy się pozycjonować nasze serwisy, aby szukający studiów od razu na nie trafiali. Natomiast promocja edukacji morskiej, w szerszym wymiarze, jest raczej rolą państwa.

– Czy przyszłych absolwentów uczelni morskich nie odstrasza brak uregulowań prawnych zawodu marynarza w Polsce? Ustawa o pracy na morskich statkach handlowych powstaje już od kilku lat, a końca prac nie widać.

– To prawda, ustawa cały czas powstaje i prowadzimy w związku z tym rozmaite dyskusje, w których biorą udział nasi eksperci. Mamy dość rozbieżne poglądy w stosunku do niektórych proponowanych w niej rozwiązań, które z jednej strony liberalizowałyby dostęp do zawodu marynarza, a z drugiej nie uznawały faktu, że kształcenie w akademiach morskich powinno stwarzać pewne preferencje, jeśli chodzi o zdobywanie dyplomów morskich. Jeśli nasi absolwenci mają zrealizowany program, zgodny z międzynarodowymi zaleceniami i certyfikowany przez administrację morską, to po co, po zakończeniu studiów, muszą jeszcze raz zdawać egzamin na dyplom morski? Można to załatwić inaczej i np. w egzaminie dyplomowym uczestniczyłby przedstawiciel administracji morskiej.

– Na czym miałaby polegać liberalizacja w dostępie do zawodu, o której Pan wspominał?

– Jest to efekt lobbingu ośrodków kształcących na poziomie średnim, a nie wyższym, jak akademia. Chcą oni, aby ich kursanci mieli podobne preferencje jak nasi absolwenci.

– Tego typu szkół jest na rynku kilka, w tym jedna w Gdyni. Czy postrzega ich Pan jako konkurencję?

– Jest to niewątpliwie konkurencja. Ale uważam, że w związku z tym, że wszystkie urządzenia okrętowe, również systemy sterowania i zarządzania ruchem morskim, stają się coraz bardziej złożone, co sprawia, że coraz większe jest ryzyko związane z błędem ludzkim, będącym najpoważniejszym czynnikiem wypadków morskich, do pracy na stanowiskach związanych z tak wielkimi zagrożeniami dla ładunku, środowiska i życia ludzkiego powinni być dopuszczani ludzie odpowiednio wykształceni. Posiadający wykształcenie wyższe. I nie chodzi tylko o to, aby potrafili doprowadzić statek z punktu A do punktu B, czy uruchomić siłownię i płynąć, bo nie wymaga to aż tak wielkiej wiedzy. Muszą to być ludzie, którzy będą w stanie w sytuacjach krytycznych umieć znaleźć rozwiązanie i podjąć decyzje, które nie będą skutkowały tragediami czy zagrożeniem dla środowiska. Tacy ludzie muszą umieć myśleć analitycznie.

– Czy oznacza to, że inne szkoły niż akademie nie mogą kształcić takich specjalistów?

– Przede wszystkich w ich programach są tylko i wyłącznie przedmioty zawodowe, ściśle nakierowane na wykonywanie pewnych procedur. Nie zapewniają jednak podstaw z fizyki, chemii czy z ogólnej wiedzy technicznej, która w sytuacjach krytycznych może być decydująca.

Faktem jest, że oferują dużo specjalistycznych szkoleń związanych z zapotrzebowaniem rynku, ale takie dodatkowe kursu powinny być realizowane wraz z rozwojem technologii. Znacznie łatwiej uczyć się na takim kursie komuś, kto ma ogólne podstawy techniczne, niż komuś, kto jest jedynie nauczony jak eksploatować pewne urządzenia wcześniejszej generacji.

– Czyli najpierw edukacja ogólna, a dopiero potem ściśle specjalistyczna czy uzupełniająca?

– Taka jest też tendencja w Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO). To, co państwa czy administracje morskie certyfikują jako dyplomy morskie, w coraz większym stopniu oparte jest na kursach modelowych, które zakładają kształcenie na poziomie wyższym.

Czujemy, że pewna część osób, która chce szybko zdobyć zawód, wybiera szkoły pomaturalne, gdyż tam rzeczywiście można to zrobić w krótszym czasie. Ale uważam, że nie zawsze idzie to w parze z jakością kształcenia. Trudno jest zaś rozmawiać o ewentualnej współpracy z instytucjami, które czasami nie mają nawet podstawowych urządzeń czy symulatorów. Nie mówiąc już o praktykach morskich. Przecież nie mają statków szkolnych, a co za tym idzie nie mogą zaoferować praktycznej nauki zawodu. Jest to ścieżka edukacji, która, w moim przekonaniu, będzie w przyszłości zanikać.

– Pojawia się za to coraz więcej nowych branż, które potrzebują specjalistów, jak np. offshore. Czy Akademia Morska planuje uruchamianie nowych, związanych z tym, kierunków?

– Na Wydziale Nawigacyjnym otworzyliśmy w ub.r. specjalność związaną z offshore. Mamy m.in. odpowiednie symulatory i pracowników, z praktycznym doświadczeniem w tej dziedzinie. Na potrzebny naszych studentów przygotowaliśmy symulatory Dynamic Position (DP), które uczą obsługi platform, w tym manewrowania nimi, z ogromną dokładnością.Są to dzienne studia II stopnia. To jest specjalność przyszłościowa i chcemy wyjść jej naprzeciw.

– Na jakie jeszcze innowacyjne rozwiązania w gospodarce morskiej Akademia Morska powinna się, Pana zdaniem, otwierać?

– Jest kilka takich specjalności, które są na liście priorytetów. Jeśli chodzi o Wydział Nawigacyjny, to oprócz offshore, uruchamiany studia podyplomowe związane z eksploatacją jachtów komercyjnych. Chcemy kształcić ludzi, którzy będąc kapitanami czy też specjalistami w zakresie nawigacji i mechaniki będą mogli pracować na tego typu jednostkach. Coraz więcej ludzi czy instytucji może sobie takie jachty zafundować. Ponadto dynamicznie rozwija się turystyka jachtowa, więc fachowcy w tym zakresie będą potrzebni. Zresztą już są potrzebni.

Natomiast na Wydziale Elektrycznym planujemy rozwijać kształcenie związane z wszelkiego rodzaju technologiami ekologicznymi i ochroną środowiska oraz minimalizowaniem zużycia energii. Na Wydziale Mechanicznym już prowadzone są badania dotyczące paliw alternatywnych. Obecnie dużo uwagi poświęca się wykorzystaniu gazu naturalnego jako paliwa siłowni okrętowych. Wiąże się to, z jednej strony, z ograniczeniami dotyczącymi emisji zanieczyszczeń z paliw okrętowych, które wejdą w życie w 2015 r., a z drugiej strony, z budową terminalu LNG w Świnoujściu, który praktycznie zapewni nam monopol na Bałtyku w dostawie tego paliwa na statki. Pojawia się jednak wiele problemów natury technicznej, związanych np. z przestawieniem istniejących siłowni na hybrydowe, które będą mogły spalać też LNG. Na razie prowadzimy tylko badania, ale w przyszłości chcemy otworzyć związane z nimi studia podyplomowe czy nową specjalizację.

– Akademia Morska w Szczecinie otworzyła kierunek kształcący przyszłą obsługę terminalu LNG. Jacy specjaliści będą opuszczali gdyńską akademię?

– Myślimy raczej o inżynierach mechanikach, którzy będą w stanie eksploatować siłownie LNG. Oczywiście są to plany na przyszłość, bo na razie takie siłownie nie są powszechnie używane. Ale myślę, że to się zmieni i armatorzy będą potrzebowali takich specjalistów.

– Czy będziecie czekali na zapotrzebowanie ze strony armatorów czy też może będziecie chcieli wyjść naprzeciw ich potencjalnym potrzebom?

– Siłownie gazowe już są i działają, więc popyt będzie wyprzedzał podaż. Dlatego myślimy też, aby w przyszłości na naszym statku Horyzont wymienić siłownię na hybrydową albo na zasilaną czystym LNG. W ten sposób zapewnimy naszym studentom możliwość zdobycia praktycznej wiedzy w tym zakresie. Umożliwi to również dostosowanie statku do norm ochrony środowiska, które będą obowiązywały na Bałtyku od 2015 r. Będzie to również oznaczało spore oszczędności, bo jak na razie działa tam stara siłownia, która jest mało ekonomiczna.

– Gdyńska uczelnia to także kierunki lądowe. W jakim zakresie uzupełniają one kształcenie morskie?

– Studia nastawione na pracę na lądzie są prowadzone na wszystkich wydziałach. Na Wydziale Nawigacyjnym mamy specjalność logistyka i transport, która jest związana z operacjami logistycznymi, także morskimi. Podobna specjalność, logistyka i handel morski, jest na Wydziale Przedsiębiorczości i Towaroznawstwa i jej absolwenci również pracują w sferze obsługi transportu morskiego. Mamy też towaroznawstwo, które wiąże się z logistyką i transportem morskim, bo trudno jest przecież wozić ładunki, nie mając o nich pojęcia. Na tym samym wydziale mamy też specjalność związaną z turystyką. Jestem przekonany, że turystyka morska ma przed sobą duże perspektywy i specjaliści z tej dziedziny będą potrzebni. Z kolei na Wydziale Mechanicznym przygotowujemy specjalistów do pracy w stoczniach remontowych czy w chłodnictwie.

– Nowe technologie w gospodarce morskiej wymuszą prawdopodobnie konieczność zmian w zakresie jak i w sposobie kształcenia. W jakim kierunku będą szły te zmiany?

– Wydaje mi się, że w niedalekiej przyszłości uczelnie morskie będą oferowały, z jednej strony, podstawy ogólnej wiedzy technicznej w zakresie automatyki, elektroniki, elektrotechniki czy informatyki, a także wiedzy podstawowej z fizyki, chemii czy matematyki, a z drugiej strony, będą zapewniały podstawy zawodu. Dopiero potem będzie wchodził w grę cały system studiów wyższego stopnia i kursów specjalistycznych, które będą dostosowywane do aktualnego stanu technologii i potrzeb rynku. Oznacza to kształcenie do końca kariery na morzu, bo na każdym kroku niezbędne będą kursy ugruntowania wiedzy czy zdobywania nowych umiejętności związanych z nowymi urządzeniami. Taka jest też światowa tendencja.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Frankowski