Gazoport / Fot. Polskie LNG

Gazoport z przeszkodami

Budowa terminalu gazu skroplonego LNG w porcie świnoujskim, sztandarowa inwestycja w Polsce, przebiega pod znakiem nieustających kłopotów.

Problemy z wypłacalnością podwykonawców i ich bankructwa (Hydrobudowy SA), zmiana prezesa spółki Polskie LNG, nadzorującej budowę, bałagan w projektach i nietrafione rozwiązania technologiczne, trwające od miesięcy spory między inwestorem a głównym wykonawcą, to tylko niektóre kłopoty nękające gazoport. Mści się na inwestycji także zbyt mocne jej upolitycznienie. W takiej sytuacji termin oddania terminalu do użytkowania, jego najistotniejszej, lądowej części, przesuwał się nieustannie w czasie (patrz: „Namiary” 1/2012).

Przedstawiciele konsorcjum firm budowlanych (Saipem-Techint i PBG SA) narzekali na współpracę z Polskim LNG i na nadzór budowlany. Poufne raporty wykazywały nie tylko bałagan na budowie, ale i spore napięcia między inwestorem a wykonawcą. Ujawniono, że kierownictwo spółki Polskie LNG nie radziło sobie zupełnie z inwestycją. Doprowadziło to w końcu do zmiany jej prezesa, zaś wcześniej rząd postanowił wstrzymać dotacje na gazoport i przesunąć je na inne inwestycje.

Zupełnie inaczej wygląda budowa jego morskiej części. Urząd Morski w Szczecinie w terminie oddał falochron zewnętrzny (wschodni), osłaniający wejście do terminalu. Na falochronie znajdują się także stanowiska do cumowania gazowców. Za przygotowanie tych stanowisk odpowiadał z kolei Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście. Budowa falochronu kosztowała ponad 1 mld zł.

Kilka tygodni temu, 10 września, spółka Polskie LNG podpisała z konsorcjum budującym terminal aneks do umowy, który sankcjonuje kolejne, półroczne przesunięcie oddania go do użytku. Terminal ma być gotowy do końca 2014 r. Ponadto, negocjacje przyniosły zwiększenie kosztów inwestycji o 67,5 mln euro. Wiążę się to ze zwiększonym zakresem prac i wydłużeniem okresu odpowiedzialności wykonawcy za ewentualne wady. W efekcie koszt budowy został oszacowany na 2,4 mld zł, a wykonanie prac (według kontraktu) na 67% w dniu podpisania aneksu. Do końca sierpnia br. wypłacono konsorcjum ponad 65% (ponad 1,4 mld zł) należności wynikających z kontraktu.

Spółka Polskie LNG w specjalnym oświadczeniu poinformowała, że „porozumienie zamyka negocjacje z wykonawcą i gwarantuje zakończenie inwestycji w bezpiecznym terminie”. Z kolei prezes Polskiego LNG, Rafał Wardziński, w tym samym komunikacie stwierdza, że „Aneks jest pierwszą i mamy nadzieję, że zarazem ostatnią modyfikacją postanowień kontraktowych, skutkującą zmianą umowy z wykonawcą. Z punktu widzenia zarządzania projektem, jego podpisanie było konieczne w celu ograniczenia ryzyk związanych z procesem inwestycyjnym, a także zabezpieczeniem pozycji biznesowej i prawnej spółki. Jest to najbardziej optymalne rozwiązanie, które gwarantuje narzucenie wysokiego tempa prac i osiągnięcie założonych postępów w realizacji inwestycji”.

Władze spółki są przekonane, że nie będzie kolizji między terminem oddania terminalu do użytku, a terminem zobowiązań kontraktowych spółki, zwartych m.in. z PGNiG, które zakładają, że gazoport będzie gotowy do obsługi LNG do końca 2014 r. Przekonanie to jest niejako na wyrost, gdyż po zakończeniu robót musi zostać jeszcze określony czas na przygotowanie terminalu do pracy, czyli przeprowadzenie wszelkich prób eksploatacyjnych.

Opóźnienie budowy terminalu LNG nie zagraża kontraktowi katarskiemu – uważa minister skarbu państwa, Włodzimierz Karpiński. Ale gdyby pojawiły się problemy, minister zaznacza, że resort ma plan awaryjny, zaś strona katarska cały czas monitoruje kontrakt. – Raz na kwartał mamy audyt ze strony katarskiej. Jesteśmy w dobrym, prawdziwym i rzetelnym dialogu – dodaje minister Karpiński.

Przy tych wszystkich perturbacjach budowlanych umyka uwadze inny, ważny problem, dotyczący nie tyle samego zaopatrzenia terminalu w LNG, ale raczej dalszej dystrybucji gazu. Zainteresowanie LNG w Europie słabnie i na ewentualnych chętnych spoza Polski nie należy raczej liczyć. Także i tych krajowych nie ma na razie zbyt wielu. Z dystansem podchodzi do LNG tzw. „wielka chemia”. Zakłady Chemiczne Police, którym gaz zapewnia niezbędny do produkcji metan, nie podpisały do tej pory żadnych umów na dostawy surowca z tego terminalu.

Trzeba też wziąć pod uwagę zapowiedzi Gazpromu, który jest zainteresowany budową w jednym z portów bałtyckich (Primorsk, Jantarnyj lub Kaliningrad) eksportowego terminalu LNG. Dostarczaniem surowca, poza Gazpromem, zainteresowany jest także prywatny koncern Novatek.

O budowę gazoportu zabiegają także władze Obwodu Kaliningradzkiego, które podkreślają, że terminal mógłby stać się elementem planowanego nowego portu głębokowodnego. Tym bardziej, że w okolicach Kaliningradu otwarto właśnie podziemny magazyn gazu. Do końca 2013 r. powstać ma studium wykonalności portu, a początek prac zaplanowano na 2015 r. Koszt inwestycji (bez terminalu LNG) szacowany jest na 18 mld rubli (558 mln USD). Natomiast bałtycka fabryka LNG Gazpromu, o mocy 10 mld t rocznie, ma być oddana do użytku w 2018 r. Dwie brane pod uwagę lokalizacje znajdują się w pobliżu gazociągu wchodzącego w skład tzw. Jednolitego Systemu Zaopatrzenia w Gaz (ESG), połączonego z Nord Stream i dostarczającego surowiec bezpośrednio do Niemiec. Inwestycja ta może okazać się bardzo silną konkurencją dla świnoujskiego gazoportu, który może mieć coraz mniejsze możliwości dystrybucji gazu poza Polską.

Kolejnym ograniczeniem obszaru potencjalnych klientów zagranicznych będzie też zwiększenie wolumenu gazu transportowego gazociągami Nord Stream i Opal do Niemiec i dalej do Czech. Rosja i Unia Europejska porozumiały się już w tej sprawie, a stosowna umowa ma zostać podpisana do końca października.

Gazprom zadeklarował, że potrzebuje nieograniczonego dostępu do rurociągu Opal, mającego status gazociągu transeuropejskiego. Obecnie, z powodu III pakietu energetycznego UE koncern rosyjski może wykorzystywać tylko połowę mocy gazociągu. Dlatego też Nord Stream ma ograniczoną przepustowość, a Rosja i Niemcy chcą wyłączenia Opalu z tego pakietu. Wszystko wskazuje na to, że Gazprom prawdopodobnie uzyska możliwość pełnego wypełnienia gazociągu, ale jednocześnie będzie musiał pójść na pewne ustępstwa. Nie ujawniono jednak, na jakie. Niemniej jednak, rosyjski gaz będzie w większych ilościach docierał do Czech i środkowo-południowej Europy. A to znacznie ograniczy potencjalnych chętnych na gaz z terminalu świnoujskiego.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek