Andrzej Rogoziński, prezes Polcargo – Rzeczoznawstwo i Kontrola Towarów Sp. z o.o. w Gdańsku

Specjaliści od chemii

Z Andrzejem Rogozińskim, prezesem Polcargo – Rzeczoznawstwo i Kontrola Towarów Sp. z o.o. w Gdańsku i prezesem Polcargo Group, rozmawia Piotr Frankowski.

– Czy z punktu widzenia Polcargo w polskich portach morskich jest dużo ładunków, które wymagają kontroli?

– Na nasze szczęście tak. Wskutek tego, że w portach Gdańska i Gdyni oraz Szczecina i Świnoujścia realizowane są coraz to nowe inwestycje, przewidujemy, że w najbliższych latach pula towarów do kontroli jeszcze wzrośnie. Najpoważniejszy segment, który ostatnio szczególnie dynamicznie się rozwija, to kontenery. Ich obsługą również zainteresowane są firmy kontrolne. Z tym że kiedyś kontrolowało się prawie każdy kontener, a obecnie przy tej masie, która przechodzi przez porty, tylko te, które tego wymagają. Zresztą, w mojej opinii, przyrostu ładunków można spodziewać się także w innych grupach.

Ponadto, wskutek wszystkich inwestycji infrastrukturalnych realizowanych w Polsce, w portach i na ich zapleczu, mam nadzieję, uda się pozyskać część ładunków polskich, które przechodzą przez porty niemieckie. Dlatego wydaje mi się, że w najbliższym czasie firmy kontrolne będą miały co robić.

– Czy kontenery to duży segment w działalności Polcargo?

– Właśnie nie. Traktujemy to raczej jako dodatkowe zajęcie. Generalnie zajmują się tym tylko 2-3 firmy. Kilka lat temu próbowaliśmy prowadzić kontrole ładunków w kontenerach, w większym zakresie, ale może trafiliśmy na niezbyt fortunny okres, bo akurat wielkość obrotów kontenerowych w terminalach w Gdyni spadła, więc generalnie zaprzestaliśmy tej działalności. Oczywiście, mamy stałych klientów, z którymi współpracujemy w tym zakresie, ale nie przewidujemy większego zaangażowania w tego typu kontrole.

Tym bardziej że dotychczas obsługiwane przez nas towary nie znikną z portów. A nawet będzie ich więcej. Przecież w porcie gdańskim, w fazie rozruchu, jest terminal masowy Sea Invest, który będzie obsługiwał m.in. węgiel w imporcie, i w tym raczej widzimy naszą przyszłość.

– Czyli Polcargo w Gdańsku pozostaje wierne swojej dotychczasowej specjalizacji – kontroli ładunków masowych suchych i płynnych?

– Tak, obsługujemy je w dalszym ciągu, i staramy się robić to w coraz większym zakresie. Głównie jest to szeroko rozumiana chemia, czyli przede wszystkich węgiel, koks i nawozy, które kontrolujemy zarówno w Gdańsku, jak i w Gdyni oraz Szczecinie. Kontrole węgla realizujemy przede wszystkim na zlecenie Węglokoksu, a surowiec sprawdzamy głównie w porcie. Na hałdach, na południu kraju kontrolowany jest bezpośrednio przez producenta, czyli kompanie węglowe, choć niekiedy uczestniczą w tym również spółki z naszej Polcargo Group z południa Polski.

Jeśli chodzi o kierunki obsługiwanych ładunków, to od kilku lat mieliśmy do czynienia ze znacznym spadkiem eksportu węgla, który najczęściej obsługiwaliśmy, i bardzo to odczuliśmy. W latach 2008-2009 zdarzało się, że tego węgla w ogóle nie było. Zresztą nawet w ub.r., przez pół roku nie pojawił się w Gdańsku żaden statek z węglem na eksport, ale na szczęście w II połowie roku wszystko się zmieniło i udało nam się wykonać założony plan. W br. jest już lepiej i węgla w eksporcie, który kontrolujemy, jest 2 razy więcej niż w 2012 r. W sumie, jeśli w Porcie Północnym uda się obsłużyć w eksporcie 2-3 mln t węgla rocznie, będziemy zadowoleni.

W momencie, kiedy zabrakło węgla w eksporcie, pojawił się w imporcie, osiągając nawet wielkość ok. 15 mln t. Obecnie, importowany węgiel zaczyna trafiać do Gdańska przez terminal Sea Investu w Porcie Północnym. Przypłynęły tam już pierwsze statki. Wcześniej import szedł głównie przez Gdynię czy Szczecin i Świnoujście, ale teraz, dzięki nowej bazie, sytuacja nieco się zmieni.

Z kolei w przypadku nawozów naszym głównym klientem są zakłady z Grupy Azoty, które na razie są jeszcze w fazie organizacji, ale widać już pierwsze efekty konsolidacji. Dlatego też liczymy w przyszłości na znacznie większe ilości ładunków w portach trójmiasta oraz w Policach.

W portach polskich kontrolujemy również spore ilości biomasy. Nie są to jednak takie wielkości, jakich się spodziewano. Jest to stosunkowo nowy towar, który, mimo mniejszego zainteresowania, będzie się w dalszym ciągu pojawiał. Inwestycje, jakie poczyniono w niektórych elektrowniach i elektrociepłowniach, związane z wykorzystaniem biomasy jako paliwa, kosztowały wiele mln zł, więc jej sprowadzanie będzie niezbędne. Tak więc popyt na biomasę wciąż będzie, ale nie będą to duże ilości. W sumie, wszelkiego rodzaju ładunki chemiczne stanowią powyżej 50% naszych obrotów.

Oprócz tego wciąż działamy w segmencie towarów rolno-spożywczych, takich jak zboża, pasze, oleje, cukier czy melasa. Jednak w tym zakresie mamy do czynienia z dużą sezonowością, tak jak w produkcji rolnej. Ostatnio nastąpiła pewna stabilizacja, a nawet wzrost tych produktów, choć może w innym asortymencie. I tak np. jest mniej cukru, bo nie ma już tylu cukrowni, ale za to kontrolujemy większe ilości melas poprzez włączenie się w europejski system kontroli tego towaru. W tym zakresie współpracujemy z angielską firmą, a nasi eksperci kontrolują ten produkt nawet w portach Europy Zachodniej.

– Rozumiem, że jesteście więc obecni nie tylko w portach polskich…

– Organizujemy wyjazdy na kilkudniowe kontrole np. w portach niemieckich, które najczęściej przeprowadzają nasi koledzy ze Szczecina. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i może zmieniać się z godziny na godzinę. Wszystko zależy od tego, gdzie trzeba przeprowadzić kontrolę. Ale przede wszystkim działamy w Niemczech, Francji czy Skandynawii, bo tam jest najbliżej. Odnoszę wrażenie, że brakuje tam kontrolerów. Może ten zawód nie jest tam atrakcyjny. Najważniejsze, że nam się to opłaca.

– Działacie również na rynku rosyjskim, pomagając polskim firmom mleczarskim w uzyskaniu rosyjskich certyfikatów. Jak wygląda współpraca z Rosjanami, biorąc pod uwagę, że ich regulacje odnośnie produktów spożywczych są niekiedy znacznie ostrzejsze niż unijne?

– W ostatnim okresie mieliśmy bardzo dużo zleceń na pomoc w certyfikacji w tym zakresie. Kilka razy w miesiącu odwiedzamy różnego rodzaju mleczarnie zainteresowane eksportem do Rosji. Badania przeprowadzane są w Kaliningradzie. Certyfikaty wydaje tamtejsza jednostka certyfikująca. Instytucja ta jest upoważniona w zakresie wydawania akredytacji dla naszej części Europy. Współpraca układa nam się coraz lepiej, a i certyfikacji jest więcej.

Trzeba pamiętać, że pomagamy także firmom zainteresowanym wdrożeniem systemów jakości HACCP i ISO. W przypadku tego pierwszego przygotowywaliśmy do audytu certyfikacyjnego także portowe firmy. Z kolei Polcargo Group zajmuje się bezpośrednio certyfikacją w zakresie ISO.

– Wracając jednak do kontroli. Wspominał Pan o oczekiwanym wzroście przeładunków, a co za tym idzie wzroście ładunków do kontroli. Mówiliśmy już o terminalu Sea Invest, ale w porcie gdańskim powstać ma jeszcze terminal paliwowy PERN, terminal masowy OT Logistics, który ma obsługiwać m.in. towary pochodzenia roślinnego czy terminal olejów roślinnych firmy Noba BV. Które z tych ładunków będą najbardziej atrakcyjne dla Polcargo?

– Dla nas najbardziej interesujące będą towary rolno-spożywcze. Jeśli zaś chodzi o produkty naftowe, to w ich kontroli wyspecjalizowały się inne firmy. Próbowaliśmy też zaistnieć w tym segmencie, ale ostatecznie ograniczyliśmy naszą działalność do kontroli zbiorników na paliwa czy cystern do ich transportu. W tym zakresie działamy m.in. na rzecz Grupy Lotos. Statków z ropą i paliwami nie obsługujemy. Sporadycznie kontrolujemy inne produkty naftowe.

– Jak obecnie wygląda rynek firm kontrolujących ładunki przechodzące przez porty polskie?

– Nie jest to już ten dynamicznie zmieniający się rynek, który mieliśmy 10-15 lat temu. W tej chwili, można powiedzieć, że sytuacja ustabilizowała się, każda z firm kontrolnych ma swoich stałych klientów i stara się ich nie stracić, ale za to zyskać nowych, w momencie pojawienia się nowych towarów. Klienci przyzwyczajeni są do danej firmy i korzystają z wieloletniej współpracy. Ale o klienta wciąż się walczy. Mamy obecnie ok. 10 największych oraz nawet do 100 mniejszych. Są to zarówno producenci, importerzy czy eksporterzy, firmy spedycyjne jak również wszelkiego rodzaju pośrednicy.

Rynek jest podzielony. Działają na nim 3-4 duże firmy oraz małe spółki, założone przez pojedyncze osoby, które zaangażowały się w różnego rodzaju projekty niszowe, pozyskały kilku klientów i ich obsługują.

Niestety spada cena usług, a koszty działalności rosną. Stawki spadają i mimo obecnego wzrostu ilości towarów i przeprowadzanych kontroli realnie działalność jest mniej rentowna. To jest najbardziej niepokojące dla firm kontrolnych. Porównując zaś stawki obowiązujące w portach Europy Zachodniej i w naszych, okazuje się, że różnica jest bardzo duża. Na naszą niekorzyść, niestety. Tym bardziej że poziom i jakość usług są takie same.

– Czy istnienie Polcargo Group pomaga w działalności?

– Tworząc grupę, w 1994 r., mieliśmy w zamyśle integrację wszystkich 11 spółek powstałych po podziale państwowej firmy Polcargo. W grupie łatwiej jest organizować niektóre zlecenia czy projekty. Ponadto, chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której będziemy konkurowali między sobą. Dochodzą do tego też niższe koszty przynależności do organizacji międzynarodowych, jak np. działających na rynku rolno-spożywczym GAFTA, FOSFA czy ASTM. W sumie do grupy weszło 8 spółek, zaś z biegiem lat, poprzez połączenia czy przejęcia, ich liczba zmalała do 3: w Gdańsku, Medyce i Gliwicach. Mamy też nasze oddziały m.in. w Gdyni, Szczecinie, Łodzi oraz kilku innych miastach. Tak więc wspólnie z Polcargo Group uzupełniamy się, bo nie ma sensu, żebyśmy z Gdańska jeździli na kontrole na południe kraju, skoro mamy tam swoich specjalistów.

– Czy zamierzacie szukać dodatkowych zleceń poza obecnie obsługiwanymi ładunkami czy też poza portami?

– Włączaliśmy się w niektóre projekty, ale sporo z nich wymagało dużych inwestycji, szczególnie w laboratoria. A koszty odpowiedniego wyposażenia takiego ośrodka liczone są w mln zł. W tym czasie dużo instytutów czy dużych zakładów, jak np. Lotos czy Orlen, rozbudowały swoje laboratoria i kontrole przeprowadzają we własnym zakresie. Doszły do tego akredytacje na nowe badania w laboratoriach, które są drogie. Mogą sobie na to pozwolić niektórzy.

Mamy swoje laboratorium i robimy w nim badania głównie w zakresie nawozów. W ub.r. przenieśliśmy je z Gdyni do Gdańska i wciąż rozwijamy. Obserwujemy też, jakie badania moglibyśmy jeszcze dodać do naszej oferty. Obecnie, w przypadku kontroli węgla i koksu, posiadamy akredytację Polskiego Centrum Akredytacji, która jest niezbędna w tej dziedzinie. Nie wykluczone również, że takie wymogi pojawią się także w przypadku innych produktów, takich jak np. melasa czy biomasa. Jesteśmy na to przygotowani i nasze laboratorium już przyjmuje próbki tych towarów. Zresztą im więcej ma się akredytacji, tym więcej można zaoferować kontroli, a co za tym idzie, wynegocjować lepszą cenę za ich przeprowadzenie. Można wtedy polecać i laboratorium i kontrolę.

Jednak to wszystko trzeba robić rozważnie, bo nie ma sensu wyrabianie akredytacji na wyrost, kiedy nie ma odpowiedniej ilości ładunków. W razie czego zawsze można skorzystać z laboratoriów certyfikowanych w danym segmencie towarów. I tak też robimy. Tak więc myślę, że ten rok będzie dla nas stosunkowo dobry, w tym m.in. dzięki wzrostowi przeładunków węgla w naszych portach.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Frankowski