trojmiasto.pl/Maciej Warowny

Działamy zgodnie z prawem

Z kpt. ż.w. Andrzejem Królikowskim, dyrektorem Urzędu Morskiego w Gdyni, rozmawia Piotr Frankowski.

– Raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dotyczący ochrony brzegów morskich dosyć krytycznie odnosi się do działań w tym zakresie zarówno ówczesnego Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, jak też urzędów morskich, również gdyńskiego. Jakie jest pana zdanie na temat tego dokumentu?

– Informacje, które pojawiły się publicznie, oparte są tylko na pierwszych stronach raportu, dlatego ich wydźwięk jest tak krytyczny. Ale dalsze strony tego dokumentu już zdecydowanie lepiej opisują działalność Urzędu Morskiego w Gdyni wraz z uzasadnieniem tej opinii. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że NIK jest instytucją zaufania publicznego. Poza tym nie jest to pierwsza kontrola Izby w naszym urzędzie. Generalnie, uwagi inspekcji to wielka pomoc i uporządkowanie kwestii, których czasem sami nie dostrzegamy będąc bezpośrednio zaangażowanymi w działalność urzędu. Za wszystkimi uwagami kryje się jednak suchy zapis prawa, którego inspektorzy się trzymają. W ocenie kontrolujących żadna interpretacja nie jest dopuszczalna. Z doświadczenia wiemy, że niekiedy mamy do czynienia z sytuacjami, które wymykają się takim sztywnym lub niejednoznacznym zapisom i zmuszają nas do interpretacji tych regulacji. Tak jest np. w sprawie ochrony brzegów morskich. W związku z tym nie można generalnie stwierdzić, że wszystkie zastrzeżenia NIK wynikają tylko i wyłącznie z niewłaściwego działania urzędu.

– Co wpłynęło na takie podejście NIK?

– Litera prawa nie mówi, że ogromny wpływ na realizację projektów dotyczących ochrony brzegów mają np. warunki pogodowe, które niekiedy diametralnie zmieniają możliwości prowadzenia prac i termin ich wykonania. Jest to jeden z elementów uzasadniających przyczyny niektórych zarzutów NIK. Niestety trudno udowodnić inspektorom, że pogoda była taka, a nie inna i uniemożliwiała prowadzenie robót. Są to tłumaczenia, których NIK nie przyjmuje, ale bardzo prawdziwe w przypadku prowadzonych przez nas projektów na rzecz ochrony brzegów morskich.

– Jak więc odebrał pan ten raport?

– Generalnie konstruktywnie i pozytywnie, tak jak autorzy napisali w dalszej części. Nie czuję potrzeby protestu w stosunku do pojawiających się uwag i zarzutów, gdyż uważam, że jako instytucja publiczna, która wykorzystuje pieniądze budżetowe, musimy robić to zgodnie z przepisami. Uwagi NIK są dla nas ważnym sygnałem. Uważam, że taki raport jest też nauką w dalszej działalności. Możemy bowiem tłumaczyć się doświadczeniem, pogodą i innymi trudnościami, a NIK jasno zestawia to z obowiązującymi przepisami.

– Niektóre fragmenty, w których NIK argumentuje swoje zarzuty wobec Urzędu Morskiego w Gdyni brzmią dosyć poważnie.

– To prawda, poważnie, ale w mojej ocenie są nie do końca adekwatne. Dla przykładu trzeba uściślić ustalenia, co to jest linia brzegowa, a co to linia podstawowa. Linia podstawowa jest pojęciem prawnym, w rzeczywistości bardzo rzadko występującym (najniższy stan wody). Stanowi podstawę do ustalenia dokąd sięgają wody terytorialne, czyli granica państwa, i odkąd liczymy strefę wyłączności ekonomicznej. Natomiast zapis o linii brzegowej w ustawie o programie wieloletnim ochrony brzegów morskich jest prawnie niejednoznaczny, niezgodny z obowiązującymi pojęciami prawnymi i oczywiście, powoduje nieporozumienia.

– Tylko że zarzuty, o których wspominałem, dotyczyły np. nieprawidłowo wypłacanych świadczeń dla pracowników, braku sprawdzenia, czy oferty przetargowe nie zawierają rażąco niskiej ceny, braku zachowania uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców czy wreszcie opóźnień w ogłaszaniu przetargów.

– Kwestie wynagrodzeń zinterpretowano łącząc pieniądze, które zgodnie z ustawą zostały przeznaczone na 20-letni “Program ochrony brzegów morskich”, ze środkami uzyskiwanymi z projektów europejskich. Są to dwa oddzielne działania. W ten sposób stworzono jeden z poważnych zarzutów o przeznaczeniu na nagrody dla pracowników dodatkowych 1,1 mln zł. Chciałbym to jednoznacznie wyjaśnić, gdyż jest to całkowite nieporozumienie. Obowiązki związane z realizacją projektów europejskich nie stanowiły podstawowego zakresu obowiązków pracowników urzędu, związanych z realizacją programu wieloletniego, a ktoś przecież musiał to zrobić. Było kilka prawnie właściwych dróg realizacji nałożonych obowiązków. Można zatrudnić do tego zewnętrzną firmę i jej zapłacić. Ale można też zatrudnić do tego specjalistów urzędu, których wiedza i doświadczenie w tym zakresie będzie na pewno większa. Uznałem więc, że skoro poszerzam zakres ich działań, to mam obowiązek to wynagrodzić. Odbiór społeczny przedstawionego ustalenia był jednak taki, że dyrektor UM rozdawał pieniądze jako nagrody. Podkreślam jeszcze raz: to nie odpowiada stanowi faktycznemu. Pracownicy ci dostali wynagrodzenie za pracę, którą wykonali poza swoim zakresem obowiązków. Jeśli zlecam nowe zadania, to mam obowiązek za nie zapłacić. Poza tym, proszę przeliczyć 1,1 mln zł przez 40 miesięcy, bo tyle czasu realizowane były te projekty, i podzielić przez 47 osób, które brały w tym udział. Jaką kwotę uzyskamy? 586 zł brutto miesięcznie na osobę.

NIK zarzuciła mi nie tyle sposób wynagrodzenia pracowników, ile raczej wadliwą formułę, na podstawie której to się odbyło. Uznano również, że pieniądze wypłacono im w formie nagrody, ponieważ środki, o które dobijałem się dla swoich pracowników, trafiły do nas na koniec roku i dopiero wtedy mogłem je wypłacić.

Warto też zwrócić uwagę na skalę zaangażowania części przeznaczonej na wynagrodzenie w stosunku do całego budżetu projektów unijnych. Na realizację tych przedsięwzięć przeznaczono 537 mln zł (w okresie, który kontrolowała NIK, czyli za 2012 r. i 3 kwartały 2013 r.), z tego 4,1 mln zł stanowiło wynagrodzenie osobowe. Z puli tej wykorzystałem 1,1 mln zł, czyli ok. 27 %. Przy takim przedstawieniu sprawy odbiór jest zupełnie inny. Warto zaznaczyć, że środki osobowe wykazane w projektach unijnych mogą być uruchomione dopiero po akceptacji przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

Co się tyczy przetargów, to zastrzeżenia do nich wynikają głównie z kolizji rygorystycznego przepisu z koniecznością zachowania terminów realizacji. Obecna ustawa o zamówieniach publicznych sprawia, że same procedury przetargowe powodują takie, a nie inne zahamowania. Gdybyśmy mogli realizować swoje plany zgodnie z założonym harmonogramem, czyli przetarg trwa miesiąc, zostaje rozstrzygnięty, podpisujemy umowę i zaczynamy prace, to nie byłoby żadnych uwag. Ale przecież wszystkie odwołania, które mają prawo składać przegrani, powodują, że terminy narzucane przez UE i kalendarz rozliczeń środków unijnych diametralnie skracają nam czas na realizację. Kierujemy się doświadczeniem i musimy dążyć, aby wyłonione firmy były doświadczone w pracach hydrotechnicznych i gwarantujące odpowiednią jakość wykonania.

– Wątpliwości pojawiły się także w stosunku do studium wykonalności projektu „Budowy drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską”. Wytykano opóźnienia w opracowaniu tego dokumentu oraz błędy w nim, które pozostały bez reakcji urzędu.

– Osoba, która wygrała przetarg na opracowanie raportu środowiskowego, odmówiła wykonania części odnoszącej się do nadrzędności celu publicznego inwestycji nad środowiskowym. Uznała, że to nie wchodzi w zakres obowiązków wynikających z przetargu. Ponieważ cały projekt podlega ocenie Komisji Europejskiej, musiał zawierać także część o nadrzędności celu publicznego. Jest to niezwykle istotny element, który UE bardzo docenia. Dlatego nie mogliśmy przekazać raportu do Ministerstwa Ochrony Środowiska w wyznaczony czasie. Musieliśmy wykonać dodatkową część, w której przedłożyliśmy uzasadnienia dla celu publicznego budowy kanału. Sporną sprawą było wytypowanie miejsca lokalizacji kanału.

– Właśnie. NIK zwróciła uwagę, że studium zostało opracowane przy założeniu lokalizacji w Skowronkach, podczas gdy aktualizacja dokumentu z ub.r. wykazała, że nie jest to korzystne miejsce.

– To prawda. Były uwagi do Skowronek, dlatego ostatecznie wskazano na Nowy Świat, znajdujący się w sąsiedztwie. W raporcie oddziaływania na środowisko zwrócono uwagę na przeszkody w postaci unikatowej fauny i flory, która jest w Skowronkach. Generalnie badano 4 lokalizacje, ale ostatecznie za najlepszą uznano właśnie Nowy Świat. Chociaż i tak władze Krynicy Morskiej krytycznie podchodzą do całego projektu, głosząc różne teorie mówiące o tym, że kanał odetnie miejscowość od reszty lądu, co jest nieprawdą. Możemy przeciwdziałać temu na 2 sposoby – budując albo most, albo tunel, co zostało ujęte w projekcie.

Ostatecznie dokument trafił do akceptacji przez KE. Póki co Bruksela nie ma żadnych zastrzeżeń, które dyskwalifikowałyby przygotowany przez nas projekt. Z tego co wiem, niedługo powinien wrócić do ministra środowiska, który musi przedłożyć dokument Radzie Ministrów w celu podjęcia ostatecznej decyzji o realizacji tej inwestycji. Dotykamy jeszcze jednej ważnej kwestii, która pojawiła się w trakcie przygotowywania studium. Chodzi o to, że przyroda jest niezwykle ważnym elementem naszego życia, prawnie chronionym. Należy jednak brać pod uwagę racje wszystkich, a nie tylko środowisk nastawionych wyłącznie na jej ochronę. W innym przypadku dojdziemy do sytuacji, że zablokowane zostaną ważne działania inwestycyjne.

– Problem z tym mają także porty morskie, gdyż bezpośrednio z nimi graniczą obszary Natura 2000, co utrudnia realizację niektórych inwestycji. Czy urząd morski może wpłynąć na przesunięcie granic terenów chronionych od portów?

– Myślę, że upłynęło już zbyt dużo czasu od wprowadzenia do naszego prawa dyrektywy Natura 2000 i jest za późno na jednostkowe działania prawne w tej sprawie. Dostosowanie planów inwestycyjnych do istniejącej sytuacji jest sprawą oczywistą. Faktem jednak jest, że regulacje szczegółowe w prawie polskim zostały wprowadzone dosyć pospiesznie, niejednokrotnie „na skróty”. Państwa, od których przejmowaliśmy ten system ochrony przyrody (wprowadzony u nas jako jedna z form), najpierw stworzyły standardy planowania przestrzennego, a dopiero potem określiły obszary podlegające regulacjom środowiskowym Natura 2000. Gdyby zostało to tak zrobione także w Polsce, teraz bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Obecnie trwają prace nad przygotowaniem projektu planu zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich, którego koordynatorem jest właśnie Urząd Morski w Gdyni. Przy jego realizacji będziemy mądrzejsi o te kilka lat obowiązywania regulacji środowiskowych. Ale trzeba też pamiętać, że Natura 2000 sama w sobie nie blokuje działalności ludzkiej. Jest standardem do odpowiedniego przygotowania projektów lub, w ustalonych przypadkach, sposobem ochrony przyrody.

– Wracając jednak do raportu NIK. Jakie konsekwencje dla urzędu czy bezpośrednio dla pana rodzi ten dokument?

– W kwestii mojej osoby wypowie się minister, któremu podlegają urzędy morskie i któremu podlegam jako dyrektor jednego z nich. Uważam jednak, że sprawy poruszane w raporcie NIK, a sformułowane jako zarzuty, są do wyjaśnienia. Minister podsumuje również pracę urzędów i wyda opinię na ten temat.

Jeżeli chodzi o mnie jako kierującego urzędem, to protokół pokontrolny i wnioski NIK poddałem szczegółowej analizie w celu ich wykorzystania dla podnoszenia sprawności i jakości prowadzonej działalności. Wszystkie zastrzeżenia w zakresie obowiązującego prawa, po przyjęciu oceny organu zwierzchniego, zostaną wprowadzone do realizacji.

Procedury NIK zapewniają prawo ustosunkowania się do zarzutów, z którego skorzystałem, i nie wiem dlaczego wnioski i oceny końcowe zostały przedstawione w takiej formie. Na poruszane tematy dyskutowaliśmy w trakcie kontroli i wyjaśnialiśmy wiele kwestii. Najwyraźniej inspektorzy NIK nie przyjęli naszej argumentacji. Swoje wyjaśnienia przesłałem już do Izby, jak też do resortu infrastruktury. Nie czuję się bowiem osobą, która przekroczyła przepisy czy dyscyplinę finansową.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Frankowski