Gazowe (nie)bezpieczeństwo

– Taki terminal LNG, jaki powstaje w Świnoujściu, jest nam niepotrzebny. Nie jest to inwestycja ekonomicznie uzasadniona, a czysto polityczna. I to wręcz z zakresu polityki militarnej. Nie rozwiązuje on naszych dwóch podstawowych problemów, jakie mamy z gazem ziemnym – uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku ropy, paliw i gazu.

Po pierwsze, naszych stosunków z Rosją. Nie jest to terminal, który mógłby zastąpić rosyjski gaz, czy też pomóc w negocjacjach z Gazpromem. Przede wszystkim dlatego, że cena surowca pochodzącego z gazoportu zawsze będzie wyższa od gazu rosyjskiego. Po drugie, wręcz utrudnia włączenie Polski do europejskiego rynku gazu. 60 km od gazoportu, w Greifswaldzie, wychodzi z morza rurociąg Nord Stream, który docelowo dostarczać będzie 55 mld m³ gazu rocznie. Są to ogromne ilości, które będą znacznie tańsze od surowca importowanego przez gazoport i które trafią na rynek europejski. Jeśli więc mamy włączyć się w ten rynek, a przepływy gazu będą wolne, głównie między Niemcami a Polską, to okazuje się, że gazoport jest czymś zupełnie niepotrzebnym. I wtedy PGNiG, które ma na swoich barkach terminal w Świnoujściu, będzie miało poważny kłopot, przede wszystkim finansowy, bo gaz skroplony będzie zawsze droższy, a przez to będzie obciążeniem, a nie przewagą konkurencyjną.

– Po zakończeniu budowy niezbędne są jeszcze odbiory i próby techniczne, co może potrwać kilka miesięcy. Wśród nich są także testowe próby odbioru gazu. Jeżeli uda się odebrać terminal, ze wszystkimi dopuszczeniami, co jest bardzo trudną sprawą, to wtedy możliwe będzie jego uruchomienie i rozpoczęcie dostaw. Nie wiem jednak, czy połowa 2015 r. jest realnym terminem. Stawiałbym bardziej na jesień 2015 r. – dodaje A. Szczęśniak (więcej w “Namiarach na Morze i Handel” 01/2015).