Stawiamy nadal na LNG

Według prognoz DNG GL do 2020 r. flota jednostek z napędem LNG miała wynieść ok. 1 tys. I w zasadzie do 2013 r. założenia te pokrywały się z realną liczbą statków, czyli ok. 46. Ale od 2014 r. nowych jednostek z napędem gazowym przybywało już znacznie mniej. I tak np. prognozowano, że w 2016 r. flota o napędzie gazowym może sięgnąć 250 statków, a z realnych danych wynika, że będzie ich niestety niewiele ponad 120. Obecnie zaś na świecie pływa 59 jednostek zasilanych skroplonym gazem. Przyczyn takiej sytuacji należy szukać w mniejszym niż zakładano wzroście cen paliwa niskosiarkowego, co jest efektem generalnego spadku cen ropy na światowych rynkach.

Mimo to armatorzy, szczególnie kontenerowców, zainteresowali się nowym rozwiązaniem wprowadzonym przez DNV GL, a mianowicie LNG ready ship. Oznacza ono, że statek jest budowany bez kompletnej instalacji LNG, czyli nie może być napędzany tym paliwem, ale ma tak zaawansowaną konstrukcję, że kiedy armator zdecyduje się na LNG, istnieje możliwość szybkiego dostosowania jednostki do spalania paliwa gazowego.

– Cały czas duży nacisk kładziemy na promowanie LNG jako najczystszego paliwa okrętowego. I w dalszym ciągu uważamy, że ma ono szanse stać się podstawowym paliwem żeglugowym w przyszłości – uważa Michał Bagniewski, kierownik ds. rozwoju DNV GL Poland.

W jego opinii największe zmiany mogą przynieść ograniczenia emisji NOx. Zwłaszcza że w przypadku LNG związki azotu są bardzo mocno zredukowane, a cząstki stałe, również niezwykle szkodliwe, w ogóle nie występują (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 08/2015).