Polski model szkolnictwa morskiego

– Tym, co wyróżnia nasze szkolnictwo morskie, jest jakość i poziom edukacji.Składa się na to także tzw. polski model szkolnictwa morskiego, w którym ogromną rolę odrywa kształcenie praktyczne na statkach szkolnych. Jest to o tyle istotne, że nie wszystkie uczelnie na świecie mają tego typu jednostki lub mogą z nich korzystać – twierdzi prof. dr hab. Piotr Jędrzejowicz, rektor Akademii Morskiej w Gdyni (AMG).

Zaznacza, iż nikt nie ma wątpliwości, że same symulatory, zresztą bardzo potrzebne, nie wystarczą, aby wykształcić oficera marynarki handlowej. Oprócz symulatorów, wykładów, zajęć laboratoryjnych, kursów i nowoczesnych technologii dydaktycznych, potrzebna jest jeszcze praktyka i prawdziwy kontakt z morzem.

– I muszę przyznać, że model ten sprawdza się, a świadczy o tym fakt, że armatorzy chcą zatrudniać naszych oficerów – dodaje.

Swego czasu pojawiła się koncepcja stworzenia w Polsce Europejskiego Centrum Szkolnictwa Morskiego, jednak zdaniem prof. Jędrzejowicza to projekt, którego realizacjanie jest taka prosta. Wymaga bowiem od kilku krajów Unii Europejskiej uznania, że ich uczelnie morskie są nieco gorsze i lepiej wysyłać swoich studentów do Polski, co nie jest politycznie łatwe do przeprowadzenia.

– Nie jest to więc coś, co można wynegocjować czy załatwić jedną decyzją. Jest to idea, która musi być realizowana stopniowo, na zasadzie ewolucji, między innymi poprzez rekrutację studentów zagranicznych – podkreśla rektor AMG (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 14-15/2015).