Dla kogo polskie LNG?

Terminal LNG w Świnoujściu jeszcze nie rozpoczął komercyjnych przeładunków skroplonego gazu ziemnego, a spółka Polskie LNG, odpowiadająca za realizację inwestycji, analizuje już „możliwości rozbudowy infrastruktury w celu dostosowania jej do świadczenia nowych usług wykraczających poza obecny zakres regazyfikacji i przeładunku na cysterny samochodowe, co wpłynęłoby na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, a także przyczyniło się do optymalnego wykorzystania możliwości projektu i zwiększenia jego konkurencyjności”. Tylko czy gazoport będzie w stanie w pełni wykorzystać swoje obecne możliwości wynoszące 5 mld m³?

Na razie jedynym odbiorcą gazu ze Świnoujścia będzie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), które zarezerwowało ok. 1/3 mocy regazyfikacyjnej terminalu. Zgodnie z umową, którą polski koncern podpisał w 2009 r. z Qatargas, przez 20 lat do naszego kraju będzie docierało 1,4 mld m³ gazu katarskiego rocznie. Oznacza to, że gazoport wciąż będzie posiadał jeszcze 2/3 wolnej mocy.

– Jak na razie nie ma prawie żadnego zainteresowania odbiorem gazu z terminalu LNG w Świnoujściu – uważa Andrzej Szcześniak, ekspert rynku ropy, paliwa i gazu.

Polskie LNG zorganizowało 3-krotnie tzw. open season, czyli przetargi dla potencjalnych odbiorców surowca, ale nie zgłosił się w nich żaden podmiot, który chciałby korzystać z terminalu. Jedynie niewielkie zainteresowanie wykazują firmy, które byłyby w stanie odbierać surowiec przy użyciu autocystern. Ale to jest tzw. small scale LNG. Tymczasem kontrakt PGNiG obejmuje dostawę gigantycznej, jak na polskie warunki, ilości skroplonego gazu, gdyż cały rynek polski to 40 mln m³.

Generalnie, obecnie LNG nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem, przede wszystkim z przyczyn ekonomicznych. Dlatego też w Europie wykorzystane jest zaledwie 16% mocy odbiorczych terminali LNG, których zdolność regazyfikacyjna wynosi ponad 200 mld m³ rocznie (więcej w „Namiary na Morze i Handel” 1/2016).