Pod marką made in Poland

– Firmy z branży stoczniowej, które potrafią sobie radzić na rynku, są w bardzo dobrej kondycji – stwierdza Jerzy Czuczman, dyrektor Związku Pracodawców Forum Okrętowe.Zwraca uwagę, że prawie 20 lat temu nastąpiło w Polsce rozejście się dwóch koncepcji biznesu stoczniowego. Jedna z nich oparta była na wsparciu państwa, co w rezultacie doprowadziło do kolizji z przepisami m.in. unijnymi i sytuacją na rynku. Chodzi o Stocznię Szczecińską i Stocznię Gdynia, które upadły, gdy wstrzymano dopłaty państwowe. Druga koncepcja budowana była na zasadzie: nie wierzymy w cuda, tylko w ciężką pracę, czyli od podstaw, krok po kroku budowano swoją pozycję rynkową. Drogą tą poszedł m.in. Remontowa Holding. Swoją pozycję rynkową tworzyły od podstaw także inne prywatne firmy czy małe stocznie. W rezultacie biznes, który zaczęto budować od połowy lat 90., obecnie jest na dobrym poziomie.

– Dlatego wyraźnej przebudowy wymaga koncepcja, która była związana z państwowym przemysłem stoczniowym. Nie można dalej popełniać starych błędów i dopłacać do działalności firm z tej branży – dodaje J. Czuczman.

Ma więc nadzieję, że to nie państwo będzie prowadziło działalność stoczniową, ale biznes prywatny. I jest to prawidłowe podejście, którego od wielu lat nie było. Państwo ma przede wszystkim tworzyć dobre warunki dla tej działalności lub nie przeszkadzać (więcej w „Namiary na Morze i Handel” 2/2016).