W oczekiwaniu lepszych czasów

Wygląda na to, że dobra passa portów polskich, która trwała 5 lat, ma się ku końcowi. Wprawdzie ich łączny wynik przeładunkowy w 2015 r., 79 mln t, znów był wyższy niż rok wcześniej i to o 2,2 mln t, ale była to właściwie zasługa jednego jedynego Gdańska. Generalnie tempo przyrostu przeładunków portowych zaczęło słabnąć już wcześniej, osiągając w kolejnych latach 9,8%, 6,5%, a ostatnio 2,9%.

W tym okresie, w Gdańsku, przez 3 lata z rzędu, osiągano najlepsze rezultaty w całej historii portu, ostatnio bez mała 36 mln. W Gdyni, po 2 latach rekordowych, nastąpił spadek przeładunków o 1,2 mln t, czyli o ponad 6%; w Szczecinie-Świnoujściu także, jakkolwiek był on minimalny – o 1%. W Policach ilość obsłużonych ładunków pozostawała praktycznie na tym samym poziomie co rok wcześniej, a także 2, 3 i 4 lata temu, ponieważ przeładunki w tym porcie, dyktowane głównie przez potrzeby pobliskich zakładów chemicznych, wahają się nieznacznie, chociaż kiedyś przekraczały 2,5 mln t. Po przestawieniu zakładów nawozowych na technologie bezodpadowe ilości niezbędnych surowców, a tym samym i obroty portu w Policach, zmalały.

Największy udział w przeładunkach naszych portów mają towary drobnicowe, włącznie z tymi przewożonymi w kontenerach. W ciągu minionej dekady dynamika ich przyrostu była najwyższa i stanowią one obecnie prawie 43% wszystkich ładunków obsługiwanych w portach polskich. W ub.r. ilość towarów drobnicowych, jakie przeszły przez nasze porty, utrzymała się na tym samym poziomie co rok wcześniej. Przy wzroście ogólnej ilości ładunków sprawiło to, że udział drobnicy, w stosunku do roku poprzedniego, zmalał o 2%, co było chyba pierwszym takim przypadkiem od kryzysowego 2009 r. (więcej w „Namiary na Morze i Handel” 3/2016).