Odblokujmy potencjał Gdyni Obecny okres jest przełomowy dla Portu Gdynia. Nożyce obrazujące krzywe przeładunków w Gdańsku i Gdyni rozwierają się coraz szerzej. W najbliższym czasie zdecyduje się, czy Gdynia ponownie, jak przed laty, znajdzie się w gronie portów obsługujących regularne linie oceaniczne, czy też zostanie zdegradowana trwale do roli portu dowozowego.

Głównym problemem jest przystosowanie portu gdyńskiego do przyjmowania dużych jednostek – poszerzenie obrotnicy nr 2 do 480 m oraz wejścia wewnętrznego portu do 140 m. Tymczasem ostatnio pojawiły się kolejne przeszkody, niezależne od zarządu portu, które odsuwają w czasie rozpoczęcie – i tak już o kilka lat opóźnionej – budowy obrotnicy. Port cierpi również z powodu problemów transportowych na zapleczu. „Wisi” on na Trasie Kwiatkowskiego, stanowiącej główną arterię łączącą go z siecią drogową kraju. Również linia kolejowa nr 201, która pozwoliłaby omijać pociągom towarowym zatłoczony niemal do granic możliwości szlak prowadzący przez środek trójmiejskiej aglomeracji, przez lata zaniedbań uległa takiej degradacji, że obecnie jest prawie bezużyteczna.

Niezwykle istotna, z punktu widzenia portu, jest więc „Droga Czerwona”, która zapewni połączenie z istniejącą obwodnicą Trójmiasta. Trasa umożliwi nie tylko dostęp do samego portu, ale także do 30 ha rozwojowych terenów położonych za Trasą Kwiatkowskiego, na zapleczu obu terminali kontenerowych. Stanowić mogłaby również kręgosłup komunikacyjny planowanej na jego zapleczu „Doliny Logistycznej”.

W gdyńskim porcie oczekuje więc ogromny, liczący 2 mln TEU, ale wciąż niewykorzystany potencjał przeładunkowy, który blokują: brak sprawnego dojazdu, ciasna obrotnica i wąskie wejście wewnętrzne (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 23/2016).