Na trudnym rynku– Sytuacja na rynku stoczniowym jest zła. Składają się na to dwa czynniki – po pierwsze kryzys na rynku przewozów morskich, który powoduje, że komercyjni armatorzy nie są przesadnie zainteresowani inwestycjami, z drugiej strony mamy bardzo niską cenę ropy naftowej, co ogólnie dla gospodarki światowej jest pozytywne i kiedyś będzie stymulowało wzrost gospodarczy, a co za tym idzie wzrost przewozów, ale obecnie jest to fatalne dla rynku offshore, na którym przez ostatnie lata się skupialiśmy – stwierdza Mateusz Filipp, prezes Remontowa Shipbuilding SA

W związku z tym na rynku stoczniowym mamy do czynienia z nadpodażą mocy produkcyjnych w segmencie offshore. Bardziej stabilne są sektory statków pasażerskich i promów, ale nie są one wystarczające, aby stocznia utrzymała ten poziom produkcji, z którym mieliśmy do czynienia wcześniej.

Tym bardziej że stocznie, które nagle straciły blisko 100% swojego portfela zamówień, np. zakłady norweskie, produkujące głównie dla sektora offshore, bardzo gwałtowanie poszukują szans zaistnienia na innych rynkach, przy czym zaostrzają konkurencję.

– Możemy więc mówić o trudnym rynku, ale nie pozbawionym szans – zaznacza prezes Filipp.

Stocznia kończy obecnie realizację zamówień ze starego portfela, który był niezwykle intensywny. Pracuje też intensywnie w sferze kontraktacji, chcąc umocnić się na rynku promów pasażersko-samochodowych. Przykładem mogą być promy z napędem elektrycznym dla Transport for London. Będą to pierwsze w historii stoczni promy z napędem hybrydowym, czego brakowało w portfolio firmy.

– Staramy się też wrócić na rynek budowy statków do połowu i transportu ryb. Nie byliśmy na nim obecni przez kilka ostatnich lat, ale już w bieżącym roku zaczniemy budowę częściowo wyposażonego kadłuba takiej jednostki, co, mamy nadzieję, otworzy nam dostęp do tego rynku. Jest to jednak dla nas krok o charakterze tymczasowym i, powiedziałbym, przejściowym – dodaje M. Filipp (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 2/2017).