W oczekiwaniu na ładunkiPo bardzo burzliwym 2015 r., kiedy to w polskich portach nastąpił kilkunastoprocentowy spadek obrotów kontenerowych – przy jednoczesnym znacznym przyroście mocy przeładunkowych w terminalach – mamy za sobą kolejny, w którym wiele się tam działo. Nie był to najlepszy rok, jeśli chodzi o generalną wielkość przeładunków, gdyż wynik z 2014 r. – 2,1 mln TEU – pozostał rekordowy, niemniej tym razem, odmiennie niż rok wcześniej, ponownie przekroczony został poziom 2 mln TEU.

Mimo to ostatnio znów pogłębił się rozziew między wielkością potencjału, jakim w sumie dysponują porty, a sumarycznymi przeładunkami kontenerów. Jeszcze bardziej uwidoczni się to w bieżącym roku. W 2015 r. potencjał terminali, głównie w Gdyni, wzrósł aż o 930 tys. TEU czyli o ponad 1/3 (36%), ale jego wykorzystanie obniżyło się z 79% do 51%. W 2016 r. ten niekorzystny trend – na skutek wzrostu przeładunków – nieco wyhamował, a wykorzystanie wzrosło do 55,5%. Jednak pod koniec roku w DCT Gdańsk oddano do eksploatacji drugie nabrzeże, T2, które podwoiło dotychczasowe moce przeładunkowe tego terminalu, do 3 mln TEU rocznie. To oznacza, że od początku br. łączny potencjał kontenerowy portowych terminali znów jest aż o 41% większy od dopiero co powiększonej bazy.

W 2016 r. w Gdańsku, a właściwie tylko w DCT, wzrost obrotów wyniósł 20% – ponad 220 tys. TEU – a zatem znacznie więcej, niż ubyło w Gdyni. To może oznaczać, że albo sytuacja na rynku kontenerowym poprawia się, albo port gdański wzmocnił swoją pozycję nie tylko kosztem polskich, ale również zagranicznych portów, np. Hamburga czy Rotterdamu. Terminal DCT osiągnął w ubiegłym roku najwyższy wynik w swojej historii – prawie 1,3 mln TEU. Nie licząc jeszcze małego terminalu OT Port Świnoujście, który w 2016 r. startował prawie od zera – stąd o przyrost było nietrudno – we wszystkich gdyńskich terminalach oraz w DB Port Szczecin odnotowano spadek przeładunków (więcej w dodatku do „Namiarów na Morze i Handel” 4/2017 – „Kontenery”).