Marek LewandowskiMarkiem Lewandowskim dyrektorem Biura Underwritingu i Zarządzania Ubezpieczeniami Morskimi, Lotniczymi i Transportowymi TUiR Warta SA, rozmawia Piotr Frankowski.

– Jak ocenia pan rynek ubezpieczeń morskich w Polsce?

– Nie jest to duży rynek, zwłaszcza na tle innych rynków europejskich. Raczej lokalny. Zgodnie ze statystykami Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) i Komisji Nadzoru Finansowego generuje on trochę ponad 80 mln zł w skali roku w zakresie składki przypisanej dla ubezpieczycieli. Oczywiście statystyki te obejmują tylko ubezpieczycieli zarejestrowanych w Polsce, należących do PIU. Nie obejmują jednak firm zagranicznych, a trzeba pamiętać o tym, że rynek ubezpieczeń morskich należy do najbardziej umiędzynarodowionych rynków ubezpieczeniowych, przy czym niektórzy polscy armatorzy część swoich ubezpieczeń plasują za granicą. Jeśli więc włączymy do tego jeszcze udziały zagranicznych ubezpieczycieli, w tym klubów P&I (Protection & Indemnity), możemy dojść do kwoty ok. 100 mln zł. Wciąż jednak jest to w Polsce rynek niszowy.

– Co więc sprawia, że Warta na tym rynku działa i chce to robić nadal?

– Warta działa na rynku ubezpieczeń morskich od ponad 50 lat. Kiedyś wynikało to z historycznego podziału rynku, w ramach którego Warta przypisana była do reasekuracji, interesów zagranicznych oraz ubezpieczeń morskich i lotniczych, a PZU do ubezpieczeń masowych. Od lat 90. działamy już w ramach wolnej konkurencji, ale przez cały okres naszego zaangażowania w rynek ubezpieczeń morskich udało nam się wykształcić doskonale wykwalifikowane, specjalistyczne kadry. Dzięki temu mamy największy i najbardziej na tym rynku doświadczony serwis ubezpieczeniowy i odszkodowawczy, co sprawia, że jesteśmy postrzegani przez klientów jako merytoryczny i jakościowy lider. Lata współpracy pomogły nam również zbudować odpowiedni poziom relacji z klientami i pośrednikami. Do naszych silnych stron należy też program reasekuracji ryzyk morskich. Te elementy, mimo rosnącej konkurencji, pozwalają nam utrzymać pozycję lidera na krajowym rynku ubezpieczeń morskich. Z punktu widzenia Warty jest to atrakcyjna i strategiczna nisza, jest rentowna i jesteśmy w niej liderem. Stąd też nasze zaangażowanie, również merytoryczne, w takie inicjatywy środowiska gospodarki morskiej jak choćby Międzynarodowy Kongres Morski w Szczecinie.

– Czy odczuwacie konkurencję ze strony innych firm ubezpieczeniowych zainteresowanych ubezpieczeniami morskimi? Jeśli tak, to w jakim zakresie?

– Oczywiście, że odczuwamy. Nie tylko ze strony ubezpieczycieli krajowych, ale również ze strony ubezpieczycieli zachodnich oraz klubów P&I. Jak wspomniałem wcześniej, rynek ubezpieczeń morskich należy do najbardziej otwartych rynków ubezpieczeniowych, a polskie przedsiębiorstwa gospodarki morskiej regularnie otrzymują oferty ubezpieczeniowe z rynku międzynarodowego (londyńskiego, niemieckiego czy skandynawskiego). Polski rynek jest specyficzny, gdyż charakteryzuje się dużym udziałem jednego ubezpieczyciela w postaci Warty, która wielu swoich klientów ubezpiecza w zakresie 100% ryzyka, zapewniając kompleksową obsługę. W związku z tym dla konkurencji zagranicznej jest to rynek wart zainteresowania, nawet jeśli nie jest duży. Na razie jednak udział zagranicznych firm jest relatywnie niewielki.

Istotnym elementem przewagi konkurencyjnej Warty jest możliwość zapewnienia kompleksowej obsługi ubezpieczeniowej np. firmom armatorskim. Oferujemy nie tylko ubezpieczenia casco, ale wspieramy naszych armatorów również w zakresie ryzyk OC Armatora, reasekurując te ostatnie w klubach armatorskich The West of England oraz Steamship. Serwis ubezpieczeniowy oraz odszkodowawczy Warty stanowi dla klientów żeglugowych istotną wartość dodaną. Zarówno Centrum Likwidacji Szkód Morskich w Warcie, jak i funkcjonujący w ramach mojego biura Wydział Underwritingu Ryzyk Morskich to unikalne na polskim rynku struktury nastawione wyłącznie na obsługę przedsiębiorstw gospodarki morskiej.

Ale faktem jest, że konkurencja jest coraz bardziej aktywna i coraz bardziej agresywna, dlatego wciąż musimy udowadniać, że jesteśmy od niej lepsi. Z drugiej strony rywalizacja w biznesie wymusza ciągłe doskonalenie się, więc w jakimś sensie również my na niej korzystamy.

– Na podstawie tego, co pan mówi, odniosłem wrażenie, że bardziej obawiacie się konkurencji firm zagranicznych, które mogą wejść na nasz rynek, niż polskich, które już na tym rynku działają?

– To nie do końca tak. Ale biorąc pod uwagę otwartość rynku i międzynarodowy charakter biznesu morskiego, co do zasady można się spodziewać, że zainteresowanie firm zagranicznych Polską będzie sukcesywnie rosło. Widzimy też rosnący apetyt krajowej konkurencji na większy udział w rynku i nie mam wątpliwości, że jej aktywność, zwłaszcza w niektórych segmentach gospodarki morskiej, będzie rosła. Niemniej myślę, że biznes morski jest na tyle specjalistyczny , wymagający odpowiedniej wiedzy, doświadczenia, znajomości rynku i jakości serwisu, że mamy odpowiednie narzędzia, aby utrzymać silną pozycję.

– Czy jest jakiś segment branży morskiej, którym Warta jest specjalnie zainteresowana w zakresie ubezpieczeń?

– Staramy się być obecni we wszystkich segmentach. Z naszego punktu widzenia kluczową zaletą takiego podejścia jest gwarancja odpowiedniego rozproszenia ryzyka. Ta wszechstronność pozwala nam również zapewnić klientom kompleksowy serwis. Armatorzy poza standardowymi już dla nas ryzykami casco i OC Armatora mogą w razie potrzeby liczyć również na ubezpieczenie ryzyk wojny, ubezpieczenie utraty zysków, OC czarterującego czy też ubezpieczenie aparatury i sprzętu. Posiadamy dedykowaną ofertę dla stoczni konstrukcyjnych i remontowych w zakresie ryzyk budowy i remontu statków. Dzięki pojemnej reasekuracji ubezpieczaliśmy znaczącą część największych budów realizowanych w polskich stoczniach. Mamy też wieloletnie doświadczenie w ubezpieczeniach branży offshore. Od wielu lat jesteśmy obecni we wszystkich sektorach rynku morskiego i czujemy się w nich mocni z racji wieloletniego doświadczenia. Nie ma więc takich gałęzi, którymi w zakresie ubezpieczenia morskiego nie bylibyśmy zainteresowani.

– Biorąc pod uwagę plany budowy nowych promów, jednostek pomocniczych dla administracji morskiej czy okrętów dla Marynarki Wojennej, można spodziewać się potencjalnego wzrostu możliwości ubezpieczeń.

– Mamy nadzieję, że tak będzie. Ostatnie lata to kryzys na rynkach żeglugowych przejawiający się spadkiem stawek frachtowych. Odbija się to, jak wiadomo, również negatywnie na sytuacji krajowych armatorów i nie jest bez znaczenia dla sytuacji w stoczniach. Mamy jednak nadzieję, że planowane w Polsce inwestycje ożywią naszą gospodarkę morską i wpłyną na powiększenie rynku ubezpieczeń w tym zakresie. Są to na tyle ciekawe projekty, że pewnie będziemy chcieli także brać w nich udział.

– Czy Warta planuje wejść w nowe obszary ubezpieczeń, które można ująć jako szeroko rozumianą gospodarkę morską czy też jej otoczenie? Chodzi np. o drony, które mogą być wykorzystywane w projektach morskich.

– Na pewno jest wiele tematów związanych z szeroko rozumianą gospodarką morską czy z jej przyszłością, które będą stanowiły wyzwanie dla ubezpieczycieli. Należą do nich też oczywiście statki bezzałogowe, które obecnie, biorąc pod uwagę infrastrukturę prawną i uwarunkowania reasekuracyjne, są tematem z punktu widzenia żeglugi raczej przyszłościowym. Nie ma oczywiście wątpliwości, że w przyszłości bezzałogowe jednostki pływające będą ubezpieczane. Zanim to jednak się stanie, konieczne będzie dostosowanie lub zmiana wielu przepisów prawnych związanych z żeglugą, a także opracowanie bezpiecznych technologii sterowania. Na pewno będziemy obserwowali rynek międzynarodowy, gdyż nie chcemy zostać z tyłu w zakresie wszelkich projektów związanych z gospodarką morską. Wiele uwagi poświęca się też kwestii piractwa oraz ryzykom związanym z cyberprzestępczością, która również może dotyczyć branży morskiej, dlatego rynek ubezpieczeniowy pracuje nad przygotowaniem odpowiednich rozwiązań w tym zakresie.

– Ale kwestie związane z cyberprzestępczością już teraz bardzo mocno pojawiają się na wszelkiego rodzaju spotkaniach i targach branży morskiej. Wpływa na to coraz wyższy poziom zaangażowania technologicznego statków czy rozwiązań offshore, a dyskutuje się jeszcze nad bezzałogowymi statkami, które mają być sterowane elektronicznie.

– Dlatego kwestia ryzyk cybernetycznych i zagrożeń z tego tytułu na pewno jest zagadnieniem bardzo istotnym, które musi być brane pod uwagę. Z dużym zainteresowaniem obserwujemy rozwiązania rynku międzynarodowego w tym zakresie i myślimy o własnych

– Czy w Warcie można ubezpieczyć się od ataku piratów lub uprowadzenia przez nich statku?

– Tak. Jak wspomniałem staramy się zapewnić naszym armatorom kompleksową ochronę, również uwzględniającą możliwość ubezpieczenia kindap & ransom.

– Jak wygląda kwestia szkód czy wypłaty odszkodowań w ostatnich latach? Czy dużo jest takich zdarzeń?

– Takich przypadków jest dużo, jesteśmy przecież ubezpieczycielem dużej części polskiej gospodarki morskiej, szkody są oczywiście na porządku dziennym. Musimy pamiętać o tym, że nasi klienci działają na światowym rynku żeglugowym, a ich statki pływają po całym świecie, narażając się na różnego rodzaju ryzyka. Rok 2016 dla nas szczęśliwie wolny był od spektakularnych pod względem skali zdarzeń szkodowych.

– Wspominał pan o zainteresowaniu zagranicznych ubezpieczycieli rynkiem polskim. A czy Warta zainteresowana jest rynkiem zagranicznym?

– Warta przez wiele lat funkcjonowała na rynkach zagranicznych, ale w 2015 r. zdecydowaliśmy się z tej akwizycji wycofać. Biorąc pod uwagę sytuację na międzynarodowym rynku ubezpieczeń morskich, trudno osiągnąć na nim dobre wyniki. Mamy do czynienia z kryzysem rynku frachtowego, spadającymi przychodami armatorów, wpływającymi na wartość jednostek, co przekłada się na mniejszy wolumen składki. Między innymi dlatego rynek ten jest dla ubezpieczycieli ryzyk casco od wielu lat deficytowy, konkurencja jest na nim bardzo duża, bariery wejścia stosunkowo niewielkie, więc panuje na nim spora nadpojemność. Są to elementy, które sprawiają, że nie jest on w tej chwili dla nas specjalnie atrakcyjny. Takie wejście dałoby możliwość ekspansji składkowej, ale pod względem rentowności byłoby to duże ryzyko. Drugim ważnym argumentem jest nasza obecność w Grupie Talanx, której członkiem jest także kilka innych firm, zajmujących się ubezpieczeniami casco na rynkach międzynarodowych. Skoro jesteśmy liderem na polskim rynku, uznaliśmy, że najwłaściwsze dla Warty będzie skupienie się właśnie na nim.

– Rozumiem więc, że koncentrujecie się na Polsce.

– Tak, koncentrujemy się na rynku krajowym, na którym mamy najmocniejszą pozycję. Ten rynek i jego potrzeby są nam najbliższe i najlepiej znane. Jesteśmy tu odbierani jako lider merytoryczny i serwisowy. W związku z tym to tutaj jesteśmy i chcemy być mocni.

– Dziękuję za rozmowę.