Maciej KrzesińskiMaciejem Krzesińskim prezesem
Fundacji Centrum Technologii Morskich,
rozmawia Piotr Frankowski.

– Czy zajmuje się Fundacja Centrum Technologii Morskich?

– Fundacja jest podmiotem powołanym przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną i cały czas ściśle z nią współpracujemy. Z racji tego, że PSSE w swojej strategii rozwoju postawiła na gospodarkę morską i żeglugę śródlądowa, uznano, że brakuje jej fachowców, których szybko jednak pozyskano, oraz instytucji, która pomagałaby przedsiębiorcom z tej branży, czyli właśnie fundacji. W rezultacie z jednej strony zapewniliśmy przedsiębiorcom czy partnerom biznesowymi, którzy do nas trafiają, korzystanie z pewnych kompetencji, z drugiej zaś – jesteśmy w stanie pomagać im w różnego rodzaju działaniach, np. w załatwianiu finansowania z funduszy unijnych czy z innych źródeł zewnętrznych. Skupiamy się na tym, aby pomagać przedsiębiorcom w pozyskiwaniu kapitału na różnego rodzaju innowacyjne przedsięwzięcia w zakresie bardzo szeroko rozumianej gospodarki morskiej. Taka jest nasza rola.

– Od kiedy fundacja zajmuje się działalnością w tym zakresie?

– Generalnie fundacja działa już od kilku ładnych lat, jednak jej wcześniejsza rola była zupełnie inna. Dopiero w II połowie 2016 r., po przekształceniu, zmienił się profil naszej działalności. Fundacja została przeniesiona do Gdyni i rozpoczęliśmy bliską współpracę z Bałtyckim Portem Nowych Technologii. Zaistniał pewien efekt synergii poprzez wykorzystanie potencjału w sferze doradczej, co pozwalało na pozyskanie nowych technologii oraz przedsiębiorstw z branży gospodarki morskiej, które na tych terenach mogłyby prowadzić swoją działalność, a jednocześnie wykorzystujemy tereny postoczniowe, którymi zarządza BPNT. Początkowo koncentrowaliśmy się na firmach działających głównie w zakresie budownictwa okrętowego, natomiast obecnie mocno poszerzyliśmy naszą działalność, a synergia PSSE z Bałtyckim Portem Nowych Technologii i Parkiem Naukowo-Technologicznym w Gdańsku powoduje, że nie jesteśmy ograniczeni terytorialnie w naszej działalności. Dzięki temu nie mamy problemów z projektami, czy to w Gdańsku czy w Gdyni, gdyż obsługujemy obie te lokalizacje. Istotne są tutaj potrzeby przedsiębiorców. Dodatkowo współpracujemy też z Parkiem Konstruktorów oraz Pomorskim Parkiem Naukowo-Technologicznym w Gdyni, więc bardzo mocno zawiązuje się współpraca sieciowa.

– Jakie jest zainteresowanie biznesu pomocą oferowaną przez fundację?

– Zainteresowanie jest naprawdę duże. Tym bardziej że mówimy o gospodarce morskiej w bardzo szerokim znaczeniu. Często patrzy się na ten segment tylko przez pryzmat stoczni i przemysłu stoczniowego czy też portów, a jest to ujęcie bardzo wąskie. Gospodarka morska wiąże się nie tylko np. z budową statków czy generalnie jednostek pływających, ale też np. z kwestiami biotechnologii. W fundacji pojawiają się często startupy, które mają świetne pomysły na kwestie biotechnologii. Jeden z nich zamierza np. pozyskać i uruchomić eksperymentalną hodowlę glonów morskich, które kiedyś występowały w naszym obszarze Morza Bałtyckiego, ale ze względu na zanieczyszczenie morza zniknęły. Dzięki nowemu projektowi jest możliwość odbudowy ich populacji. Poza tym pojawiają się pomysły budowy jednostek z napędami hybrydowymi. Współpracujemy też przy projektach unijnych z Centrum Techniki Okrętowej, w zakresie stworzenia specjalistycznej platformy badawczej, która ma być posadowiona na Bałtyku, czy z Politechniką Gdańską w pracach nad innowacyjnym silnikiem na nowego rodzaju paliwa.

– Rozumiem, że z pomocy fundacji korzystają nie tylko firmy, które mają już ugruntowaną pozycję na rynku i realizują kolejne projekty, ale są to też zupełnie nowe przedsięwzięcia, np. startupy.

– Dokładnie tak. Dlatego też chcemy bardziej zaangażować się w działalność inkubatora przedsiębiorczości, funkcjonującego przez PSSE, w ramach którego pozyskujemy startupy działające w zakresie szeroko rozumianej gospodarki morskiej, czyli z jednej strony związane z kwestiami biotechnologii, a z drugiej wykorzystując techniki satelitarne do różnego rodzaju rozwiązań, np. pozwalających na badanie zanieczyszczeń na obszarze Zatoki Gdańskiej czy zajmujących się nowoczesną geolokalizacją.

– Czy to biznes przychodzi do was z propozycją współpracy? Czy też fundacja wyszukuje innowacyjne przedsięwzięcia, która można wesprzeć?

– Działa to w obu kierunkach. Przedsiębiorstwa wiedzą o naszej działalności i poprzez PSSE trafiają do nas i wtedy rozmawiając z nimi dowiadujemy się, na jakim poziomie realizacji są ich projekty, czy np. mają już konkretny prototyp. W efekcie staramy się zachęcać ich do korzystania z różnego rodzaju programów akceleracyjnych, które prowadzimy. Są też takie firmy, których przedsięwzięcia są w tak wczesnej fazie rozwoju, że to nie jest jeszcze etap akceleracji i pozyskiwania funduszy typu np. venture capital, albo są to zupełnie nowe firmy, które dopiero przygotowują koncepcję rozwoju, i wtedy proponujemy im inkubator, który służy do wspierania tego typu działań. Pojawiają się też bardzo rozwinięte przedsiębiorstwa, które poszukują kapitału np. w postaci funduszy unijnych, kapitału dłużnego z banków czy też z innych instytucji finansowych.

Ale podeszliśmy do realizacji projektów niestandardowo. Do tej pory było tak, że małe firmy wymyślały swoje rozwiązania i potem próbowały sprzedać je na rynku, a rzadko kiedy odpowiadały one potrzebom dużych potentatów, którzy mają pieniądze, aby to sfinansować. Spróbowaliśmy więc zmierzyć się z tym wyzwaniem w inny sposób. To najpierw duże firmy powiedziały, czego potrzebują, i na tej podstawie startupy dostały pewne problemy do rozwiązania, deklarując się, co będą w stanie zrobić. Obecnie pracują nad nimi w ramach akceleratora Space 3ac Intermodal Transportation. Warto podkreślić, że w ramach tego programu ściśle współpracujemy z zarządami portów w Gdyni i w Gdańsku, Instytutem Morskim, firmami takimi jak C.Hartwig Gdynia czy OT Logistics. Realizowane wyzwania i przygotowywane przez startupy rozwiązania już na wstępnym etapie wydają się być bardzo obiecujące i interesujące.

– Wspominał pan o pomocy w pozyskiwaniu środków unijnych czy bankowych. A czy fundacja dysponuje też własnym budżetem, z którego może wspierać innowacyjne przedsięwzięcia?

– Przede wszystkim, jeśli jest taka potrzeba, to pośredniczymy w kontaktach z bankami. Ponadto pomagamy przygotowywać aplikacje unijne. Ale nie jest tak, że zależy nam tylko i wyłącznie na tym, aby wniosek napisać, a raczej na tym, aby został zatwierdzony, a następnie jesteśmy w stanie pomóc przedsiębiorcy w zakresie rozliczenia tego wniosku, co nierzadko jest dużo trudniejsze niż samo napisanie aplikacji. Najtrudniejsze nie jest bowiem zdobycie środków unijnych, a ich prawidłowe rozliczenie. Dlatego z racji naszych doświadczeń w pracy przy obsłudze środków publicznych staramy się w tym pomóc. Tym bardziej że przepisy w tym zakresie często się zmieniają, więc trzeba być z nimi na bieżąco, a dodatkowo każdy program może mieć jeszcze swoje lokalne wymagania. Generalnie trzeba być dobrze zorientowanym w procedurach, aby nie popełnić błędu, który może bardzo dużo kosztować.

– Czy można oszacować, ile projektów, które wspieraliście, udało się zrealizować?

– Staramy się przede wszystkim obserwować jakie środki zostały zainwestowane, jak rozwija się projekt na poszczególnych etapach i ile z nich zostało wdrożonych. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy na bardzo wczesnym etapie, jeśli chodzi o realizowane projekty, bo tak jak wspomniałem, w tym zakresie działamy dopiero od II połowy ub.r. Ale mamy już konkretne przedsięwzięcia czy programy akceleracyjne, które prowadzimy. Mamy już wybrane startupy, które mają konkretne programy do wykonania, i które otrzymały już od nas dofinansowanie. Za chwilę zaś dostaną jeszcze większe na rozwój swojej działalności. Rozpoczęliśmy też współpracę z dużymi przedsiębiorstwami, takimi jak porty czy Instytut Morski w Gdańsku. Ale na poznanie efektów wszystkich działań potrzeba czasu. Przy projektach, które są finansowanie z funduszy publicznych, nie można liczyć na szybkie działania. Takie pieniądze wydatkuje się powoli. Ale należy też pamiętać, że fundacja nie jesteś instytucją komercyjną, a ma charakter nonprofit. Zależy nam na tym, aby wspierać sektor gospodarki morskiej i starać się go ożywić, biorąc pod uwagę to, że ma swoje problemy, a my chcemy pomóc w ich rozwiązaniu.

– Jakiego rzędu środki przeznaczono na projekty, które wspiera fundacja?

– Z racji tego, że pracę w tym zakresie rozpoczęliśmy dopiero w II połowie ub.r., to na razie trudno o jakieś generalne podsumowanie. Możemy raczej powiedzieć o konkretnych projektach, które są realizowane. Wspólnie z CTO aplikowaliśmy o środki na projekt platformy badawczej, której koszt szacowany jest na 120 mln zł. Chcemy też uczestniczyć w zaprojektowaniu bardzo nowoczesnego jachtu, opartego o technologie węglowe i z zastosowaniem grafenu. To jest koszt rzędu 8-12 mln zł. Polska jest światowym liderem, jeśli chodzi o klasę mikrołodzi wyścigowych, a także zajmuje 2. miejsce na świecie, jeśli chodzi o produkcję turystycznych łodzi żaglowych. Teraz chcemy wejść na rynek związany z łodziami sportowymi, bo jest tu pewna nisza, którą warto zagospodarować, ale na etapie przygotowawczym wiąże się to z bardzo dużymi nakładami finansowymi. Mamy też projekty związane ze startupami. Wsparcie dla każdego z nich wynosi do 250 tys. zł. Jak więc widać, skala przedsięwzięć jest bardzo różna. Przygotowujemy się też do projektu inkubacyjnego, w którym wspierane będą startupy, ale raczej niższymi kwotami. Łącznie więc, znacznie więcej jest przedsięwzięć początkujących projektów, ale kwotowo przeważa duży biznes.

– Pojawiła się też koncepcja wsparcia szkolnictwa zawodowego dla branży morskiej.

– Ona cały czas funkcjonuje, ale bardziej w ramach PSSE niż w fundacji. Niemniej jednak tam, gdzie jest to możliwe, będziemy chcieli włączać się w tego typu projekty. I tak np. obecnie realizujemy 2 przedsięwzięcia w tym zakresie, które umieściliśmy w BPNT. W jednym z nich występujemy jako partner, a w drugim jesteśmy liderem. Pierwszy projekt służy uzyskaniu nowych kwalifikacji przez osoby, które chciałyby pracować w sektorze gospodarki morskiej i w związku z tym mogą wziąć udział w specjalistycznych szkoleniach. Drugi projekt zakłada przyznanie bonów szkoleniowych, które będzie można wykorzystać na niezbędne z punktu widzenia danej osoby szkolenie. Uważam, że jest to świetny pomysł, gdyż unikamy sytuacji, że narzucamy konkretny kurs, a wprost przeciwnie – zapewniamy możliwość niezbędnej edukacji według uznania. Ponadto PSSE cały czas myśli o uruchomieniu klas patronackich na poziomie zawodowym, mających zajmować się kształceniem osób, które będą mogły pracować głównie w sektorze stoczniowym. Prace nad tym przedsięwzięciem są dosyć mocno zaawansowane.

– Dziękuję za rozmowę.