Jerzy HausnerZ prof. dr. hab. Jerzym Hausnerem z Wydziału Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, rozmawia Piotr Frankowski.

– W ostatnich tygodniach agencja ratingowa Moody’s podwyższyła dynamikę wzrostu PKB Polski na 2017 r. z 3,2% do 4,3%, jak również na kolejne lata. O sukcesach w zakresie wzrostu PKB i np. nadwyżki budżetowej w wysokości 49 mld zł informuje również Ministerstwo Finansów. Czy faktycznie polska gospodarka jest w tak dobrej kondycji?

– Agencje ratingowe nie zmieniły oceny polskiej gospodarki, a to, że podwyższyły swoje projekcje wzrostu gospodarczego, było tylko uzasadnieniem, dlaczego nie zmieniają swojej oceny. Nie odnosiłbym się więc do opinii agencji ratingowych, tylko do ich projekcji. Mamy wzrost gospodarczy rzędu 4% PKB rocznie. Dostępne prognozy wskazują, że podobne tempo wzrostu może być utrzymane w przyszłym roku. Czy to jest dobre tempo? Tak, i to trzeba wyraźnie powiedzieć. Gdyby Polska gospodarka miała rozwijać się w dłuższym okresie z taką dynamiką, to można by być spokojnym. Ale tak wcale być nie musi i zapewne nie będzie. Warto spojrzeć na strukturę naszego wzrostu. Zauważymy wtedy, że tylko dwa czynniki kontrybuują do wzrostu. Podstawowy czynnik to konsumpcja. Ten czynnik wyjaśnia ¾ dynamiki PKB. Ale musimy się zastanowić, czy uda się utrzymać takie tempo wzrostu konsumpcji w dalszej perspektywie. Drugim czynnikiem jest wzrost zapasów. I tu zaczyna się problem, który ma ekonomista i statystyk, dlatego że jeśli chodzi o rachunki narodowe, to zapasy są wielkością rezydualną. Jeśli nie da się czegoś wyjaśnić za pomocą innych kategorii makroekonomicznych, to wyjaśnia się to zmianą poziomu zapasów. Mamy więc pytanie: dlaczego jest tak duży przyrost zapasów? I co to ekonomicznie oznacza? Może to oznaczać brak możliwości sprzedaży w przypadku niektórych przedsiębiorstw. Może to być też efekt znaczącego wzrostu importu. To nie są korzystne zjawiska. Tak wysoki poziom zapasów, jaki obecnie obserwujemy, to do pewnego stopnia zagadka, której nie potrafimy wyjaśnić, nie wiedząc o jakie zapasy chodzi. Trudno jednak sobie wyobrazić, że w przyszłości zapasy będą jeszcze bardziej rosły. Nie będą więc w przyszłości czynnikiem wzrostu. To jasne. Problematyczne są też 2 inne czynniki wzrostu PKB – handel zagraniczny i inwestycje.

– Eksport był swego czasu motorem napędowym naszego wzrostu gospodarczego.

– Jeśli eksportujemy więcej, niż importujemy, to mamy do czynienia z pozytywnym wkładem eksportu netto do PKB. Problem polega na tym, że wzrost konsumpcji spowodowany wzrostem wydatków socjalnych, programem 500+, i wzrostem wynagrodzeń pobudza konsumpcję, co wiąże się z dużym wzrostem importu. W związku z tym jeśli dynamika eksportu nie spadła, ale jest mniejsza niż importu, to mamy ujemny wkład handlu zagranicznego do PKB. Ten negatywny czynnik został na razie zrównoważony wzrostem zapasów. Jeśli więc zastanawiamy się, co się może stać w przyszłości, to jeśli utrzymamy tę niekorzystną sytuację w zakresie dynamiki relacji eksport-import, a nie będą rosły zapasy, to ten negatywny czynnik, który został dzisiaj zrównoważony, w najbliższej przyszłości już zrównoważony nie będzie. I jest to źródło niepokoju. A kolejny niepokój wzbudzają inwestycje. Po kilku kwartałach ujemnej dynamiki inwestycje teraz rosną, ale bardzo słabo. Tu nie ma żadnego przełomu. Nie następuje oczekiwane odbicie.

Owszem, widzimy wzrost inwestycji publicznych związanych z wykorzystywaniem środków unijnych, zwłaszcza realizowanych przez samorządy, ale nie widzimy silnej dynamiki inwestycji prywatnych. Ona jest niska, na poziomie zaledwie 1%. A jeśli tak, to utrzymanie 4% dynamiki PKB jest bardzo wątpliwe. A przecież trzeba jeszcze uwzględnić i to, że weszliśmy w okres ujemnej dynamiki zasobów pracy. Więcej osób odpływa z rynku pracy, niż do niego wchodzi. Demografia jest nieubłagana.

Wciąż widzimy jeszcze wzrost zatrudnienia, ale głównie ze względu na to, że niektóre osoby nieaktywne zawodowo aktywizują się pod wpływem wzrostu płac. Nasza gospodarka coraz trudniej radzi sobie z problemem braku rąk do pracy. I jeśli nie mamy jeszcze ogólnokrajowego dramatu, to tylko ze względu na migrację, głównie Ukraińców. Jednak pamiętajmy, że dynamika migracji do Polski nie będzie większa. Nawet jeśli wizy dla Ukraińców do Unii Europejskiej będą tylko 3-miesięczne, to i tak część tego ruchu przeniesie się dalej na zachód.

Trzeba zatem oczekiwać wzrostu deficytu siły roboczej. Oznacza to, że będzie wyższa dynamika wzrostu wynagrodzeń, a jeśli tak, to będziemy mieli wyższą inflację. Obecnie jest ona na poziomie bliskim 2%, ale przewiduje się, że za kilka kwartałów może wzrosnąć nawet do 3%, czyli powyżej celu inflacyjnego NBP. Jeśli inflacja przyspieszy, a będziemy pobudzali konsumpcję wydatkami socjalnymi, to wzrost inflacji będzie jeszcze silniejszy. A to będzie niwelować wzrost dochodów. Dochody nominalne będą rosły – realne nie. Konsumpcja siądzie. Czyli ten czynnik nie będzie mógł dalej, w takiej skali kontrybuować do wzrostu PKB.

– Jakie jest więc rozwiązanie tego problemu? Co trzeba zrobić?

– Niezbędny jest wzrost produktywności. Jeśli nie możemy wzrostu PKB podtrzymywać wzrostem zatrudnienia, to możemy tylko produktywnością, a do tego potrzebne są inwestycje prywatne. Mamy wzrost gospodarczy relatywnie wysoki, to cieszy, ale nie jest on trwały. I tym należy się martwić

– Wspomina pan o bardzo niskim poziomie inwestycji prywatnych. Z czego to wynika?

– Odpowiedź na to pytanie jest i łatwa, i trudna. Łatwa, bo da się pewne czynniki wykluczyć. Czy w Polsce mamy wysokie stopy procentowe? Nie. Pieniądz jest tani. Najlepszym dowodem na to jest znaczny wzrost inwestycji mieszkaniowych, bo ludzie zaciągają kredyty hipoteczne i inwestują w mieszkania. Czy w Polsce jest problem z dostępem do kredytów? Nie. Banki mają dobre wyniki, mają wysoką płynność i chętnie pożyczają pieniądze na dobre projekty. Czy mamy dobrą koniunkturę? Mamy, szczególnie konsumpcyjną, a prognozy są korzystne. Czy mamy problem w otoczeniu międzynarodowym? Gospodarka europejska odżyła. Rok 2016 i 2017 to najlepsze lata od prawie dekady. Dynamika wzrostu w UE jest naprawdę wysoka i dotyczy to prawie wszystkich krajów. Skoro to nasz główny rynek eksportowy, to nie mamy problemu. Jeśli zatem odrzucimy tego typu czynniki, to zostaje nam na koniec czynnik, który moglibyśmy nazwać: niepewność. I tym określeniem ekonomiści się posługują. A z czego ta niepewność wynika? Kiedy zaczyna się rozmawiać z przedsiębiorcami, to są oni niepewni systemu prawnego, reguł prowadzenia działalności gospodarczej. Widzą, że mamy do czynienia z gwałtowną zmianą systemu prawnego, z różnego rodzaju nowymi regulacjami, często dokonywanymi na skróty i niedopracowanymi, a kierunek tych zmian często ich niepokoi. Ale to nie jedyny z powodów niepewności. Drugim jest funkcjonowanie służb skarbowych. Jest wiele sygnałów, że dokonywane są niekorzystne dla przedsiębiorców sposoby rozliczania podatków, a dodatkowo jest bardzo wyraźna presja na przedsiębiorców ze strony służb podatkowych. Jeśli słyszmy o projektach zmian podatkowych, z różnych źródeł i o różnej, często sprzecznej treści, to przedsiębiorcy nie wiedzą, jaki będzie ich ostateczny efekt, a w rezultacie nie mogą robić rachunku ekonomicznego i określić okresu zwrotu z zainwestowanego kapitału. Muszą przecież być pewni swego biznesu kilka lat do przodu. A jeśli w tym czasie pojawia się ryzyko zmiany reguł, w tym podatkowych, to niesie to za sobą niechęć do inwestowania.

– Powołana do życia w marcu br. Krajowa Administracja Skarbowa według założeń ma skonsolidować działanie wszystkich służb celno-skarbowych, a co za tym idzie, ujednolicić i uprosić wszelkie procedury w tym zakresie.

– Nie chcę dyskutować o nazwach, strukturach czy ludziach. Niech robią to politycy. Zajmuję się gospodarką i interesuje mnie wyjaśnienie tego, co analitycznie obserwuję. Mówię więc o tym, że mamy do czynienia z niepewnością podatkową. Spójrzmy na coś innego. Rząd szczyci się bardzo wysoką ściągalnością podatków. Ale pojawiają się tu dwa poważne problemy. Proszę zobaczyć, jak wzrosła produkcja przemysłowa lipiec do lipca, jak wzrósł eksport lipiec do lipca, jaka jest dynamika gospodarki lipiec do lipca i jaka jest dynamika wzrostu VAT. Zobaczymy więc, że wpływy z VAT są wyższe, ale w stosunku do wyższej skali obrotu gospodarczego nie tak wiele wyższe. VAT jest podatkiem, który jest nakładany właśnie na aktywność gospodarczą. Jeśli coś nie zostało wyprodukowane i sprzedane, to nie ma VAT. W związku z tym nie jest to sukces związany ze ściągalnością tego podatku, a z aktywnością gospodarczą.

Po drugie, mamy z pewnością do czynienia z szarą i nawet czarną strefą gospodarczą. Podatki należne i niezapłacone podatki trzeba ściągać. Koniec, kropka. Ale jeśli są to podatki wyduszone na zasadzie zmiany interpretacji przepisów na niekorzyść przedsiębiorców, bo zaczęto inaczej klasyfikować pewne obiekty i w związku z tym nakładać nowe obciążenia, to oczywiście będzie większa ściągalność, ale oznacza to, że przedsiębiorcy zostali wydrenowani i nie będą mieli wystarczających środków, aby zrealizować zaplanowane inwestycje. Nie sądzę, że ściągnięcie pieniędzy od przedsiębiorców do kasy państwowej jest dla rozwoju gospodarczego lepszym rozwiązaniem niż pozostawienie ich inwestorom. A jeśli ktoś uważa inaczej, to musi dowieść, że państwo jest lepszym inwestorem, jeśli chodzi o innowacyjność czy produktywność, niż prywatni przedsiębiorcy. Na razie jeszcze nikt takich tez jawnie nie głosi.

– Ale czy nie jest tak, że budżet potrzebuje pieniędzy na realizację „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, która zakłada duży udział środków budżetowych we wszelkiego rodzaju funduszach, która mają realizować inwestycje w różnych dziedzinach gospodarki?

– Niekoniecznie. Kiedy wsłuchamy się w wypowiedzi wicepremiera Mateusza Morawieckiego, to nigdy nie powiedziałbym, że jest on etatystą. Uznałbym, że jest ekonomistą zorientowanym wyraźnie rynkowo, ale jednocześnie trochę inaczej rozkładającym akcenty niż neoliberałowie. Nie powie, że sektor państwowy jest zawsze gorszy niż prywatny. Powie, że chcąc mieć sprawny sektor prywatny musimy mieć różnego rodzaju działania państwa w sferze gospodarczej. Jeśli była np. mowa o Centralnym Porcie Lotniczym, to mówiono o inwestycji, która ma być realizowana częściowo ze środków publicznych, ale w dominującej z prywatnych. Ma ona tworzyć warunki do pobudzenia wzrostu i aktywności prywatnej. Jeśli jednak wczytamy się w zapisy tego dokumentu, który pan przywołał, to niestety znajdziemy tam wszystko: zarówno fragmenty, które uznają, że przedsiębiorczość i innowacyjność są bardzo ważne i trzeba wspierać prywatny biznes w tym zakresie, jak również fragmenty, w których znajdziemy przejawy myślenia centralistycznego i etatystycznego. Jest to więc opracowanie niespójne.

Ale spójrzmy na gospodarkę morską. W Trójmieście gołym okiem widać, jak dobrze się rozwinęła w ciągu ostatnich kilkunastu lat, mimo że znacznie spadł potencjał naszego przemysłu stoczniowego. Spójrzmy na porty, na logistykę, na różne formy aktywności spedytorskiej. A jest to sektor oparty obecnie na działaniach inwestorów prywatnych.

– To prawda, polska gospodarka morska w dużej mierze oparta jest na prywatnych przedsięwzięciach.

– Wszystko świetnie działało, a nie było Ministerstwa Gospodarki Morskiej. Czy jestem przeciwny jego powołaniu? Nie. Może jednak trzeba się zastanowić, co jest pierwotne, a co jest wtórne. Nie można podchodzić do sytuacji tak, że wszystko jest źle, gospodarka w ruinie, a my musimy teraz to naprawić. Tam, gdzie rynek działa, gdzie działa przedsiębiorczość, tam gdzie jest przestrzeń do działania, zwyczajnie nie przeszkadzajmy, może trochę starajmy się pomóc. A tam, gdzie rzeczywiście jesteśmy, w sensie międzynarodowej konkurencyjności, słabi, gdzie musimy podejmować coś, co nazywa się polityką przemysłową, to podejmujmy ją mądrze, pamiętając, że na końcu wszystkim ma zależeć na tym, aby we wszystkich sektorach było jak najwięcej innowacyjności, przedsiębiorczości i konkurencyjności, bo tylko to ciągnie gospodarkę w górę.

– Dziękuję za rozmowę.