Dobrze już było

– Prowadzona obecnie batalia w Parlamencie Europejskim związana z tzw. Pakietem Mobilności, to w jakimś sensie bój o być albo nie być części polskich firm transportowych. Zmiana pakietu drogowego, czyli propozycje, które są w tej chwili przygotowywane, są niczym innym jak walką państw tzw. starej Unii Europejskiej z krajami nowej Unii. Są to działania protekcjonistyczne, mające na celu ochronę własnego transportu – uważa Tadeusz Wilk, dyrektor departamentu transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD).

Podkreśla, że kraje nowej Unii, a szczególnie Polska, zdobyły na rynku europejskiego transportu drogowego znaczącą pozycję. Nasz międzynarodowy transport drogowy wykonuje największą pracę przewozową na rynku europejskim, zajmując ok. 25% tego rynku. Hiszpanie czy Niemcy wykonują połowę tej pracy, co polskie firmy. Dlatego w opinii ZMPD unijne działania mają bardziej charakter polityczny niż ekonomiczny. W związku z tym niektórzy z zachodnich polityków szukają argumentów przeciwko polskim przewoźnikom, przekonując, że stosują oni dumping socjalny, próbując ograniczać stawki.

T. Wilk zwraca też uwagę, że transport na terenie Unii jest bardzo zróżnicowany. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku krajów peryferyjnych, jak Polska, Litwa, Łotwa, Czechy, Rumunia, czy z drugiej strony chociażby Portugalia, a zupełnie inaczej w wypadku krajów, które są wewnątrz Unii, jak Francja czy Niemcy.

– My na wykonanie przewozu do Portugalii i z powrotem potrzebujemy kilkunastu dni, a Francuzi mają wszędzie w miarę niedaleko. Ale przewoźnicy z krajów starej Unii nie chcą wyjeżdżać daleko. Średnia trasa przewozów w transporcie międzynarodowym we Francji to nieco ponad 300 km, czyli de facto ich kierowca jest codziennie u siebie w domu. My pokonujemy nieporównanie większe odległości – podsumowuje T. Wilk (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 10/2018).