Mariusz WitońskiZ Mariuszem Witońskim, prezesem Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej, rozmawia Czesław Romanowski.

– Na jakim etapie znajdują się obecnie inwestycje w polskie farmy wiatrowe na Bałtyku?

– Trudno jest dziś jednoznacznie wskazać wolumen projektów, który w tej chwili moglibyśmy traktować jako zamkniętą listę morskich farm wiatrowych możliwych do wybudowania w perspektywie 2030 r. Wynika to z wychodzenia tej branży w Polsce z pewnego zakrętu, jeżeli chodzi o uwarunkowania jej stabilnego rozwoju. Podchodząc najbardziej minimalistycznie, moglibyśmy uznać, że w najbliższej dekadzie zrealizowane zostanie 2,2 GW w projektach, które już uzyskały pozwolenia lokalizacyjne i mają podpisane umowy przyłączeniowe. Są to trzy projekty – dwa Polenergii, Bałtyk 2 i Bałtyk 3, oraz jeden projekt PGE, Baltica 3. Polenergia uzyskała możliwość przyłączenia do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego 1200 MW, natomiast PGE – 1045 MW. W tej chwili możemy więc powiedzieć, że to te właśnie projekty będą stanowiły pierwszą falą realizacji inwestycji w polskich obszarach morskich, jeśli chodzi o polskie farmy wiatrowe. W międzyczasie przygotowywane są również inne projekty, które nie uzyskały jeszcze tak wysokiego stanu zaawansowania, które jednak w perspektywie 2020-2030 powinny zostać zrealizowane.

– I nie ma raczej obaw, by owe projekty nie zostały zrealizowane?

– Nie ma. W tej chwili odzyskujemy w branży optymizm, wynikający z tego że w ostatnim czasie, ze szczególnym uwzględnieniem I kwartału tego roku, pojawiły się jednoznaczne sygnały wskazujące na to, że państwo polskie uwzględni możliwość rozwoju morskiej energetyki wiatrowej jako pożądanego kierunku uzupełnienia polskiego miksu energetycznego. Stąd też wskazywany przez PTMEW wolumen 6,8 GW do 2030 r. jest naszym zdaniem całkiem realnym poziomem inwestycji, pod warunkiem jednak zapewnienia przez polski rząd niezbędnych warunków przekładających się na odpowiedni klimat inwestycyjny.

– Jakie to warunki?

– Istotnym warunkiem budowy optymalnego klimatu inwestycyjnego z całą pewnością są odpowiednie regulacje w zakresie systemu wsparcia. Jak wiemy, w Polsce wprowadzono model wsparcia producentów energii ze źródeł odnawialnych realizowany w systemie aukcyjnym. Przy czym zakłada się, że aukcje dla morskiej energetyki wiatrowej będą realizowane jedynie przez 3 lata. Spodziewamy się, że pierwsza aukcja dla tej branży zostanie zorganizowana w 2019 r. W związku z czym być może otworzy się furtka dla projektów, które osiągną gotowość dopuszczenia do aukcji do 2021, aby uczestniczyć w systemie wsparcia, jaki znamy w obecnym kształcie. Jak to się będzie kształtowało po 2021 r., dla projektów, które wówczas osiągną gotowość inwestycyjną, trudno wyrokować. Niemniej jednak istotne jest, aby państwo dało wyraźne wyartykułowany sygnał, że jest w obecnym systemie wsparcia miejsce dla MEW. To z całą pewnością stanowić będzie jedną z istotnych przesłanek dla tego, czy morska energetyka wiatrowa będzie się rozwijała dynamicznie i ze wszystkimi pozytywnymi dla gospodarki konsekwencjami, czy też będzie rozwijała się w tempie zależnym jedynie od stopnia determinacji inwestorów zmuszonych działać w kontrze do oficjalnej polityki państwa w zakresie kształtowania miksu energetycznego. W tym drugim wariancie nie będziemy mieli niestety szansy na maksymalizację korzystnych efektów dla gospodarki regionów nadmorskich oraz rewitalizacji przemysłu morskiego.

Drugim warunkiem, który naszym zdaniem jest niezbędny, aby ten plan 6 GW do 2030 r. został zrealizowany, jest uznanie przez rząd, że MEW będzie właśnie nowym i pożądanym elementem w naszym miksie energetycznym. W tej chwili wciąż trwamy w oczekiwaniu na przedstawienie przez rząd polityki energetycznej. Ostatnie zapowiedzi mówią o tym, że projekt przedstawiony zostanie do końca roku. Z całą pewnością tak długi okres zawieszenia prezentacji oficjalnego stanowiska rządu w tej kwestii nie sprzyja budowaniu optymalnego klimatu inwestycyjnego. Choć, na szczęście, od początku br. mamy do czynienia z serią sygnałów okołorynkowych zdających się potwierdzać, że mamy do czynienia z pewnym, napawającym nas optymizmem, otwarciem rządu na inwestycje w tym zakresie.

– Mówi pan o PGE i Orlenie, dysponujących uprawnieniami do lokalizacji tych inwestycji.

– Tak. Prezes PGE zadeklarował plan realizacji projektu o mocy 1 GW do 2025 r. i osiągnięcie poziomu 2,5 GW w projektach realizowanych przez tę spółkę do 2030 r. Jest to bardzo znamienna deklaracja. W poprzednich latach mieliśmy do czynienia z sygnałami ze strony PGE, iż morskie projekty tej grupy będą rozwijane, mieliśmy zapis w jej strategii, o tym iż MEW, obok energetyki węglowej i jądrowej, będzie jednym z trzech filarów rozwoju nowych aktywów wytwórczych w grupie. Mieliśmy też sygnał wskazujący na to, iż rząd polski popiera działania PGE w tym zakresie, manifestujący się tym, że projekt morskiej farmy wiatrowej PGE został wpisany na listę proponowanych przez polskich rząd do objęcia planem Junckera (Planem Inwestycyjnym dla Europy). Tak więc mieliśmy do czynienia z pośrednimi sygnałami dotyczącymi tego, iż zmierzamy w kierunku rozwoju znaczących projektów morskich farm wiatrowych. Natomiast w ciągu ostatniego miesiąca te deklaracje przyjęły bardzo konkretny wymiar, ze wskazaniem nie tylko wolumenów, ale i terminów realizacji.

– Jaki jest prognozowany udział polskiego przemysłu w tworzeniu i rozwijaniu tego sektora?

– Według naszych szacunków już teraz polski przemysł jest w stanie partycypować w łańcuchu dostaw na poziomie co najmniej 50%. Tak więc co najmniej połowa komponentów użytych do realizacji tych projektów miałyby szanse być wyprodukowana i dostarczona z naszego rynku. Naszym zdaniem, przy zadekretowaniu odpowiednio ambitnego planu rozwoju, który stanowiłby impuls dla dalszych inwestycji w moce produkcyjne w przemyśle i który również dawałby nadzieję na to, że przyrost wolumenu projektów polskich farm wiatrowych na morzu byłby odpowiednio stabilny w perspektywie do 2030 r., uzyskalibyśmy gwarancję maksymalizacji pozytywnych efektów dla gospodarki narodowej, ze szczególnym uwzględnieniem oczywiście regionów nadmorskich. Zakładamy, że ten impuls doprowadziłby do zwiększenia tego 50% udziału komponentu lokalnego w łańcuchu dostaw do poziomu 75%, co według szacunków PTMEW, przy optymalnym scenariuszu realizacji do 2030 r. 6,8 GW, spowodowałoby ulokowanie w polskich przedsiębiorstwach zamówień o łącznej wartości ponad 70 mld zł. Dla porównania pragnę przypomnieć, że przychody największej polskiej grupy stoczniowej za 2016 r. wyniosły ok. 2 mld zł. Rachunek jest więc prosty.

– Jaką rolę w rozwoju sektora MEW odegrać mogą polskie stocznie i polskie porty?

– Nasze stocznie już w tej chwili są bardzo dobrze przygotowane do obsługi tego sektora. Cała branża stoczniowa i podmioty z nią kooperujące już od kilku dobrych lat skutecznie lokują swoją produkcję i usługi na europejskim rynku MEW, z powodzeniem zwiększając zakres eksportu i konkurując z podmiotami zagranicznymi. Jeżeli chodzi o branżę stoczniową, to zakres zamówień, które mogłyby trafić do naszych firm, z całą pewnością obejmowałby wszystkie kluczowe elementy konstrukcyjne, ze szczególnym uwzględnieniem konstrukcji wsporczych oraz wież wiatrowych. Jak wiadomo, w tym zakresie Polska posiada potencjał produkcyjny na poziomie odpowiednim dla zabezpieczenia krajowych potrzeb. Mówię tu o firmie ST3 Offshore ze Szczecina, która produkuje m.in. fundamenty kratownicowe, oraz o GSG Towers, czyli spółce Grupy Stoczni Gdańsk, produkującej wieże dla elektrowni wiatrowych, która przymierza się także do produkcji w pełni wyposażonej morskiej stacji transformatorowej.

Polski przemysł stoczniowy posiada też olbrzymie doświadczenie w zakresie przygotowywania różnego typu jednostek specjalistycznych, pracujących w sektorze MEW, ze sztandarowymi jednostkami typu heavy-lift jack-up vessel, czyli sampodnośnymi jednostkami do budowy morskich farm wiatrowych – mam tutaj na myśli doświadczenia stoczni Crist z jej serią trzech unikatowych jednostek tego typu, czyli Thor, Innovation i Vidar. Mamy również w Polsce doświadczenia w produkcji jednostek do układania kabli, należy tu przede wszystkim wspomnieć doświadczenia Grupy Remontowa i jednostkę Siem Aimery.

– Tak więc wydaje się, że nasze stocznie są gotowe do produkcji dla naszych potrzeb i wież wiatrowych, i jednostek do ich ustawiania, i ich obsługi. A jaka miałaby być w tym wszystkim rola naszych portów? I czy są one do spełniania tej roli przygotowane?

– Przygotowanie zaplecza logistycznego, w tym portów, ich nabrzeży, torów podejściowych, zaplecza składowego oraz przygotowanie odpowiedniego skomunikowania portów również od strony lądowej, jest kluczowym warunkiem zagospodarowania istotnej części strumienia kapitału, który zostanie uruchomiony przy okazji realizacji MEW. Z całą pewnością polskie porty dysponują potencjałem rozwojowym, który umożliwiłby wykorzystanie ich w przyszłości dla zabezpieczenia obsługi operacji logistycznych związanych z realizacją projektów farm wiatrowych na morzu. Przy czym należy podkreślić, że do tej pory nie zostały podjęte żadne działania w zakresie kompleksowego rozpoznania potrzeb w kontekście uruchomienia tak dużych projektów. Potrzeby wynikające ze skali tych przedsięwzięć nie są możliwe do zabezpieczenia nie tylko w aktualnym stanie zagospodarowania polskich portów, ale nie są nawet brane pod uwagę w opracowywanych właśnie ich planach rozwoju.

Z satysfakcją obserwujemy jednak rosnące ostatnio zainteresowanie administracji portowej tematyką MEW – siłą rzeczy jest to pewne novum w naszych realiach – i z całą pewnością najbliższe 2 lata należałoby przeznaczyć na bardzo intensywne prace projektowe, a następnie adaptacyjne, aby uniknąć scenariusza, w którym farmy wiatrowe lokalizowane w polskich obszarach morskich będą budowane w oparciu o porty zagraniczne. Taki scenariusz w jakimś zakresie jest z pewnością realny – w tej chwili na Bałtyku, zwłaszcza w jego zachodniej części, intensywność prac w zakresie budowy morskich farm wiatrowych jest niezwykle wysoka, w związku z czym tamtejsze zaplecze portowe również rozwija się bardzo intensywnie. I można się spodziewać, iż w perspektywie najbliższych 6-8 lat z całą pewnością zaplecze portowe, czy to po stronie Niemiec, czy Danii, będzie oferowało możliwości obsługi logistycznej również polskich projektów.

Warto więc stymulować polski rząd do tego, aby ambitnie kreślił plany rozwojowe, aby dał impuls i zapewnił odpowiedni klimat inwestycyjny do rozwoju branży, no i warto w sposób organiczny i metodyczny podejść do tego, co będą w stanie obsłużyć nasze porty i czego im jeszcze w tym zakresie brakuje. Plany rozwoju każdego polskiego portu powinny uwzględniać więc to, że w najbliższym dziesięcioleciu – jako znaczący etap przejściowy – pojawi się nowa funkcja, czyli obsługa zaplecza budowy morskich farm wiatrowych. Zakładamy, że okres do 2035 r. będzie okresem najintensywniejszych prac i wtedy to odpowiednie możliwości przeładunku, składowania i transportu komponentów morskich farm wiatrowych przez specjalistyczne jednostki będą funkcją poszukiwaną w polskich portach.

– Dziękuję za rozmowę.