Rynek ma zawsze rację

– Poprawa infrastruktury drogowej i portowej, wzrost PKB i bardziej dynamiczny rozwój Europy Północnej sprawi, że rynek będzie przesuwał się coraz bardziej z zachodu na wschód. Dzięki temu przed nami jeszcze około 5 lat hossy na rynku promowym i wzrostów na poziomie 10% rocznie, które trzeba będzie skonsumować – uważa Piotr Redmerski, prezes Polskiej Żeglugi Bałtyckiej SA (Polferries).

Jednak nie będzie to raczej możliwe przy użyciu promów kursujących ze Świnoujścia do Szwecji. Ich średni wiek wynosi 30 lat. Dlatego w zamian muszą pojawić się jednostki stosunkowo nowe, z dużą linią ładunkową. PŻB zainicjuje budowę nowych jednostek, zamawiając 2 promy, a kolejne 4, zgodnie ze zgłaszanym przez Polską Żeglugę Morską zapotrzebowaniem, trafią do Unity Line. To niezbędne minimum do obsługi linii ze Świnoujścia. Do tego czasu potrzebne jest jednak wprowadzenie do serwisu kolejnych promów z rynku wtórnego, które zastąpią najstarsze jednostki.

– Jeśli tego nie zrobimy, to w lukę, która powstanie po ich wycofaniu od razu wejdą potentaci, którzy będą mieli nowe jednostki zamówione w Chinach, o linii ładunkowej powyżej 4000 m. Weźmy pod uwagę fakt, że suma linii ładunkowej do Ystad i Trelleborga, przy 12 promach pływających ze Świnoujścia, wynosi ok. 20 km, a sam DFDS zamawia 6 promów ro-ro  o długości linii 6700 m każdy. Gdy więc wstawi na te trasę 4 jednostki, to ma dłuższą linię niż my z 12 promami – podkreśla prezes Redmerski.

Dlatego też, jeśli pojawia się ogłoszenie o zamówieniu promów w Chinach przez TT Line czy też wprowadzenie nowych jednostek przez Stena Line, to odpowiedź polskich armatorów promowych musi być natychmiastowa (więcej w „Namiary na Morze i Handel” 18/2018).