Jestem przerażony

– Skutkiem wszystkich rozwiązań przyjętych przez Parlament Europejski, a dotyczących tzw. pakietu mobilności, jest po prostu zamykanie jednolitego unijnego rynku – uważa Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Obecnie polscy przewoźnicy mogą startować w przetargu niemieckim czy francuskim na obsługę danej firmy na rynku całej Europy i przywozić oraz rozwozić towar z Niemiec do Francji, do Włoch, Czech czy Polski, nie mając w tym zakresie żadnych ograniczeń. Natomiast przyjęte zmiany powodują generalnie, że dany przewoźnik zostanie ograniczony do własnego rynku, przewoźnik francuski będzie musiał wozić towary jedynie z Francji i do Francji, a przewoźnik polski – jedynie z Polski i do Polski. Zdaniem M. Wrońskiego zachodni politycy chcą pozbawić w ten sposób polskie firmy transportowe możliwości obsługi tego typu przewozów na terenie całej Unii.

– Ci ludzie przestali się wreszcie kryć i mówią wprost, że nie chcą dłużej sytuacji, w której na niemieckich autostradach i parkingach najwięcej jest pojazdów z Polski czy z innych tzw. nowych państw UE. Dodają jeszcze coś o „zdrowej konkurencji” czy ochronie pracowników, ale część z nich nie ukrywa, że chodzi po prostu o ochronę własnych rynków. Tak więc swoboda świadczenia usług w tym zakresie po prostu jest blokowana i zwijana. Nie na taką Unię się umawialiśmy – uważa prezes Wroński.

Podkreśla, że pakiet mobilności to bardzo złe rozwiązanie nie tylko dla polskiej, rumuńskiej czy węgierskiej branży TSL, ale też dla całej Europy. Cały system transportowy opiera się bowiem na tym, aby coraz efektywniej wykorzystywać zasoby zarówno ludzkie, jak i rzeczowe, chociażby w postaci pojazdów – likwidacji pustych przebiegów, maksymalnym wypełnieniu przestrzeni ładunkowej. Natomiast nowe przepisy, zdaniem szefa związku, mówią, że nie można wykonać dodatkowej operacji załadunku lub rozładunku, bo konsekwencją będzie wejście w delegowanie zwiększające m.in. koszty pracy. Zamiast więc ułatwiać operowanie na europejskim rynku, sprawiać, aby transport był jak najbardziej efektywny, robi się coś przeciwnego.

– Zrealizowanie tego typu operacji transportowych, tak aby zmieścić się w wymaganych terminach powrotu, może nie być dla europejskich przewoźników możliwe. A Ukraińcy, Rosjanie czy Białorusini nie będą mieli z tym kłopotów, bo ich te regulacje nie obejmują. Tak więc konsekwencje są bardzo poważne. I jeżeli wykonujemy te 25% do 30% całości przewozów na terenie UE, to przecież nie są to jedynie przewozy z Polski i do Polski, bo nasza gospodarka nie jest aż taką potęgą, żeby umożliwiła generowanie wymiany na taką właśnie skalę. Szacuję, że te tzw. przerzuty plus kabotaż to jest mniej więcej nawet do 2/3 przewozów wykonywanych przez polskich przewoźników za granicą. I z nich zostaniemy po prostu wyrzuceni – podsumowuje prezes Wroński (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 8/2019).