ST3 Offshore, szczecińska fabryka produkująca fundamenty morskich elektrowni wiatrowych, przeżywa od dłuższego już czasu poważne perturbacje. Nie po raz pierwszy zresztą. Już w 2017 r. zawisło nad nią widmo upadłości.

Od początku roku zakład podtrzymywany jest przy życiu dzięki kolejnym pożyczkom, które pośrednio pochodzą ze środków publicznych – mówi zajmujący się sprawami stoczniowymi i zagadnieniami z zakresu gospodarki morskiej adwokat Patryk Zbroja. W połowie sierpnia br. doszło do strajku pracowników z powodu niewypłacania wynagrodzeń. Dotychczasowy wiceprezes Cezary Krasnodomski, który od 1 lipca br. pełni obowiązki prezesa spółki, spotkał się z załogą, spółka wypłaciła zaliczkę na poczet wynagrodzeń, a prezes nie ukrywał, że przyczyną kłopotów są kolejne zawirowania finansowe firmy. Pracownicy byli spotkaniem zawiedzeni, stwierdzili, że nie padły żadne zapewnienia czy deklaracje dotyczące poprawy sytuacji, a wynagrodzenia mają być wypłacane na raty.

Nasza firma znajduje się w procesie restrukturyzacji – tłumaczył wtedy prezes Krasnodomski. – To jest proces prawno-sądowy. Aby były pieniądze, musi się na to zgodzić nadzorca sądowy. Aby zgodził się, muszą być spełnione określone warunki. Muszą być z naszej strony wystosowane określone pisma, zobowiązania, a w tej chwili spotkaliśmy się z taką sytuacją, że nie ma tzw. reprezentacji. Jestem obecnie jedynym członkiem zarządu, a do podpisywania dokumentów potrzeba minimum 2 osób. Było 2 prokurentów, ale obaj złożyli rezygnację. Cała procedura powołania nowej osoby, złożenia odpowiednich dokumentów do sądu zajmie ok. 2 tygodni.

Prezes ujawnił też, że wejście do firmy drugiego wspólnika, Agencji Rozwoju Przemysłu, przeciąga się od kilku miesięcy. A właśnie to, według niego, pozwoli na uratowanie firmy, która nie jest dochodowa. Dodał, że w przyszłym roku, jeżeli, jak zaznaczył, firma będzie jeszcze istniała, czeka ją cięcie kosztów. Ze strony biura prasowego MS TFI Mars szczecińskie media otrzymały wówczas krótki komunikat: „Spółka ST3 Offshore w restrukturyzacji znajduje się w nie najlepszej sytuacji finansowej, co spowodowało, że w ostatnim czasie pensje pracowników, w tym lipcowa, wypłacane są w ratach. Zarząd i właściciele spółki pracują nad rozwiązaniem tej sytuacji. Problem z obecną wypłatą, wynikający w dużej mierze z reżimu finansowego, jaki nakłada proces restrukturyzacji firmy, powinien zostać rozwiązany w najbliższych tygodniach”. Potwierdzono też, że trwają prace nad wejściem do firmy ARP: „Od marca br. trwają rozmowy z agencją w sprawie transakcji przejęcia spółki i jej finansowego ustabilizowania. Ze względu na wyjątkowo skomplikowaną sytuację prawną i ekonomiczną, zakończenie transakcji planowane pierwotnie na czerwiec br. wydłużyło się i powinno nastąpić dopiero w najbliższych dniach”.

ST3 Offshore podlega Towarzystwu Funduszy Inwestycyjnych MARS. Obecnie w spółce pracuje ok. 450 osób. Oficjalnie firma nie informuje o swojej dramatycznej sytuacji. We wrześniu lokalne media podały, iż „balansująca na krawędzi upadłości spółka ST3 Offshore ogłosiła, że zbuduje 7 sekcji mostu, który zmontowany zostanie w Norwegii”. To nie oznacza ratunku dla firmy, która, by przetrwać, zaciąga właśnie kolejne pożyczki. Spółka natomiast w komunikacie poinformowała, że „zakład na Ostrowie Brdowskim realizuje kolejny kontrakt z zakresu wielkogabarytowych konstrukcji stalowych. To prawie kilometrowy most, który przetransportowany zostanie do Norwegii”.

Szczecińska firma jest podwykonawcą dla duńskiej Bladt Industries, która ma swój oddział w Szczecinie. Zgodnie z kontraktem, na Ostrowie Brdowskim powstać ma 7 sekcji mostu o łącznej długości 805 m, najcięższa z nich będzie ważyć 650 t. Po zakończeniu budowy sekcje mostu, w połowie przyszłego roku, mają zostać załadowane na 2 barki i przetransportowane do Norwegii. Wszystkie materiały do budowy mostu dostarcza zleceniodawca, bowiem ST3 Offshore nie ma żadnej możliwości zaciągnięcia kredytów na ich zakup.

Sytuacja jest poważna, wierzyciele fabryki czekają od 2 lat na decyzje sądowe. To problem 400 firm, którym szczecińska fabryka jest winna ok. 50 mln zł. Podczas zgromadzenia wierzycieli spółki, 12 czerwca br., doszło do przyjęcia przez nich układu, który musi zostać zatwierdzony przez sąd, którego pierwsze posiedzenie odbyło się 8 października. Wyniki postępowania nie zostały jednak podane do publicznej wiadomości.

Sytuację finansową spółki ratują wpłaty z funduszy powiązanych ze skarbem państwa TFI MARS i MARS Finance 1, a w maju br. z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Łącznie w I połowie br. ST3 Offshore pożyczyła 23,5 mln zł.

– Spółka zaciąga we wrześniu kolejne pożyczki na kwotę 2,5 mln zł i 1,1 mln zł – mówił na łamach „Gazety Wyborczej” P. Zbroja.

Tym samym pogłębia się stan zadłużenia. A jako że spółka nie płaci wynagrodzeń swoim pracownikom w terminie, to z zakładu, w ciągu ostatnich 2 miesięcy, odeszło kilkadziesiąt osób. Firma nie spłaca też bieżących zobowiązań (stan zadłużenia na koniec lipca br. to ponad 5,2 mln zł). Jej miesięczne koszty funkcjonowania to 3-4 mln zł, a musi ona produkować i istnieć przynajmniej do czerwca 2020 r., kiedy zamówienie na części norweskiego mostu zostanie ostatecznie zrealizowane. W tym czasie nie uzyskuje jednak żadnych przychodów. Rodzi się pytanie, jak ma normalnie funkcjonować, spłacać pożyczki, opłacać pracowników i pokrywać bieżące wydatki? Zwłaszcza że z powodu braku realizacji bieżących zobowiązań sąd może odmówić zatwierdzenia przyjętego przez wierzycieli układu.

Problemy finansowe ST3 Offshore nie są związane z dekoniunkturą, lecz niewłaściwym zarządzaniem – uważa mec. Zbroja.

Przy tym spółka musi utrzymać blisko 500-osobową załogę, bo to jeden z warunków dofinansowania unijnego (ponad 120 mln zł), jakie trafiło na budowę fabryki. Redukcja zatrudnienia grozi koniecznością zwrotu dotacji.

Sytuację szczecińskiej fabryki ocenił także pełnomocnik zarządu województwa zachodniopomorskiego Rafał Zahorski. Uważa on, że spółce potrzebny jest inwestor strategiczny.

Ale nie państwowy jak Orlen czy Lotos, lecz prywatny i to zagraniczny z branży offshore. Jest to zadanie niezwykle trudne, ale nie niemożliwe. Znalezienie inwestora to po prostu sprzedaż owych 80% udziałów TFI MARS (w najgorszym z wypadków) za przysłowiową złotówkę i danie szansy na naprawdę sytuacji przez prywatnego i mocnego finansowo gracza z rynku offshore – tłumaczy R. Zahorski.

Jego zdaniem w tej chwili europejski rynek inwestycji w offshore ma zamówienia na 300 do 400 fundamentów, które mogą zostać wykonane dla takich firm jak Dong Energy, Ørsted czy GeoSea. Bez znanej w tej branży marki, wiarygodności kredytowej i gwarancji finansowych – ST3 Offshore nie ma na co liczyć.

Więc co zrobić, aby produkcja związana z offshorem wróciła do ST3 Offshore? Należy firmę sprzedać komuś, kto te kontrakty ma, i kto po zakupie przekazałby część z nich swojej własnej spółce ze Szczecina – sugeruje R. Zahorski.