Arkadiusz AszykZ Arkadiuszem Aszykiem, prezesem Mostostalu Pomorze SA, rozmawia Piotr Frankowski.

– Pod koniec września br. odbył się załadunek elementów konstrukcji stalowych, które Mostostal Pomorze wykonał dla norweskiej firmy Aker Solutions. Spółka zaangażowana jest też we współpracę z Kværnerem i prace na rzecz projektu Johan Sverdrup, czyli jednego z największych pól naftowych na norweskim szelfie kontynentalnym na Morzu Północnym. Jak wygląda realizacja tych kontraktów?

– W związku z tym, że jesteśmy obecni na rynku offshore od ponad 20 lat, to nasi klienci, w tym przypadku norweskie firmy Aker czy Kværner, ale również inne podmioty z tego sektora, zwracają się do nas z zapytaniem, czy będziemy w stanie zrealizować konkretny projekt. Wiedzą, że wykonamy takie zlecenie, bo mamy bardzo dobre referencje. Ostatnio przekazaliśmy naszemu klientowi, firmie Aker, moduły dla konstrukcji Northern Lights Subsea, czyli projektu związanego z przechowywaniem pod dnem morskim CO2. Ponadto wysłaliśmy także konstrukcje stalowe stanowiące elementy platformy w ramach projektu Troll Phase. Jak pan wspomniał, jesteśmy również zaangażowani w prace na rzecz złoża Johan Sverdrup, gdzie wykonujemy konstrukcje stalowe modułów platformy.

Generalnie na rynku offshore, na którym funkcjonujemy, mamy do czynienia ze stałą kooperacją z partnerami norweskimi, którzy w dużej mierze realizują zlecenia dla norweskiego koncernu Equinor. W mojej opinii w Polsce są tylko 3 firmy, które są w stanie wykonać tak duże konstrukcje stalowe, jakie zamawiają Norwegowie. Ponadto są oni bardzo wymagający, jeśli chodzi o jakość wykonania i terminowość, oraz mają bardzo rygorystyczne zasady np. w zakresie BHP, których przestrzegają i oczekują, że będą ich przestrzegali także ich partnerzy. To kluczowe czynniki, które decydują o nawiązaniu współpracy. Dlatego projekty trafiają tylko do firm, które są w stanie je spełnić.

– Czy projekty, o których pan wspominał, zostały już zakończone?

– Nie zostały zakończone, cały czas je realizujemy. Konstrukcje wykonywane są w modułach i poszczególne elementy wysyłane są do odbiorcy. Ostatnio ich załadunek odbywał się na nabrzeżu Pięciu Gwizdków i na nabrzeżu Wiślanym. Ponadto większe elementy są tam również składane w całość i malowane. Nabrzeża, na które trafiają konstrukcje, to dwie z czterech lokalizacji, w których działamy. Główny zakład produkcyjny mieści się w sąsiedztwie portu w Gdańsku, a drugi wynajmujemy od Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na terenie wyspy Ostrów.

– W jakie przedsięwzięcia w zakresie projektów morskich jesteście jeszcze zaangażowani?

– Przede wszystkim są to kontrakty na budowę trafostacji dla morskich elektrowni wiatrowych, w których jesteśmy liderem na polskim rynku, oraz elementy subsea, czyli specjalistyczne konstrukcje trafiające na dno morza. Tego typu elementy wykonujemy dla naszych stałych norweskich partnerów.

– Czy zajmujecie się także projektami lądowymi?

– Chociaż nie jest to nasz core business, czasem budujemy mosty. Zlecenia lądowe wykonujemy głównie w okresie, kiedy mamy mniej pracy przy realizacji projektów morskich. Ponadto już niemal od 20 lat jesteśmy zaangażowani we współpracę z Grupą Lotos, głównie przy remontach wykonywanych co 4 lata w gdańskiej rafinerii. Ostatnio braliśmy udział w realizacji projektu EFRA, mającego na celu usprawnienie i unowocześnienie przerobu ropy w Gdańsku. Realizujemy także kontrakty na budowę różnego rodzaju dźwigów i suwnic.

– Rozumiem więc, że zdecydowanie dominuje aktywność morska.

– Zdecydowanie tak. Naszym największym aktywem w tym zakresie są nabrzeża, które możemy wykorzystać do budowy dużych konstrukcji stalowych, o wadze ok. 1000 t, i to jest naszą główną przewagą rynkową. W środkowej czy południowej Polsce działają różne firmy wykonujące elementy stalowe, ale później muszą je w jakiś sposób dostarczyć do klienta, czy to koleją, czy transportem drogowym. A jest to trudne zadanie. Dlatego, aby realizować duże projekty, trzeba być zlokalizowanym nad morzem.

– Jak więc wygląda konkurencja na polskim rynku?

– Nie jest to duży rynek, aczkolwiek firm wykonujących konstrukcje stalowe jest sporo. Jednak te największe konstrukcje, jak wspominałem, muszą być budowane nad wodą, bo nikt nie przewiezie np. z południa Polski trafostacji o wadze 900 t. Eliminacja jest więc naturalna. Drugim czynnikiem jest doświadczenie i zaufanie kontrahentów, a jak wspominałem, ma ją zaledwie kilka firm, które są w stanie produkować największe elementy stalowe i dostarczać je drogą morską. Oczywiście na co dzień są to nasi konkurenci, ale kiedy pojawia się norweski projekt, to zazwyczaj jest tak duży, że żadna z naszych firm nie jest w stanie wykonać go samodzielnie. Skoro przedsięwzięcie wymaga np. prefabrykacji 3 tys. t stali, w krótkim okresie czasu, to każda z firm dostanie jakąś część tego zlecenia. Chociaż trzeba przyznać, że Norwegowie też zaczynają zauważać, że koszty pracy w Polsce rosną i np. jedna z norweskich firm, która była obecna na naszym rynku, zbudowała swoja fabrykę w Tajlandii. Moim zdaniem decydenci w Norwegii bez entuzjazmu patrzą na takie przedsięwzięcia, gdyż dla nich naturalnym obszarem działania jest Europa, a głównie Norwegia i Polska. Dlatego nie traktują nas jako podwykonawców, ale raczej partnerów, z którymi wspólnie realizują projekty.

– Jeszcze niedawno branża offshore borykała się z kryzysem, który w efekcie odczuły także polskie firmy zaangażowane we współpracę przede wszystkim z Norwegami. Jak obecnie ocenia pan ten rynek?

– Na rynku offshore panuje cykliczność. Są okresy, kiedy mamy do wykonania bardzo dużo projektów, jak w bieżącym roku, ale już widzimy, że w 2020 r. będzie ich mniej. Partnerzy norwescy muszą zmontować i wyposażyć wszystkie dostarczone przez nas moduły w całość. Na to potrzeba czasu i w tym okresie obserwujemy mniej zleceń na rynku. Trwa to od kilku do kilkunastu miesięcy i wtedy musimy zabiegać o zlecenia z innych sektorów rynku konstrukcji stalowych, np. mostów czy trafostacji. Jest to też rynek bardzo wymagający i trudno znaleźć się na nim nowym podmiotom. Mamy tę zaletę, że już na nim jesteśmy i dysponujemy bardzo dużym doświadczeniem, a przede wszystkim zaufaniem naszych klientów.

Ale faktycznie jeszcze kilka lat temu mieliśmy do czynienia z kryzysem w branży offshore, co skutkowało wstrzymaniem niektórych projektów czy wyłączeniem z eksploatacji setek statków. Jednak obecnie rynek się już odbudował. Jak wiadomo, jest on powiązany z ceną ropy. Jeśli jest ona w granicach 50-60 USD za baryłkę, w przypadku większości eksploatowanych obecnie pół naftowych oznacza to funkcjonowanie powyżej progu opłacalności. Mówię o projektach realizowanych w Europie czy Zatoce Meksykańskiej. Rynek się rozwija, a koncerny naftowe, np. Equinor, otwierają nowe przedsięwzięcia czy modyfikują już istniejące. Sytuacja jest więc stabilna. Jeśli jednak cena ropy znacznie spadnie, pojawią się problemy, ale wtedy odczuje je cały świat. Obecnie zawirowania geopolityczne, np. wojna handlowa między USA i Chinami czy niepokój na Bliskim Wschodzie, sprawiają, że cena ropy raczej nie będzie spadała, a wprost przeciwnie – może wzrastać. Ale pojawia się pytanie o zapotrzebowanie na ropę w przyszłości. Jeżeli mówimy o wprowadzaniu silników na paliwa alternatywne, eliminowaniu diesla czy rosnącej liczbie napędów elektrycznych, to cały popyt na paliwa kopalne, np. ze strony branży automotive, będzie znacząco spadał. Szacuje się jedynie, że w ciągu najbliższych 10 lat wzrośnie zapotrzebowanie na ropę ze strony lotnictwa. Jednak według przewidywań analityków popyt na ropę będzie rósł tylko do 2025 r., by później zacząć spadać. Wzrośnie za to zapotrzebowanie na energetykę odnawialną, czyli wiatrową i fotowoltaikę.

– W przypadku energetyki wiatrowej jesteście już zaangażowani w działania na jej rzecz, jak budowa trafostacji.

– Generalnie duże koncerny już teraz zaczynają dostosowywać się do zmieniającej się rzeczywistości. Przykładem może być właśnie Equinor, który zmienił nazwę i logo, aby nie być już Statoil i nie kojarzyć się wyłącznie z ropą naftową i gazem. Koncern nabył nawet 50% udziałów w polskiej spółce Polenergia, która ma budować morskie elektrownie wiatrowe na Bałtyku, oraz coraz mocniej wchodzi w inne projekty wiatrowe. Chce zaistnieć jako globalna firma energetyczna i nie być kojarzony tylko i wyłącznie z ropą, bo za 10 lat rzeczywistość energetyczna będzie zupełnie inna. I tą inną rzeczywistość w dużej mierze będzie kreowała właśnie morska energetyka wiatrowa. Farmy na lądzie wzbudzają coraz więcej protestów, za którymi idą regulacje zaostrzające zasady ich lokalizacji. Poza tym na morzu można liczyć na znacznie lepsze wykorzystanie efektywności pracy farm wiatrowych. Jest ono na poziomie 60%-70% ich potencjału, podczas gdy na lądzie to zaledwie 40%-50%. Więc i efekty takiej inwestycji mogą być znacznie lepsze. Obecnie liderem morskiej energetyki wiatrowej jest Wielka Brytania, a my czekamy kiedy ruszą polskie projekty w tym zakresie.

– Jak przygotowujecie się do tych polskich projektów?

– Jesteśmy członkiem Polskiego Stowarzyszenia Morskiej Energetyki Wiatrowej i uczestniczymy w różnych debatach i konferencjach na ten temat. A ponadto już teraz jesteśmy gotowi na te inwestycje. Specjalizujemy się w trafostacjach, których do tej pory zrobiliśmy 9, a nasz największy konkurent 2. Zakładamy, że kiedy ruszy budowa morskich farm wiatrowych w Polsce potrzebnych będzie kilka, albo nawet kilkanaście tego typu urządzeń, więc mamy perspektywy pracy na najbliższe kilka lat. Ale zwróćmy też uwagę, że duża część innych elementów morskich elektrowni może powstać w Polsce, np. jackupy, turbiny, gondole czy wieże.

– Do Gdyni przypłynął niedawno rekordowy transport elementów farm z Chin. Czy w efekcie nie okaże się, że części polskich wiatraków również powstaną w Chinach, a nie w rodzimych zakładach?

– Jest takie ryzyko, ale myślę, że odpowiednie przepisy regulujące te inwestycje będą zawierały zapisy dotyczące local content, czyli dostaw od lokalnych producentów. Inwestorzy będą musieli więc zamawiać w Polsce odpowiednią liczbę elementów do budowy morskich farm wiatrowych. Gdyby regulacje były bardzo otwarte, to faktycznie można byłoby obawiać się, że wszystko przypłynie z Chin, ale pamiętajmy, że produkcja tam staje się coraz droższa, a transport z Azji to spory koszt. Proszę też zwrócić uwagę na inwestorów zainteresowanych budową farm. Mamy prywatną spółkę Polenergia oraz firmy państwowe PGE i PKN Orlen. Trudno sobie wyobrazić, aby państwowy podmiot nie zamówił wież w polskiej spółce, a np. u producenta w Chinach. Dlatego myślę, że komponenty do budowy naszych elektrowni wiatrowych powstaną w Polsce.

– Jakie plany na najbliższą przyszłość ma Mostostal Pomorze? Szczególnie biorąc pod uwagę cykliczność rynku offshore, o której pan mówił.

– Wiosną przyszłego roku zakończymy realizowane obecnie kontrakty dla naszych norweskich partnerów. Następnie w planach mamy budowę 2 trafostacji, na temat których prowadzimy rozmowy. Ponadto rozmawiamy o kilku konstrukcjach mostów dla klientów zagranicznych. W drugiej połowie 2020 r. prawdopodobnie będziemy realizować kolejne projekty offshore. W najbliższych miesiącach sfinalizujemy też zakup nowej nieruchomości, która pozwoli nam zwiększyć zdolności produkcyjne. Inwestujemy również w nowoczesny park maszynowy, dzięki któremu staniemy się jeszcze bardziej konkurencyjni.

– Dziękuję za rozmowę.