Odbudowa polskiej bandery jest obecnie przedmiotem dyskusji oraz licznych publikacji na ten temat, które niestety są w wielu przypadkach oderwane od realiów polskiego obrotu prawnego. Na pocztek trzeba zastanowić się nad jedną zasadniczą kwestią, tzn. jaki faktycznie cel chcemy osiągnąć? Czy nowy rejestr polskiej bandery ma być nowoczesną alternatywą dla armatorów z całego świata, która będzie na tyle konkurencyjna na rynku, że przyciągnie zagraniczne przedsiębiorstwa żeglugowe? Czy może ma być „odbudowany” w dużej mierze „na papierze” i wykorzystywany tylko do niekomercyjnych rejestracji nielicznych jednostek w większości zarządzanych przez armatorów w taki czy inny sposób powiązanych ze Skarbem Państwa?

Sprawa jest w sumie prosta. Jeżeli rejestr polskiej bandery nie przedstawi atrakcyjniejszej oferty dla armatora niż inne rejestry, to tak naprawdę nic się nie zmieni i dalej nieliczne statki będą rejestrowane pod polską banderą. Niestety, śledząc ostatnie projekty i działania polskiego ustawodawcy oraz kierunki dyskusji w temacie odbudowy polskiej bandery, można odnieść wrażenie, że jednak bliżej Polsce do realizacji drugiej opcji, w której pozornie „odbuduje” się polską banderę, ale rynkowo nie będzie miało to żadnego znaczenia.

Punkt wyjścia

Polska jest niestety państwem, które mimo długich tradycji morskich nie potrafi w pełni wykorzystać potencjału tkwiącego w dostępie do morza. Jedna z kluczowych sfer, która została przez lata zaniedbana, to właśnie rejestr polskiej bandery, który jest tak archaicznie uregulowany, że w żegludze międzynarodowej ma znaczenie marginalne. Wszelkie analizy, które miałem okazję przygotowywać dla zagranicznych armatorów w zakresie ewentualnej rejestracji statku pod polską banderą lub jego przeflagowania pod polską banderę, są po prostu druzgocące i skrajnie niekorzystne dla naszego rodzimego rejestru. Sytuacji nie poprawia również to, że w dalszym ciągu nie posiadamy Straży Wybrzeża. Kwestie, które przede wszystkim zniechęcają zagranicznych armatorów, to horrendalne koszty utrzymania załogi, nawet 9 razy wyższe niż w rejestrach tak zwanych „wygodnych bander”, które wbrew mniemaniu wielu osób wcale nie są rejestrami niebezpiecznymi.

Kolejne zagadnienie, które stwarza ogromny problem dla zagranicznych armatorów, to niepewność prawna z uwagi na niepokojącą tendencję tworzenia złego prawa, częstych zmian prawa i chaos interpretacyjny w Polsce. Często, oceniając różne projekty biznesowe, nie sposób rzetelnie określić ryzyka prawne, które mogą pojawić się na przestrzeni kilku lat w Polsce (szczególnie w zakresie podatkowym). Armator, zamierzając zarejestrować statek pod polską banderą, będzie chciał poruszać się w bezpiecznym i stabilnym środowisku prawnym, co w przedbiegach wyklucza Polskę.

Kwestie podatkowe dotyczące właśnie polskich marynarzy są tego najlepszym przykładem. Co ciekawe, liczne patologie polskiego systemu prawnego tylko się pogłębiają, np. sprawa ulgi abolicyjnej dla marynarzy pracujących dla armatorów z krajów, z którymi Polska nie ma umowy o UPO (np. Brazylii), gdzie na przestrzeni ostatnich kilku lat doszło co najmniej pięciokrotnie do zmiany linii interpretacyjnej i wbrew przepisom wszelkie wątpliwości rozstrzyga się na niekorzyść podatnika.

Kolejnym przykładem jest obecna nagonka Izby Skarbowej w Gdańsku poszukującej wszelkich argumentów ku temu, żeby bezzasadnie odmówić ulgi abolicyjnej polskim marynarzom pracującym u armatorów norweskich lub singapurskich w latach 2014-2015. Działanie to jest działaniem systemowym i ukierunkowanym na pobór podatku poprzez bezprawne podważenie wszelkich możliwych przesłanek w tym zakresie, nawet gdy marynarz dysponuje wszystkimi niezbędnymi dokumentami i decyzjami lub interpretacjami organów podatkowych potwierdzających ww. prawo do ulgi abolicyjnej.

Armator planujący rejestrację statku pod polską banderą nie ma żadnej gwarancji, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych lub dany Urząd Skarbowy nie stwierdzi, któregoś dnia, że jednak przepis brzmi inaczej niż jego literalne brzmienie lub doda do przepisu jakieś nieistniejące przesłanki, kreując tym samym tytuł do dodatkowych obciążeń publicznoprawnych, co przełoży się na bardzo duże i nieoczekiwane koszty po stronie armatora i załogi. Armator nie jest zainteresowany walką o swoje prawa przez najbliższe kilka lub kilkanaście lat w sądach administracyjnych. Właśnie takie praktyki i właśnie ta specyfika polskiego systemu prawnego powodują, że każdy rozsądny zagraniczny lub polski armator będzie poszukiwał dużo bardziej przyjaznego rejestru dla niego i jego załogi.

Co ciekawe, w różnych dyskusjach ciągle mówi się o rejestrze polskiej bandery jako jednolitym tworze, często zapominając o tym, że statki pod polską banderą są rejestrowane zarówno przez izby morskie jak i urzędy morskie, co tworzy zastanawiający dualizm. Wszelkie procedury rejestracji statku pod polską banderą są zbyt zawiłe dla zagranicznych armatorów i co gorsza skutki ewentualnej rejestracji statku pod polską banderą są po prostu niejasne. Kosmetyczne zmiany prawne, które są obecnie planowane, z pewnością tego nie zmienią.

Profesjonalnie, szybko i życzliwie

W mojej ocenie dziś polscy urzędnicy m.in Urzędów Skarbowych, Zakładów Ubezpieczeń Społecznych i Urzędów Morskich nie są mentalnie gotowi, aby sprostać oczekiwaniom zagranicznych armatorów ewentualnie skłonnych rejestrować statki pod polską banderą. Urzędnicy ci nie posiadają odpowiedniego doświadczenia i przeszkolenia, które gwarantowałoby bezpieczne rejestrowanie oraz eksploatowanie statków pod polską banderą. Armator nie może być traktowany jak niechciany petent, który musi się naprawdę postarać, żeby aparat urzędniczy łaskawie wydał stosowne dokumenty lub udzielił niezbędnych informacji. Administracja morska, która zostałaby powołana do tej roli, musi zdawać sobie sprawę, że obsługa armatora chcącego zarejestrować statek pod polską banderą powinna przebiegać szybko, sprawnie i bez zbędnego komplikowania postępowania.

Każdy nawet najprostszy lub najkorzystniejszy polski przepis, z którego będzie chciał wywodzić swoje uprawnienia armator lub marynarz w związku z pracą na statku pod polską banderą, będzie niestety konfrontowany z praktyką jego stosowania. Taka sytuacja nieuchronnie doprowadzi do urzędniczej interpretacji tego przepisu, która w Polsce jest z reguły dowolna, niejednolita i w wielu sytuacjach zaskakująco niekorzystna dla zainteresowanego. Warto również zaznaczyć, że sytuacji nie poprawia faktyczna bezkarność polskich urzędników.

„Zwolnienie” PIT dla marynarzy?

W polskim systemie podatkowym od 1 stycznia br. pojawiło się „zwolnienie” z PIT dla marynarzy, które miało być rzekomo zachętą do rejestrowania statków pod polską banderą. Niestety jakość legislacyjna tego przepisu jest tak niska, że skorzysta z niego niewielu marynarzy. Marynarze i tak są w większości zwolnieni z płacenia podatku na kanwie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania lub w oparciu o ulgę abolicyjną. Z regulacji tej wyłączono wszystkie statki specjalistyczne i offshore, wprowadzono bardzo zawężające definicje żeglugi międzynarodowej oraz przewozu ładunku lub pasażerów. Cały model oparto o bardzo szczegółowe przesłanki i o jeden dokument, którego większość armatorów lub agencji po prostu nie wystawi marynarzowi (zaświadczenie o zatrudnieniu). Jeżeli tak mają być konstruowane przepisy dotyczące polskiej bandery, to możemy zapomnieć o jakiekolwiek komercyjnej „reaktywacji” polskiej bandery.

Warto też pamiętać, że wyrok TSUE z 8 maja 2019 r. rozstrzygnął bardzo ważną kwestię dla marynarzy mieszkających na terenie któregoś państwa członkowskiego, którzy pracują na statkach armatorów unijnych, spoza Unii Europejskiej i pod banderami również spoza UE. Trybunał uznał, że właściwym dla marynarza systemem zabezpieczenia społecznego jest system państwa jego zamieszkania. W licznych opracowaniach ten wyrok jest przywoływany jako przyczynek do tego, aby poprawić konkurencyjność polskiej bandery, która przecież jest banderą unijną, a wyrok ten dotyczy zupełnie innej sytuacji, tj. pracy pod banderami nieunijnymi. Niemniej jednak warto na tym przykładzie pokazać, jak przebiega w Polsce „rozumowanie”, jeśli chodzi o kwestie morskie.

W tej sprawie pojawiło się kilka pomysłów/projektów mających być propozycją implementacji ww. wyroku w polskim systemie zabezpieczeń społecznych. Przykładowo, całkiem niedawno Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach implementacji orzeczenia Trybunału zaproponowało, aby polscy marynarze, zamieszkali w Polsce i wykonujący pracę na pokładzie statku pod banderą państwa trzeciego (spoza UE) na rzecz pracodawcy unijnego, podlegali ustawodawstwu polskiemu i byli objęci obowiązkiem ubezpieczenia społecznego na zasadach ogólnych, tzn. od pensji brutto (sic!). W wizji ministerstwa obowiązek ubezpieczenia społecznego w stosunku do marynarzy powinien mieć zastosowanie od 8 maja 2019 r., tj. od dnia ogłoszenia wyroku, który jest jednocześnie datą uzyskania przez niego mocy wiążącej. Pomysł zwierał jeszcze postulat, że to unijny armator powinien te składki odprowadzać w polskim systemie po uprzedniej rejestracji. Z jednej strony mówi się o odbudowie polskiej bandery, a z drugiej strony pojawiają się takie kuriozalne propozycje.

Podsumowanie

W mojej ocenie żaden z obecnych projektów odbudowy polskiej bandery nie zachęci armatorów do rejestracji pod nią statków. Stan obecny, jeśli chodzi o polską banderę, jest wręcz katastrofalny. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że należy stworzyć całkowicie nową procedurę rejestracji statków i całkowicie nową administrację morską polskiej bandery, która będzie jednoczyć w swojej strukturze i kompetencjach wszystkie organy administracji publicznej „polskiej bandery”, tj. sprawy podatkowe, sprawy ubezpieczeniowe, rejestrowe, klasyfikacyjne, inspekcyjne. Najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie całkowicie nowego, nowoczesnego drugiego rejestru polskiej bandery, który będzie działał w oparciu o standardy międzynarodowe, a nie archaiczne wspomnienia polskiej „potęgi” morskiej.

Mateusz Romowicz
radca prawny
Kancelaria Radcy Prawnego
Legal Consulting – Mateusz Romowicz