Przestrzelona inwestycja

W nowy, 2020 r. ST3 Offshore, fabryka elementów morskich elektrowni wiatrowych zlokalizowana w Szczecinie na Ostrowie Brdowskim, weszła z informacją o rozpoczęciu procesu upadłości. Przedsiębiorstwo zostało pozbawione możliwości realizowania układu z wierzycielami. Na początku 3 stycznia br. kierownictwo fabryki przekazało komunikat: „W związku z utratą możliwości pozyskania środków zewnętrznych oraz wobec braku własnych rezerw finansowych, niezbędnych do zakończenia postępowania restrukturyzacyjnego, zarząd ST3 Offshore Sp. z o.o. w restrukturyzacji – zdecydował o złożeniu do sądu wniosków o umorzenie postępowania restrukturyzacyjnego i ogłoszenie upadłości. Do czasu rozstrzygnięcia przez sąd złożonych wniosków spółka kontynuuje bieżącą działalność operacyjną. Wynagrodzenia dla pracowników za grudzień 2019 r. zostały wypłacone”.

Nieuchronny upadek

Przyczyną tej decyzji były jesienne postanowienia sądowe blokujące spółce możliwość zaciągania kredytów czy też ubiegania się o pożyczki na spłatę wierzycieli, z którymi zawarła układy. Firma straciła w ten sposób możliwość pozytywnego zakończenia procesu restrukturyzacji. Jeśli do tego dodamy brak kontraktów i właściwie zerowe perspektywy ich uzyskania oraz wycofanie się inwestora strategicznego – fabryka na Ostrowie Brdowskim praktycznie nie ma żadnych szans na normalne funkcjonowanie. Jest zadłużona, nie ma pieniędzy ani możliwości ich pożyczenia, na produkcji też nic nie zarobi, bo nie ma co produkować i sprzedawać. Smutny los nietrafionej inwestycji.

Wierzyciele w 2017 r. zgodzili się na warunkową sprzedaż przedsiębiorstwa, ale decyzje sądowe zablokowały ten proces. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum (Wydział XII Gospodarczy) 26-27 listopada ub.r. uchylił uchwałę Rady Wierzycieli, którym spółka była winna prawie 35 mln zł. ST3 Offshore złożyło zażalenie na decyzję sądu, ale do końca roku nie uzyskało prawomocnego postanowienia sądu o podtrzymaniu lub uchyleniu uchwał Rady Wierzycieli i tym samym straciła możliwość uzyskania finansowej pomocy z zewnątrz. Tak skończył się szczeciński sen o potędze na rynku offshore.

Po 2 tygodniach okazało się, że zarząd ST3 Offshore chce sprzedać fabrykę, zaś Ministerstwo Aktywów Państwowych pragnie ją wydzierżawić, by zatrudnieni w niej ludzie mieli pracę. Jak poinformowała Bogna Bartkiewicz, odpowiedzialna w firmie za kontakt z mediami, fabryka prowadzi bieżącą działalność, realizując wcześniej zawarte kontrakty według ustalonego harmonogramu.

Posiedzenie sądu w Szczecinie w sprawie rozpoznania wniosku o umorzenie postępowania restrukturyzacyjnego odbędzie się pod koniec lutego 2020 r. – tłumaczy. – Spółka czeka także na wyznaczenie przez sąd terminu rozpoznania wniosku o ogłoszenie upadłości.

Zarząd przedsiębiorstwa liczy na to, że znajdzie się chętny na jego kupno. Ale to wcale nie takie proste. Obecnie nie można już sprzedać fabryki. Zdaniem mec. Patryka Zbroi, zajmującego się obsługą prawną przedsiębiorstw z branży morskiej, po wszczęciu postępowania upadłości na sprzedaż fabryki będzie musiał zgodę wydać syndyk. Jego zdaniem zarząd fabryki mógł starania dotyczące jej sprzedaży podjąć dużo wcześniej.

Z kolei plany ministerialne są nieco inne. Resort aktywów państwowych chce uratować fabrykę, chociaż, jak przyznaje, jest ona w fatalnej kondycji finansowej. Wiceminister Zbigniew Gryglas na antenie Radia Maryja stwierdził, że zaważyły na tym decyzje z przeszłości. Według niego pierwszy kontrakt przyniósł stratę 10 mln zł. Poza tym fabryka „nie jest w stanie wykonać niektórych, największych zamówień ze względu na park maszynowy”. Wiceminister Gryglas przyznaje jednak, że sąd nie wydał zgody na kupno fabryki przez Agencję Rozwoju Przemysłu, która jest obecnie operatorem podmiotów Skarbu Państwa. Winę za to, jego zdaniem, ponosi brak konsensusu wobec tego pomysłu. Obecnie jego resort chce, by jeden z podmiotów zależnych od Skarbu Państwa mógł wydzierżawić przedsiębiorstwo i kontynuować w nim działalność produkcyjną oraz utrzymać miejsca pracy. Jest to wprawdzie możliwe, ale dzierżawca musiałby mieć spory portfel zamówień, co nie jest takie pewne. Poza tym musiałby spłacić wierzycieli i zarabiać na siebie.

Pozostaje jeszcze kwestia unijnego dofinansowania, który uzyskała fabryka. Jego warunki zakładały m.in. działalność przez 5 lat i zapewnienie pracy dla 500 osób, co oznacza, że konieczne jest zatrudnienie jeszcze 200 kolejnych pracowników.

Mec. Zbroja jest sceptyczny wobec projektu resortu aktywów państwowych. Jak zdradza na łamach „Głosu Szczecińskiego”, jeśli dzierżawcą spółki ma być podmiot zależny od Skarbu Państwa, „to jest przypuszczenie, że za straty spółki zapłacimy my wszyscy z naszych podatków”.

Pomysł na offshorowy biznes

Pomysładowcą budowy szczecińskiego zakładu był niemiecki koncern Bilfinger, który do współpracy zaprosił polski państwowy Fundusz Inwestycyjny MARS. W 2012 r. powołano spółkę Bilfinger MARS Offshore, która przy wsparciu unijnych funduszy przysąpiła do budowy fabryki fundamentów morskich elektrowni wiatrowych. Późną jesienią 2015 r. firma uzyskała zgodę na użytkowanie obiektów, wybudowanych kosztem ponad 500 mln zł, z czego 123 mln zł stanowiło unijne wsparcie z Programu Operacyjnego „Innowacyjna gospodarka”. Dla potrzeb zakładu powstała m.in. stała przeprawa na wyspę, czyli most Brdowski. Na terenie fabryki zamontowano także największą w Europie suwnicę bramową, o wysokości 120 m i udźwigu do 1,4 tys. t. W listopadzie 2015 r. zakład rozpoczał produkcję 91 sztuk fundamentów elektrowni wiatrowych dla duńskiego koncernu energetycznego Dong Energy.

Sielanka nie trwała jednak długo. Jak się okazało, koncern Bilfinger, po podsumowaniu 2014 r., odnotował straty w wysokości 71 mln euro, co spowodowało wystawienie na sprzedaż wszystkich aktywów segmentu offshore, w tym też szczecińskiej fabryki. Koncern przestał się interesować tym rynkiem. W efekcie 4 sierpnia 2016 r. 62,5% udziałów w fabryce należące do koncernu Bilfinger zostaje sprzedanych, poprzez firmę Europoles, niemieckiemu funduszowi VTC z Monachium, a zakład zmieniła nazwę na ST3 Offshore. Koncern Bilfinger jednocześnie odsprzedał holenderskiej Van Oord Group udziały w montażu instalacji wiatrowych. Pozostałe 37,5% szczecińskiej fabryki pozostało w rękach funduszu MARS.

Rok później entuzjazm Europoles z powodu kupna udziałów w szczecińskiej fabryce opadł. Zamiast sukcesów – kłopoty. Latem 2017 r. media donosiły, że niemieckie kierownictwo porzuciło pracę w zarządzie spółki, a jeden z jego członków został zawieszony w czynnościach, pracownicy nie otrzymują wynagrodzenia, a spółka utraciła płynność finansową. Po raz pierwszy przed ST3 Offshore pojawiło się widmo upadłości. W zwiżku z tym fundusz MARS, należący już do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, wystąpił o restrukturyzację firmy. Szczecińska fabryka w tym czasie realizowała 2 kontrakty na zlecenia odbiorców w Danii i Belgii, która okazały się nierentowne. W rezultacie firma stała się niewypłacalna i w październiku 2017 r. zawarła porozumienie z właścicielami i klientami.

Pod polskim zarządem

Kolejną zmianą w działalności zakładu było przejęcie aktywów fabryki przez Polaków. Dotychczasowy mniejszościowy właściciel fundusz MARS objął w październiku 2017 r. 80% udziałów w spółce, i tym samym przejął nad nią pełną kontrolę. W wyniku negocjacji z Ørsted (dawniej Dong Energy), głównym zleceniodawcą firmy, zatwierdzony został nowy harmonogram realizacji kontraktu, a jego zakończenie zaplanowano na połowę 2018 r. Na jego podstawie ST3 Offshore ma sprawnie dokończyć kontrakt dla Dong Energy i zdobyć nowe zamówienia, a dotychczasowi wierzyciele zawarli ze spółką, pod nadzorem sądu, układ o postępowaniu restrukturyzacyjnym.

– Ważnymi przesłankami za podjęciem niniejszej decyzji inwestycyjnej było zadbanie o interesy należących do MARS spółek bezpośrednio sąsiadujących lub kooperujących z ST3 Offshore: MSR Gryfia, Szczecińskiego Parku Przemysłowego oraz Energomontażu Północ-Gdynia. Duże znaczenie miało również odzyskanie możliwości uregulowania zobowiązań wobec lokalnych szczecińskich podwykonawców, których działalność jest korzystna dla MSR Gryfii i SPP – czytamy w wydanym wtedy komunikacie.

W efekcie w 2018 r. szczecińska fabryka sfinansowała kontrakt na budowę fundamentów kratownicowych (jacketów) turbin wiatrowych dla farm stawianych na Morzu Północnym. Były to największe konstrukcje, ważące blisko 700 t, które kiedykolwiek wyprodukowano w Polsce.

Jednak pod koniec 2018 r. na rynku morskiej energetyki wiatrowej odnotowano zastój i spadek zamówień. Zarząd ST3 Offshore, mając świadomość, że duże kontrakty nie pojawią się tak szybko (być może dopiero w połowie 2019 r.), podpisał umowę na budowę 2 suwnic STS dla Konecranes. Łącznie powstać miało 6 tego typu konstrukcji w obrębie spółek zarządzanych przez fundusz MARS (Energomontaż Północ Gdynia i ST3 Offshore).

Jednak w 2019 r. szczecińska fabryka weszła ze skromnym portfelem zamówień, kłopotami finansowymi oraz bałaganem podległości. Na mocy umowy podpisanej między resortem obrony a Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej pod nadzór tego drugiego przyszła Stocznia Szczecińska i MSR Gryfia, lecz o dalszym losie ST3 Offshore bie wspomniano.

Natomiast po wyborach parlamentarnych w 2019 r. i reorganizacji rządu nadzór właścicielski nad szczecińską fabryką sprawuje Ministerstwo Aktywów Państwowych. Los szczecińskiej fabryki leży obecnie w rękach sądu, który zajmie się nią pod koniec lutego br.