Premia młodej gospodarki

– Obecny kryzys jest odmienny od tego, z którym mieliśmy do czynienia w latach 2007-2009, ale także od Wielkiego Kryzysu z lat 30. XX w. Tamte zaczynały się w sferze finansowej i za każdym razem zadawano sobie pytani, kiedy ten wstrząs finansowy uderzy w tzw. sferę realną, czyli w produkcję, transport, zatrudnienie, w to, co jest dotykalne w gospodarce. Natomiast tym razem kryzys uderzył bezpośrednio w sferę realną – mówi dr hab. Dariusz Filar, emerytowany prof. Uniwersytetu Gdańskiego i były członek Rady Polityki Pieniężnej NBP.

Dopiero teraz ekonomiści zaczynają zastanawiać się, jak będzie wyglądała sytuacja, gdy to sfera realna uderzy w sferę finansową. Na razie stało się to w niewielkim stopniu – ludzie zaczęli chorować, a w związku z tym nie było możliwości utrzymania, przy tych samych zasobach kadrowych, tego samego poziomu produkcji.

Spadła również dynamika kredytów. Z jednej strony kredytobiorcy stali się bardziej ostrożni, zastanawiając się, czy będą w stanie spłacać zobowiązania, z drugiej banki mają świadomość, że jakość kredytu może się szybko pogarszać i trzeba będzie tworzyć rezerwy. A bez finansowania bankowego gospodarka może mieć problemy z rozwojem. Problemy zaczynają odczuwać również finanse publiczne – Ministerstwo Finansów wskazuje, że przychody fiskalne są znacznie gorsze niż rok wcześniej, a potrzeba ratowania gospodarki wzmaga zadłużenie.

– Wchodzimy więc w fazę tzw. niskiego wzrostu i wysokiego długu, czyli bardzo dużego zadłużenia państw, przy bardzo niskim wzroście gospodarczym, czyli mówiąc po prostu, w fazę skromniejszego życia – dodaje D. Filar.

Mimo to Komisja Europejska uważa, że Polska będzie jednym z kilku unijnych państw, które najlepiej poradzą sobie z obecnym kryzysem. Przede wszystkim ze względu na strukturę naszej gospodarki, w ramach której jesteśmy głównie poddostawcami, a skutki kryzysu odczujemy nie tak silnie jak gospodarki rozwinięte. To tzw. premia młodej gospodarki (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 12/2020).