Ropa i gaz, czyli rok kryzysów i zmian

Rok 2020 dopiero w połowie, a już dostarczył nam potężnej dawki adrenaliny. Tak na scenie globalnej, jak i krajowej, tak w ropie naftowej, jak i w gazie ziemnym. Rzućmy tylko okiem na trzy przypadki – problemy z dostawami ropy do Polski, globalny naftowy kryzys i najciekawsze: odwrócenie się od rosyjskiego gazu. Co warte zauważenia, oznacza to zwrócenie się w stronę morza. Polskie porty mogą nieźle zarobić na procesie odchodzenia od rosyjskiej ropy. Proces ten trwa już od ponad 5 lat. Wcześniej udział rosyjskiej ropy w przerobie polskich rafinerii wynosił ok. 95%, czyli prawie całość, oprócz niewielkich ilości wydobycia krajowego i niezbędnego importu komponentów lżejszych od ropy Urals. Jednak w 2014 r. nastąpił przełom i zaczął się szybki spadek udziału rosyjskiej ropy w przerobie polskich rafinerii. W ubiegłym roku udział rosyjskiej Rebco (inaczej Urals) wyniósł jedynie 61,8% z przerobionych przez nie 27,2 mln t ropy (0,3 mln t więcej r/r). To dużo mniej niż jeszcze rok wcześniej, gdy wynosił on 68%. Wypchnięcie rosyjskiej ropy zapewniło dużo przestrzeni innym producentom. Miejsce to zajęła przede wszystkim ropa z Arabii Saudyjskiej (14%), ale także Nigerii (5%), USA (2,6%) czy Wielkiej Brytanii (2,4%). Z punktu widzenia gospodarki morskiej te nowe źródła mają potężną przewagę – import odbywa się morzem. Trend zwiększającego się importu ropy dla rafinerii widać jasno: jeszcze w 2010 r. było to 1,5 mln t ropy, w 2014 r. 5 mln t, by w 2019 r. dojść do prawie 16 mln t.

Z kolei 17 maja 2020 r. o godz. 8.00, zakończył się kontrakt z 1996 r. między EuRoPol Gazem a Gazpromem dotyczący przesyłu przez Polskę gazu ziemnego z Rosji do Niemiec. Był on drugim elementem „kontraktu stulecia”, uzupełniając umowę o dostawach gazu. Równoważył i zabezpieczał warunki dostaw, tworząc podwójny układ surowcowy, w którym Rosja miała mieć bezpieczny tranzyt, a Polska tani gaz. Jednak to już historia – Polska przestała być państwem tranzytowym między Rosją a Europą, zakończył się pewien etap w historii polskiego gazu.

Skutki tego odwrócenia się nadeszły natychmiast. Rosjanie po zakończeniu kontraktu wstrzymali przesył gazu tranzytem przez Polskę. Już w piątek 15 maja br. przesył zaczął spadać. Początkowo nieznacznie – ze zwykłego wcześniej poziomu 740 GWh dziennie na wyjściu w Mallnow, początkowo o kilka procent dziennie, by we wtorek 26 maja spaść praktycznie do zera. W tym czasie gaz do Polski (nie tranzytem) płynął normalnie – na wejściu w Kondratkach, gdzie zwykle wchodziło 920 GWh/d, dostawy spadły do 135 GWh we wtorek 26 maja. Import szedł też normalnie przez Drozdowicze, które codziennie odbierały z Ukrainy 57 GWh gazu. Z tego aż 43 GWh wracało od razu na Ukrainę przez Hermanowice.

Polska ma plany zastąpienia rosyjskiego gazu LNG gazem z Norwegii. Część polityków mówi o całkowitym wykluczeniu rosyjskiego gazu, inni bardziej dyplomatycznie mówią praktycznie to samo. To będzie ewenement na wzór Ukrainy. Najbliżej leżący geograficznie odbiorca największego dostawcy gazu do Europy odcina się od dostaw! Na Ukrainie jednak użytkują głównie gaz własnej produkcji, a ciągle spadająca konsumpcja wkrótce doprowadzi do tego, że własne wydobycie będzie zaspokajało potrzeby. Nie będzie problemu rosyjskiego gazu. Natomiast w Polsce gaz zastępuje węgiel i jego zużycie szybko rośnie, więc coś będzie musiało zastąpić rosyjski surowiec.

I wiadomo co. Kontrakty już podpisane: PGNiG na 20 lat zobowiązało się do zakupów prawie 12,5 mld m3 gazu rocznie. To ponad 60% naszych potrzeb. Dlatego rozwój gazoportu w Świnoujściu i plany pływającego terminalu w Gdańsku są szybko wdrażane w życie (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 13/2020).