Jak we wszystkich właściwie dziedzinach, tak i w kwestii inspekcji oraz przeglądów statków prowadzonych przez towarzystwa klasyfikacyjne pandemia koronawirusa spowodowała sporo zamieszenia. Z powodu lockdownu wszelkich rodzajów przemysłu, w tym także stoczniowego, w większości krajów (najwcześniej stało się to w Chinach) inspektorzy towarzystw nie mieli możliwości nie tylko wejść na jednostki, którym kończyły się certyfikaty, ale nawet dostać się do kraju, w którym dany statek przebywał.

W związku z nadzwyczajną sytuacją poszczególne piony Polskiego Rejestru Statków działały w sposób adekwatny do zaistniałej sytuacji. Biuro Certyfikacji Systemów Zarządzania PRS dopuściło możliwość zdalnego prowadzenia audytów w części, a także w całości. Według biura, „audyty zdalne możliwe są tam, gdzie pozwalają na to rozwiązania organizacyjne, zasoby ludzkie, narzędzia technologiczne i możliwości pełnego wykorzystania oraz gdzie taka forma prowadzenia oceny nie wpłynie na jej skuteczność”. W przypadkach jednak, gdy uznano, że audyt zdalny nie jest właściwy lub możliwy do zrealizowania, dopuszczono możliwość przesunięcia inspekcji przez pracowników towarzystwa, maksymalnie do 6 miesięcy od terminu wynikającego z cyklu certyfikacji. I taką właśnie ścieżkę wybrał PRS.

Jak mówi Piotr Tomczak, zastępca dyrektora okrętowego PRS, już w marcu zaistniały bardzo duże ograniczenia w możliwości dojazdu inspektorów na statki, problemy pojawiły się nawet w takich w miejscach, gdzie PRS ma swoich pracowników, bowiem z powodów bezpieczeństwa niektórzy armatorzy do minimum zmniejszyli transfer ludzi między brzegiem a statkiem. Problemy z przemieszczaniem do innych krajów mieli także podwykonawcy, niezbędni w trakcie wykonywania wielu przeglądów, którzy nie byli w stanie dostać się na jednostkę, na której miano dokonać inspekcji. W dodatku wiele stoczni nie było w stanie przyjmować zgłoszonych statków, bo ich działalność z powodu pandemii została praktycznie wstrzymana.

– Żeby uregulować kwestię inspekcji w tej nadzwyczajnej sytuacji, wszystkie administracje morskie zaczęły informować o sposobach postępowania w nowej sytuacji. Dotyczyło to także instytucji klasyfikacyjnych – tłumaczy P. Tomczak. – Zanim nowe, dostosowane do panujących uwarunkowań przepisy weszły w życie, PRS wdrożył własne procedury postępowania. Jeżeli statek miał określony termin przeglądu, a nasi inspektorzy nie byli w stanie go przeprowadzić, zbieraliśmy informację o stanie technicznym danej jednostki, bazując na informacjach własnych oraz informacjach uzyskanych ze statku, od jego kapitana. Jeżeli z informacji i oświadczeń wynikało, że stan statku jest zadowalający, wyrażaliśmy zgodę na przesunięcie terminu, w którym miało dojść do inspekcji.

Sposób postępowania, który zastosował PRS, został wkrótce sformalizowany, pojawiły się stosowne, tymczasowe przepisy Międzynarodowego Stowarzyszenia Towarzystw Klasyfikacyjnych (IACS) i Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO), w których zapisano właśnie możliwość przesunięcia przeglądów, których z powodu pandemii nie można wykonać w przepisowych terminach. Przepisy dopuściły zastosowanie sytuacji wyjątkowej, siły wyższej, która umożliwiała armatorowi kontynuowanie żeglugi z ważną klasą, nie dłużej niż trzy miesiące, do momentu dotarcia do miejsca, gdzie przegląd ten był w końcu dokonywany. Pomimo nadzwyczajnej sytuacji spowodowanej pandemią skala stosowania przesunięć terminów przeglądów nie była jednak znaczna i większość dużych przeglądów została wykonana w zaplanowanych terminach.

Obecnie nadal występują problemy z przemieszczaniem się inspektorów, ale ponieważ sytuacja jest w miarę unormowana, wszystkie przeglądy są wykonywane – mówi P. Tomczak. – Po okresie początkowego zamieszania i niepewności armatorzy wiedzą już, co robić. Na przygotowanie się do typowego przeglądu rocznego mają pół roku, to bardzo dużo czasu, żeby wszystko zorganizować i znaleźć lokalizację dogodną dla wszystkich.

Według pracowników PRS, kompleksowość przeglądów okresowych (odnowieniowych, pośrednich i rocznych) jest tak duża, że technicznie problematyczne jest dokonanie ich na odległość, w sposób zdalny.

Mówiąc o zdalnym świadczeniu usług należy wspomnieć o różnicy dotyczącej dwóch używanych terminów, a mianowicie „stosowania zdalnych technik inspekcyjnych” oraz „przeprowadzania inspekcji w sposób zdalny” – tłumaczy Leszek Pokora, dyrektor Pionu Nadzorów Przemysłowych PRS.

Stosowanie zdalnych technik inspekcyjnych przedstawia on na przykładzie usług świadczonych przez kierowany przez niego Pion Nadzorów Przemysłowych. Podlegli mu inspektorzy prowadzą nadzór nad stałymi platformami produkcyjnymi służącymi do wydobycia ropy naftowej, które znajdują się na Bałtyku, w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Platformy te posadowione są na dnie morskim na stałe i nie ma możliwości ich przetransportowania do stoczni, na suchy dok, w celu oględzin i prób podwodnej części konstrukcji. By dokonanać oceny technicznej podwodnej części konstrukcji, wykorzystuje się zdalne techniki inspekcyjne, polegające na zastosowaniu zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych ROV (remotely operated vehicle). Tego typu zdalne techniki są stosowane i akceptowane przez PRS od wielu lat.

Odmienną jednak sprawą jest wykonywanie inspekcji w sposób zdalny, to znaczy bez fizycznej obecności inspektora na inspekcjonowanym obiekcie. Zgoda na wykonanie czynności bez fizycznej obecności na obiekcie nie może wpływać na jakość wykonanej czynności, a tym samym mieć negatywnego przełożenia na bezpieczeństwo obiektu.

Okres pandemii COVID-19 nie uniemożliwił PRS wykonywania wymaganych czynności inspekcyjnych na nadzorowanych przez Pion Nadzorów Przemysłowych obiektach. Nadzory prowadzone są bowiem na terenie Polski – utrudnienia z transgranicznym przemieszczaniem się osób nie stanowią więc tutaj przeszkody. Wszystkie czynności wymagające obecności inspektora na obiekcie odbywały się w sposób identyczny jak przed okresem pandemii. W sposób zdalny świadczone były tylko te części usług, które nie wymagały fizycznej obecności na obiekcie, np. weryfikacja dokumentacji.

Mówiąc o możliwości wykonywania inspekcji w sposób zdalny, należy brać pod uwagę aspekty prawne. W większości przypadków prawo przewiduje wyłącznie fizyczne oględziny i udział w próbach. Wykonywane przez nas nadzory i wydawane na ich podstawie dokumenty służą administracji państwowej (Urzędowi Morskiemu, Urzędowi Żeglugi Śródlądowej, Urzędowi Górniczemu, Urzędowi Nadzoru Budowlanego), ubezpieczycielom, instytucjom finansowym, przez które są w pełni akceptowane – wyjaśnia dyrektor Pokora.

Dodaje, że jednym z przykładów na ostrożność regulatorów rynku jest fakt, że IMO do tej pory nie zgodziła się na całkowite zastąpienie przeglądów statków na doku przeglądami wykonywanymi przez nurka.

PRS wspiera stosowanie zdalnych technik inspekcyjnych, w tym również nowych technik dających możliwość uzyskania obrazów przestrzennych. Dziś zdalne techniki inspekcyjne pełnią rolę wspierającą pracę inspektora. Wraz z rozwojem technologii i usunięciem obecnie istniejących wad, techniki te staną się równoważne tym wykonywanym bezpośrednio przez inspektora – przekonuje L. Pokora.

Sytuacja związana z pandemią prawdopodobnie przyśpieszy procedury, skłoni ustawodawców do wdrożenia stosownych przepisów, które miałyby na większą, niż jest to obecnie, skalę włączyć w łańcuch przeglądów jednostek pływających przeglądy na odległość, z wykorzystaniem specjalistycznej techniki. Z pewnością jednak, twierdzą przedstawiciele PRS, nie może i nie będzie się to odbywać kosztem bezpieczeństwa.

Kreatywność w nowej sytuacji musiał natomiast wykazać Pion Szkoleń PRS. Jak mówi Kinga Lowińska-Neumann, dyrektor Pionu Szkoleń, COVID-19 dla obszaru szkoleniowego był trzęsieniem ziemi, wywracając kompletnie wszystko do góry nogami.

Zajmujemy się 3 typami szkoleń: szkoleniami na temat systemów zarządzania i przepisów Unii Europejskiej, szkoleniami dla armatorów oraz szkoleniami z techniki i technologii. Wcześniej prowadziliśmy je w formie tradycyjnej, a więc wszyscy uczestnicy spotykali się na sali. Na początku pandemii, w trosce o bezpieczeństwo naszych klientów i wykładowców musieliśmy zawiesić taką formułę i szukać alternatywy – tłumaczy K. Lowińska-Neumann.

Jak wyjaśnia, polskie towarzystwo klasyfikacyjne szybko zainwestowało w sprzęt, zbudowało chociażby studio nagrań, dzięki któremu wykładowcy łączą się zdalnie ze szkolonymi osobami. Podnoszą także e-kompetencje owych – posiadających wiedzę i doświadczenie, ale nie zawsze mających do czynienia z technikami wykładania na odległość – wykładowców, tak aby kursy nadal były atrakcyjne dla ich uczestników.

Jeżeli chodzi o również aktywne na polskim rynku towarzystwo DNV GL, to obecnie przeprowadza ono na odległość ponad ¼ przeglądów.

Korzystanie ze zdalnych inspekcji w praktyce oznacza, że jesteśmy w stanie ograniczyć niedogodności wynikające z zakazów podróży bądź kwarantanny naszych inspektorów. Armatorzy są w stanie otrzymywać natychmiast aktualizowane i weryfikowane certyfikaty elektroniczne, dzięki czemu ich kontakty z towarzystwem klasyfikacyjnym, rządem czy klientem są znacznie bardziej wydajne – wyjaśniał Knut Ørbeck-Nilssen, CEO w DNV GL – Maritime.

Towarzystwo chwali się, że przeprowadziło pierwszy na świecie podwodny, zdalny przegląd statku przy użyciu robota podwodnego (ROV). Badanie tej części kadłuba wykonano na 3 jednostkach norweskiego armatora Wilson ASA. Pierwszy zrealizowano na statku Wilson Fedje w grudniu ub.r., a ostatni w lipcu br. Pierwszy z wymienionych przeglądów realizował zdalnie inspektor z głównej siedziby DNV GL w Høvik, drugi – grecki inspektor znajdujący się w Pireusie za pośrednictwem cyfrowego hubu DNV GL DATE (Direct Access To Experts). Dla zapewnienia bezpiecznego transferu danych podczas zapisywania i udostępniania strumienia wideo ze zdalnej inspekcji wykorzystano internetową platformę branżową Veracity.

– Pandemia koronawirusa zmusiła nas do zwiększenia intensywności świadczenia usług zdalnych i mamy szczęście, że nasze długoletnie zaangażowanie w rozwój technologii cyfrowej sprawiło, że jesteśmy w stanie odpowiedzieć na potrzeby naszych klientów w tym trudnym dla wszystkich czasie – tłumaczył K. Ørbeck-Nilssen.

Warto dodać, że zarządzająca rejestrem liberyjskim organizacja Liberian International Ship & Corporate Registry (LISCR), zatwierdziła wykorzystanie technologii włoskiego towarzystwa klasyfikacyjnego RINA do inspekcji statków pływających pod liberyjską banderą. Jest bardzo prawdopodobne, że decyzja LISCR może zostać powielona przez inne organizacje. RINA rozpoczęło testowanie zdalnych inspekcji w ramach szerszej inicjatywy cyfryzacji towarzystwa klasyfikacyjnego już w maju 2019 r. Ich system zdalnych kontroli opiera się na intuicyjnej aplikacji mobilnej umożliwiającej przekazywanie obrazu i potrzebnych danych inspektorowi za pomocą mobilnych technologii cyfrowych. W inspekcjach tych wykorzystywane są proste techniki, takie jak transmisja online, nagrania wideo, a także drony. Na rozszerzenie zakresu swoich usług zdecydowało się także amerykańskie towarzystwo klasyfikacyjne American Bureau of Shipping (ABS). Oprócz inspekcji samego statku firma oferuje także kontrole wyposażenia okrętowego i materiałów używanych w produkcji stoczniowej.