Ostatnie tygodnie przyniosły wiele zdarzeń, mających wpływ na dalsza realizację kontrowersyjnego na gruncie politycznym gazociągu Nord Stream 2. Na początku października br. polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył miliardowe kary na rosyjską grupę Gazprom. Za zbudowanie gazociągu bez zgody polskiego organu ma on zapłacić 29 mld zł (ok. 6,5 mld euro). Pozostałych 5 partnerów finansowych, niemiecki Uniper, austriacka grupa OMV, niderlandzko-brytyjski Royal Dutch Shell, Engie, a także niemiecka Wintershall DEA, ma zapłacić w sumie 234 mln zł (ok. 52 mln euro). Prezes UOKiK nakazał także tym spółkom rozwiązanie umowy zawartej w celu finansowania Nord Stream 2. Mają na to 30 dni od otrzymania decyzji, zaś w przypadku zaskarżenia postanowienia do sądu – od jej uprawomocnienia. Spełnienie żądań Polski byłyby bez mała równoznaczne z rozwiązaniem austriackiej spółki Nord Stream 2 AG z międzynarodowym zarządem.

Gazprom oświadczył, że nie zgadza się ze stanowiskiem polskiego regulatora i decyzją o karze finansowej oraz zapowiedział odwołanie od decyzji UOKiK, bo jego zdaniem nie naruszył antymonopolowego prawodawstwa Polski, a zachowanie tego organu ocenia jako „chęć przejęcia jakiejkolwiek kontroli nad projektem o wartości 10 mld euro”. Zapowiedział też, że bez względu na okoliczności ma zamiar skończyć budowę gazociągu „w najszybszym możliwym, rozsądnym terminie”.

Niemiecki producent gazu i ropy Wintershall Dea analizuje decyzję UOKiK. Jak czytamy w oświadczeniu firmy: „Nie komentujemy toczącego się postępowania, ale zastrzegamy sobie prawo do podjęcia prawnych działań odwetowych”. Firma jest przekonana, że polski regulator antymonopolowy przyjmuje w tej sprawie nietypowe podejście, stosując szeroką i nieuzasadnioną interpretację pojęcia koncentracji. W podobnym duchu reaguje Shell, „Nie zgadzamy się z decyzją UOKiK. Obecnie analizujemy tę decyzję i określamy kolejne kroki”. Koncern poinformował, że jako jeden z wierzycieli projektu Nord Stream 2 prowadzi działalność zgodnie z prawem krajowym i międzynarodowym, w tym z przepisami antymonopolowymi. Inne spółki zajmują identyczne stanowiska. Oznacza to, że prawdopodobnie UOKIK będzie musiał zmierzyć się na drodze sądowej z solidną koalicją Gazpromu i czołowych europejskich koncernów naftowo-gazowych.

Tymczasem spółka Nord Stream AG, która jest głównym inwestorem gazociągu, posiada już wszystkie zezwolenia na jego budowę i eksploatację – 1 października br. otrzymała od Duńskiej Agencji Energii (DEA) zezwolenie na eksploatację gazociągu na duńskim szelfie kontynentalnym. Zostało ono wydane pod warunkiem spełnienia szeregu wymagań zapewniających bezpieczną eksploatację. Wskazuje m.in. na to, że korzystanie z gazociągu możliwe będzie dopiero po przetestowaniu co najmniej jednej z jego 2 linii. Wniosek o pozwolenie na eksploatację został złożony przez wykonawcę budowy jeszcze w listopadzie 2019 r. Do momentu wydania dokumentu prace musiały zostać przerwane, ponieważ brak zgody Danii na ułożenie rury na wodach będących pod jej kontrola uniemożliwiał dalsze prowadzenie inwestycji. Wydanie pozwolenia trwało rok i teoretycznie obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby wznowić budowę. Zezwolenia na Nord Stream 2 wydały bowiem już wszystkie kraje, przez których obszary morskie będzie dostarczany gaz z Rosji do Niemiec, czyli Finlandia, Szwecja i Dania. Szacuje się, że gazociąg jest gotowy w 94%, a do położenia pozostało ok. 160 km rur na wodach duńskich i niemieckich. Gotowa jest już stacja odbioru gazu w Lubminie koło Greifswaldu, zlokalizowana obok identycznego obiektu obsługującego Nord Stream 1.

Statki na pozycjach

Także 1 października br. rosyjski statek przystosowany do układania rur Akademik Cherskiy opuścił niemiecki Port Mukram i udał się w kierunku Kaliningradu. Jego powrót do Mukran, według systemu Myshiotracing, planowany jest na 8 maja przyszłego roku. Należy sądzić, że obecnie przechodził próby morskie, po których trafi na budowę gazociągu. Podczas kilkumiesięcznego pobytu w Niemczech jednostka została dodatkowo wyposażona i odpowiednio zmodernizowana.

Tymczasem, na miejsce Akademika Cherskiy’ego, 7 października zacumowały w Mukram 3 statki offshore wspomagające tego typu przedsięwzięcia: Finval, Umka i Erri. Pierwszy z nich jest najnowszą jednostką, która Rosjanie mają do dyspozycji, ponieważ weszła do eksploatacji latem br. Umka brała już udział w budowie Nord Stream, zaś Erri towarzyszył Akademikowi Cherskiy’emu na redzie w Kaliningradzie w maju, po przypłynięciu statku z Nachodki. Spółka Nord Stream 2 AG na doniesienia o relokacji wspomnianych statków odmówiła komentarza.

Port Mukran, będący hubem logistycznym inwestycji, nie jest przypadkowym punktem na mapie ruchu rosyjskich statków. Położony w najbardziej wysuniętym na wschód punkcie Niemiec, w pobliżu miasta Sassnitz, i jest jedynym portem w Europie Zachodniej z torami i urządzeniami przeładunkowymi przystosowanymi dla rosyjskich wagonów szerokotorowych. W czerwcu 2012 r. uruchomiono nawet prom kolejowy Ust-Ługa–Bałtijsk–Sassnitz/Mukran, z jednoczesnym rozmieszczeniem przedsiębiorstw na terenie portu zapewniających budowę rosyjsko-niemieckich gazociągów. Jedna z 3 tamtejszych fabryk pokrywa rury gazociągu specjalnym betonem.

Międzynarodowe wątpliwości

Polska nie jest jedynym przeciwnikiem budowy gazociągu Nord Stream 2. Projekt próbują zatrzymać USA, które grożą sankcjami, w tym m.in. na Port Mukran za udział w projekcie. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo podkreślił, że Waszyngton ma nadzieję, że gazociąg nie zostanie ukończony, a USA pracują nad stworzeniem koalicji, aby temu zapobiec. Oponentem jest także Ukraina. Jak podkreśliła Kirsten Westphal, analityczka z Niemieckiego Instytutu Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa (SWP), „wpływ na sytuację na Ukrainie to ciemna strona projektu Nord Stream 2”. O uwzględnienie interesów Ukrainy apelują także polskie władze.

Ambiwalentny stosunek do gazociągu mają także Niemcy. Z politycznego punktu widzenia jest on projektem, który może przysporzyć Berlinowi jedynie problemów i pogorszenie relacji z partnerami, natomiast z gospodarczego punktu widzenia jego ukończenia domaga się niemiecki biznes.

W ub.r. 11% energii elektrycznej w Niemczech pochodziło z gazu. W ciągu ostatnich kilku lat Niemcy zużywały od 85 mld m3 do 90 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Ok. 30% jest importowane z Rosji, ok. 30% z Norwegii i ok. 30% z Holandii. Reszta pochodzi ze źródeł wewnętrznych. Nie do końca jeszcze wiadomo, ile gazu Niemcy będą potrzebować w nadchodzących latach, ale nie ma wątpliwości, że w najbliższej przyszłości stanie się on podstawą produkcji niemieckiej energii, co jest konsekwencją planów dekarbonizacji gospodarki. Ponadto Niemcy planują w 2022 r. zamknąć swoją ostatnią elektrownię jądrową i zaprzestać produkcji energii elektrycznej z węgla do 2038 r. Według K. Westphal porzucenie Nord Stream 2 wprawdzie nie zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec, ale może pozbawić kraj elastyczności dostaw i podnieść ceny gazu.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek