Według analiz organizacji WindEurope cały potencjał energetyczny Bałtyku sięga 83 GW, a według ekspertyz Komisji Europejskiej – nawet 93,5 GW. Część z tej puli będzie udziałem polskich farm wiatrowych.

Program inwestycyjny w takim rozmiarze, w jakim przewidują go dokumenty kierunkowe dla polskiego sektora, to 11 GW przyznanych w drodze aukcji i w systemie przedaukcyjnym do 2027 r. Już mówi się o rewizji tej wartości, co jest związane ze wzrostem jednostkowej mocy najnowocześniejszych urządzeń, być może także udostępnieniem nowych obszarów pod farmy wiatrowe. Ostatecznie może więc być to nawet 15 GW do 2040 r. – wyjaśnia Jakub Budzyński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

W projekcie przygotowywanej właśnie ustawy offshore’owej znajduje się m.in. rozdział dotyczący systemu wsparcia dla projektów morskich farm wiatrowych o najwyższym stopniu zaawansowania, w trybie indywidualnej decyzji administracyjnej prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Jak mówi wiceprezes PTMEW, w tej chwili w Polsce sześć obecnie istniejących projektów morskich farm wiatrowych doszło do swego rodzaju ściany, jeżeli chodzi o dalszy rozwój. Bez wsparcia ze strony państwa, umożliwiającego realizację każdego z nich, inwestycje te nie będą mogły ruszyć dalej.

Obecnie jednak proces ten znacząco przyspieszył, ponieważ na poziomie KE zmienione zostały zasady pomocy publicznej dla tego typu projektów. Na nowych zasadach Polska może przyznać taką pomoc, podobnie jak pozostałe kraje UE, do czerwca 2021 r. A jeszcze wiosną br. sytuacja była zupełnie inna, bo wsparcie dla projektów offshore mogło zostać przyznane do końca grudnia 2022 r. Dlatego prace nad ustawą dotyczącą polskich farm wiatrowych przyspieszyły. Sam projekt ustawy miał trafić pod obrady sejmu pod koniec października. Tak się jednak nie stało i w tej chwili nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Przedstawiciele branży mają nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, tak aby na początku przyszłego roku, po podpisaniu jej przez prezydenta RP, ustawa mogła wejść w życie.

Przede wszystkim dokument umożliwia polskim inwestorom wejście w decydującą fazę projektów oraz zapewnia państwowe wsparcie. Wprawdzie nie rozwiązuje on kompleksowo wszystkich zagadnień związanych z realizacją projektów offshore wind (inwestorzy wciąż będą zmuszeni odnosić się do innych przepisów takich jak ustawa o obszarach morskich czy prawo energetyczne), ale reguluje najbardziej w tej chwili palące kwestie. Wydaje się też, że po stronie administracji rządowej jest wola, aby ustawę ulepszać w ramach kolejnych poprawek. Obecnie bowiem najważniejsze jest jej uchwalenie i wejście w życie.

Z kolei Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu, pełnomocnik rządu ds. OZE, poinformował, że w najbliższych tygodniach rząd zamierza wskazać lokalizację portu instalacyjnego, który będzie pracował na potrzeby morskiej energetyki wiatrowej. Do niedawna najczęściej wymieniany był w tym kontekście Port Gdynia. Jednak w niedawnym wywiadzie dla portalu biznes.interia.pl minister stwierdził, że prawdopodobnie taki terminal będzie portem zewnętrznym, nowobudowanym, przeznaczonym wyłącznie dla morskiej energetyki wiatrowej, umożliwiającym przeładunki ogromnych elementów instalacyjnych – wież, śmigieł, turbin wiatrowych, generatorów. – Należy wziąć pod uwagę odległość do miejsc, w których budowane będą farmy. Dlatego raczej stawiamy na Pomorze Środkowe – powiedział minister Zyska.

Jak mówi wiceprezes PTMEW, realizacja portu instalacyjnego stwarza możliwość zbudowania istotnej przewagi konkurencyjnej naszego kraju w zakresie usług dla morskich farm wiatrowych. Tego rodzaju porty tworzą monopole lub oligopole w basenach mórz, nad którymi leżą.

W debacie publicznej mówi się o takich portach jako bazach na potrzeby tylko i wyłącznie naszych morskich farm, co jest, uważam, podejściem wbrew logice rynkowej – mówi J. Budzyński. – Nie można minimalizować celu, jeżeli chodzi o rynki zbytu. Należy pamiętać, że współdzielimy Bałtyk z kilkoma innymi państwami, które również mają plany w zakresie morskiej energetyki wiatrowej – mam tu na myśli Litwę, Łotwę oraz Estonię. Kraje te także mają zamiar zrealizowania swoich projektów MFW. W dalszej kolejności będą Finlandia oraz Szwecja, a więc właściwie wszystkie lub prawie wszystkie kraje nadbałtyckie będą w ciągu najbliższej dekady, ewentualnie kilkunastu lat, potrzebowały bazy konstrukcyjnej. I Polska, niezależnie od tego, w którym z naszych portów znajdzie się ta baza, z pewnością będzie adresem, pod który udadzą się inwestorzy ze wszystkich krajów nadbałtyckich.

Na razie taką funkcję na Bałtyku jest w stanie wypełniać duński port w Rønne na Bornholmie oraz, do pewnego stopnia, Sassnitz-Mukran w Niemczech.

Warto jednak zastanowić się, jak długo farmy wiatrowe są w stanie zapewniać stałe zajęcie i dochody dla portów oraz związanego z offshore biznesu? Jak tłumaczy wiceprezes PTMEW, żywotność morskiej elektrowni, w jednym cyklu, na jednym generatorze, trwa ok. 25-30 lat. Po tym okresie w wariancie optymistycznym scenariusze przewidują tzw. repowering, a więc po owych 30 latach może dojść do wymiany starych generatorów na nowe i dalszego funkcjonowania farmy. Oczywiście będzie to opatrzone wieloma różnymi zabiegami kontrolnymi, inspekcyjnymi, takimi jak kontrola konstrukcji stalowych, wież.

Jeżeli zaś chodzi o porty, to dla terminalu instalacyjnego najbardziej intensywny będzie kilkuletni (6-10 lat) okres prac montażowych. Później niezbędne jest znalezienie dla niego innej specjalizacji. Natomiast przez owe ok. 30 lat trwać będzie faza eksploatacji, która wiąże się z okresowymi inspekcjami, z wymianami części (czasami nawet większych komponentów, jak łopaty, elementy gondoli, narażonych na największe przeciążenia i oddziaływania atmosferyczne) oraz koniecznością fizycznych interwencji załóg na morzu. To zadanie dla mniejszego portu serwisowego. Wiąże się z tym m.in. budowa tam centrum logistycznego czy zakwaterowania ekipy serwisowej.

Krajowy system elektroenergetyczny przygotowany jest w tej chwili na odebranie z morskich farm wiatrowych mocy 2,25 GW. Morską infrastrukturę przesyłową realizuje w polskich warunkach inwestor. Z kolei państwowa spółka Polskie Sieci Elektroenergetyczne odpowiada za odcinek lądowy, zlokalizowany przy głównych punktach zasilania. W tej chwili mamy w Polsce wyznaczone 3 takie miejsca: Żarnowiec, Słupsk-Wierzbięcino i Dunowo-Żydowo. PSE czeka bardzo ważna inwestycja w tym zakresie, określona w planie rozwoju sieci – do 2030 r. mają zostać zrealizowane prace, które pozwolą przyłączyć do sieci na lądzie minimum 8,4 GW mocy wytworzonej na Bałtyku, bo na tyle opiewa łączna moc w wydanych warunkach przyłączenia lub wręcz podpisanych umowach przyłączeniowych z PSE. Zbudowanie takiej infrastruktury przesyłowej, która pozwoli na odbiór i dystrybucję pełnego wolumenu tej energii, to kwestia dekady.

Do tej pory główne centra wytwórcze energii elektrycznej zlokalizowane były w centrum kraju i na jego południu, na północy dominowała zaś infrastruktura dystrybucyjna. Dzięki energii z farm wiatrowych na morzu nastąpi zmiana proporcji w tym modelu – mówi J. Budzyński.

Jak dodaje, koszt pierwotnego programu inwestycyjnego dotyczącego polskich farm wiatrowych szacowany jest, w samej fazie konstrukcyjnej, na 130 mld zł. Polskim firmom, zaangażowanym w ten proces, przypadnie, jak sądzi, ponad 20 mld zł z tej puli. Które z rodzimych firm będą mogły w tym procesie partycypować? Na pewno będzie to spółka Tele-Fonika Kable, wiodący producent kabli morskich, firma o zasięgu globalnym, dostarczająca światowej klasy kable wewnętrzne, łączące generatory w ramach farmy z morską stacją transformatorową. Pozycję swoją wzmocniła przejmują w 2017 r. potentata na rynku kabli w Wielkiej Brytanii, firmę JDR.

Następnym komponentem, wykorzystywanym przy produkcji polskich farm wiatrowych będą z pewnością konstrukcje stalowe m.in. klatki stalowe do stacji transformatorowych, które już od lat dostarczają producenci opierający swoją produkcje na przemyśle stoczniowym. W tym wypadku wymienia się spółki z grupy Agencji Rozwoju Przemysłu, a więc Energomontaż Północ Gdynia czy SGS Towers, ale też przedsiębiorstwa prywatne, przede wszystkim Mostostal Pomorze. Do takich zleceń przymierza się również podobno Holding Remontowa. Firmy te, w układach konsorcjalnych, będą mogły rozwijać swoją ofertę, w kierunku – być może – nawet urządzeń w pełni wyposażonych.

Jeżeli chodzi o nasze stocznie, które mogłyby wyprodukować potrzebne przy instalacji jednostki, to jest to z pewnością Crist, który budował i nadal buduje nowoczesne jednostki specjalistyczne lub też kadłuby do statków serwisowych. Jeżeli chodzi o mniejsze jednostki do obsługi wież wiatrowych, w Polsce próbuje ten segment zagospodarować grupa stoczni Damen.