Mimo oczywistych kłopotów spowodowanych pandemią koronawirusa, odwołanymi targami i początkowej niepewności związanej chociażby z łańcuchami dostaw, polski przemysł produkcji jachtów zdaje się zachowywać równowagę. Co więcej, pod koniec ub.r. część specjalizujących się w tym segmencie stoczni odnotowała wzrost obrotów.

Początek pandemii koronawirusa w Polsce był trudny dla naszych stoczni jachtowych i innych firm z branży. Mimo że przemysł jachtowy cały czas działał, w marcu i kwietniu pojawiły się duże problemy z zerwanymi łańcuchami dostaw, głównie z powodu totalnego lockdownu w wielu krajach – we Włoszech, Francji, Anglii, Hiszpanii i w Chinach. Mieliśmy do czynienia także z problemami związanymi z transportem, zwłaszcza w początkowym etapie, czy odbiorami osobistymi, ze względu na zamknięcie granic. Doszły do tego problemy z pracownikami – ogólny strach przed zakażeniem potęgowany przez doniesienia medialne, absencje spowodowane zwolnieniami lekarskimi bądź opieką nad dziećmi, bo przecież szkoły były w tym czasie pozamykane – mówi Michał Bąk, sekretarz generalny Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych.

Wiele firm zastanawiało się, czy uda się utrzymać płynność finansową oraz zatrudnienie na tym samym poziomie. Cześć nawet decydowała się na redukcje, tym bardziej że firmy praktycznie nie miały żadnego wsparcia ze strony rządu na tym etapie. W tym okresie ponad połowa stoczni jachtowych odnotowała spadek obrotów. Bardzo duże problemy miały też firmy czarterowe, które mają oczywisty wpływ na sektor produkcyjny. Mariny były zamknięte, nie było możliwości uprawiania jachtingu. 

Kolejne fazy łagodzenia restrykcji i świadomość, że pływanie żaglówką czy łodzią motorową jest jedną z najbezpieczniejszych form spędzania czasu, spowodowały, że sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze. Od 4 maja ub.r. mariny mogły działać w sposób ograniczony, bez gastronomii i sanitariatów, a od 18 maja ub.r. ludzie mogli pływać z więcej niż 2 osobami w załodze lub tylko z rodziną. Oczywiście nadal istniało wiele ograniczeń dotyczących zapewnienia środków do dezynfekcji rąk klientów, dezynfekcji jednostek po każdym użyciu, zachowania bezpiecznej odległości między ludźmi w marinie czy zapewnienia 15 min. między grupami klientów. Ale od drugiej połowy maja firmy czarterowe przestały liczyć straty i zaczęły w miarę normalnie funkcjonować.

W tym czasie, z tygodnia na tydzień, zaczęliśmy obserwować wzrost popytu na nowe jachty żaglowe i motorowe. Sprzedawało się dosłownie wszystko, co było dostępne – jachty żaglowe, motorowe, houseboaty oraz skutery. Część osób, przewidując, że pandemia potrwa dłużej, decydowała się na podpisanie umów dotyczących zakupu z dostawą na 2021 r. – tłumaczy M. Bąk

Od mniej więcej połowy roku zainteresowanie jachtami wzrosło, ponieważ ludzie widzieli tu możliwość wypoczynku wakacyjnego w oddaleniu od osób potencjalnie zakażonych. WHO uznała bowiem jachting za jedną z najbezpieczniejszych form rekreacji w czasie pandemii, dlatego wiele osób, które w ub.r. zmieniły plany wakacyjne, rezygnując z wyjazdu zagranicznego, postanowiło spędzić urlopy na wodzie.

Stocznie otrzymywały dużo nowych zamówień a linie produkcyjne były i są obecnie w większości zajęte do końca sezonu. Część osób zdecydowała się na zakup odwlekany przez kilka miesięcy czy lat. Inni postanowili zrezygnować z usług czarterowych, by nie narażać siebie i rodziny na współdzielenie jachtu z innymi załogami, a także chcąc podnieść komfort wakacji na jachcie – jednostki armatorskie zawsze są konfigurowane według upodobań klienta i zwykle mają bogatsze wyposażenie. Sytuacja ta dotyczyła zresztą nie tylko Polski. Podobny efekt obserwowano w krajach Europy Zachodniej i Skandynawii, a ponieważ polska produkcja jachtów i łodzi w ok. 95% przeznaczona jest na eksport, duża część naszych stoczni na koniec 2020 r. odnotowała wręcz wzrost obrotów.

O tym, że sytuacja stoczni jachtowych zaczęła się od mniej więcej połowu roku stabilizować, a nawet zaczęło do nich spływać coraz więcej zamówień, świadczy chociażby fakt, że we wrześniu ub.r. chęć zatrudnienia 200 pracowników ogłosiła stocznia jachtowa Sunreef Yachts, będąca światowym liderem w projektowaniu i konstrukcji luksusowych katamaranów oraz wielokadłubowych superjachtów. Jak poinformowano, „w związku z nieustannym rozwojem firmy, wzrostem sprzedaży i rozbudową nowych hal produkcyjnych, stocznia Sunreef Yachts poszukuje pracowników produkcyjnych i wykwalifikowanych specjalistów, m.in: stolarzy, laminiarzy, tapicerów, elektryków, technologów, hydraulików i mechaników. Wkrótce planowane jest również zwiększenie zatrudnienia w biurach projektowych. Obecnie w firmie pracuje łącznie ponad 1000 osób”.
Możemy z dumą powiedzieć, że podczas ostatnich miesięcy pandemii, nie zredukowaliśmy żadnych miejsc pracy. Utrzymywaliśmy zatrudnienie oraz płace na stałym poziomie. W tej chwili potrzebujemy więcej ludzi. Liczba zamówień ciągle wzrasta, a dodatkowo w trakcie konstrukcji są bardzo wymagające i ważne modele jachtów. Liczymy również, że w następnych miesiącach podpiszemy kontrakty na inne duże jednostki – tłumaczył Francis Lapp, założyciel i prezes Sunreef Yachts.
Nowi pracownicy mają już w większości pracować w powstających halach stoczni Sunreef Yachts, które budowane są w Gdańsku i zajmują obszar prawie 50 tys. m2.

Polski przemysł jachtowy produkuje ok. 22 tys. jachtów rocznie – 19 tys. łodzi motorowych i 3 tys. łodzi żaglowych. Coroczny wzrost produkcji wynosi zaś ok. 10%. Polska jest pierwszym w Europie i 2. na świecie producentem jachtów motorowych o długości do 9 m. Mimo że dużych stoczni na terenie Polski nie ma zbyt wiele, cały sektor producentów tych jednostek pływających w naszym kraju tworzy ok. 1000 firm zatrudniających ok. 45 tys. osób. W tym ok. 120 stoczni, a 95% przedsiębiorstw to małe i średnie przedsiębiorstwa. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego z połowy 2019 r. (nowszych dotąd nie opublikowano), który bazuje na danych Eurostatu, w 2018 r. polski eksport jachtów stanowił 60% ogólnej wartości eksportu w tym segmencie w Unii Europejskiej, a w okresie 2014-2018 podwoił się (ze 184,8 mln euro do 395,8 mln euro). Daleko za nami uplasowały się Finlandia (60 mln euro, 9,1% eksportu UE) i Włochy (36,7 mln euro, 5,6%).

Największym i niekwestionowanym atutem wyróżniającym polskie stocznie są stosunkowo niskie koszty produkcji, a także ogromny potencjał drzemiący w licznych firmach, z zakresu technologii, jakości wykończenia i designu. Jak podkreślają eksperci z PIE, polskie stocznie zajmujące się budową jachtów są jednymi z najbardziej nowoczesnych na terenie Europy. Ze względu na wysoką cenę – od kilkuset tysięcy do kilku milionów euro – popyt na jachty w Polsce jest ciągle niewielki, dlatego, jak wspomniano, niemal całość produkcji trafia na eksport.

Przewaga polskich stoczni nad pozostałymi znajdującymi się na terenie UE polega na tym, że polscy producenci zapewniają niższe koszty produkcji, jednocześnie korzystając z najwyższej jakości know-how, dokładnie tych samym materiałów co pozostałe stocznie europejskie zlokalizowane w południowej Europie czy też Skandynawii. Do swojej produkcji mają do dyspozycji projekty światowej sławy firm, które zajmują się designem na najwyższym poziomie.

Idealnym przykładem takiej produkcji jest chociażby jeden z 25-metrowych jachtów ze stoczni Galeon, w którym zastosowano ekskluzywne wykończenia hebanowe, lakierowane na wysoki połysk naturalne drewno inkrustowane masą perłową w połączeniu z naturalnymi skórami egzotycznych zwierząt. Poszczególne kabiny zostały zaprojektowane niezależnie od siebie, a wszystkie elementy ozdobne wykonano ręcznie.

Polskie stocznie coraz częściej współpracują też z placówkami naukowymi. Korzystają z dostępności i możliwości np. Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej. Powstają profesjonalne centra badań i rozwoju np. w Olecku czy Węgorzewie. Prowadzone są tam badania dotyczące napędów, materiałów używanych w produkcji czy najnowocześniejszych technologii, które mogą odgrywać istotną rolę w przyszłości. 

Dodatkowym atutem polskiego rynku jachtowego jest wprowadzanie przez rodzime stocznie innowacyjnych i nowoczesnych rozwiązań, które de facto dyktują trendy i stają się inspiracja dla pozostałych producentów. Doskonały przykład stanowią chociażby opuszczane burty. Głównymi kierunkami sprzedaży polskich jachtów są: Stany Zjednoczone, Europa Zachodnia (Norwegia, Francja, Niemcy), Rosja oraz Bliski Wschód – wyjaśnia PIE. Dodaje, że nasze jednostki znajdują też odbiorców w Australii, Japonii i Chinach.

– Polską specjalnością są jachty motorowe. Jesteśmy drugim na świecie, po Stanach Zjednoczonych, producentem tego typu jednostek o długości do 9 m. Jak podkreślono w analizie, Polska jest pionierem nowych rozwiązań w przemyśle jachtowym – dyktujemy trendy, które inni powielają (np. opuszczane burty). „Obok doświadczenia i niejednokrotnie unikalnych kwalifikacji polskich szkutników, ważnym atutem naszych stoczni jachtowych są możliwości w zakresie technologii, designu, a także jakości wykończenia – wskazano w analizie PIE.

Produkowane w polskich stoczniach luksusowe jachty bardzo często powstają na bardzo konkretne zamówienia wymagających klientów. Najlepszym tego przykładem z ostatnich miesięcy jest katamaran Sunreef 80 Power Great White ze wspomnianej stoczni Sunreef Yachts, który kupił jeden z najlepszych tenisistów na świecie, Rafael Nadal. Jednostka jest w stanie gościć 8 osób w 4 komfortowych kabinach. Napędzają ją 2 silniki o mocy 1200 KM każdy, co pozwala na osiągnięcie maksymalnej prędkości 23 w. i prędkości rejsowej 16 w. Koszt zakupu wciąż jest nieznany, jednak media spekulowały, że Nadal zostawił w polskiej stoczni ponad 2 mln euro. Starsze modele jachtów z polskiej stoczni kosztują w przedziale od 1,5 mln euro do 2,35 mln euro.

Jedną z niewielu imprez branży jachtowej zaplanowanych na ub.r., które doszły jednak do skutku, były Polboat Yachting Festival. Odbyły się w gdyńskiej Marina Yacht Park między 20 a 22 sierpnia. Można tam było podziwiać szereg nowoczesnych i innowacyjnych jednostek, chociażby ponad 24-metrową żaglową jednostkę Sunreef 80 Double Happiness, przygotowaną na potrzeby chińskiego klienta, mogąca poszczycić się spektakularnym salonem na pokładzie głównym, luksusowymi kabinami właściciela i gościnnymi oraz barem karaoke i doskonale zaaranżowanym pokładem słonecznym. Stocznia Galeon ze Straszyna k. Gdańska zaprezentowała 2 jednostki – Galeon 680 FLY (nagrodzony na ostatniej edycji festiwalu jachtowego w Cannes w kategorii designu zewnętrznego) oraz 335 HTS (tegoroczny laureat Motor Boats Awards w kategorii sportcruiser). Z kolei Delphia wystawiła aż 3 łodzie motorowe, w tym nagrodzoną w Berlinie na Best of Boats jednostkę Delphia 1200 BluEscape w wersji z flybridge. A to tylko kilka z kilkudziesięciu luksusowych łodzi, które można było podziwiać, dających dobre pojęcie o tym, jak solidną marką są polskie stocznie produkujące jachty motorowe i dlaczego są tak rozchwytywane na świecie.