Od wielu lat temat zarządzania ryzykiem walutowym w firmach związanych z handlem zagranicznym stanowi jedno z największych wyzwań. Wpływa na rentowność, płynność i zwrot z zainwestowanego w biznes kapitału. Wśród innych ważnych kategorii ryzyka obszar zmian kursów walut ma często zasadniczy wpływ na efektywność działania firm logistycznych i tych operujących w gospodarce morskiej. Branże te są nierozerwalnie powiązane z gospodarką światową i wymianą międzynarodową, a tam zawsze rozliczenia dokonywane są w dziesiątkach różnych walut. Rożne są oczywiście profile i zakres wyzwań. Spedytor, firma zaopatrująca jednostki morskie lub firma transportowa to przykłady firm, które mają bardzo rozdrobnione i częste przepływy walutowe. Zupełnie inny model posiada dla przykładu stocznia budująca lub remontująca statki, w której ryzyko kursowe występuje w średnim lub nawet długim okresie kilku lat.

Okresy takie jak ten od marca 2020 r. przynoszą ponadnormatywne zawirowania dotyczce większości par walutowych na świecie. W zasadniczy sposób wpłynęło to na rentowność płynność firm w branży morskiej. Z jednej strony złoty osłabił się znacznie, co przyniosło korzyści tym, którzy mieli waluty obce do sprzedania, ale zdecydowanie zaszkodziło firmom, których koszty i wydatki w euro lub USD wzrosły o kilkanaście procent w skali miesiąca. Pojawiły się przestoje w łańcuchach logistycznych, zerwane zostały kontrakty i wypowiedziane umowy. Ten trudny do przewidzenia szok spowodował duże zamieszanie, jeżeli chodzi o pynność firm. Po znacznym osłabieniu na początku kryzysu polska waluta próbowała odrabiać straty i z poziomu EUR/PLN ponad 4,60 i USD/PLN powyżej 4,20 poziomów wracał do okolic 4,40, a w przypadku USD nawet 3,60. W tym wypadku zmaterializował się kluczowy czynnik ryzyka kursowego, czyli zmienność. Zmienność jest de facto największym problemem w zarządzaniu ekspozycją walutową i to ona powoduje prawdziwe wyzwania.

Kurs walutowy a konkurencyjność biznesu

Sytuacja z ostatniego roku pokazała bardzo wyraźnie, że posiadanie własnej waluty jest w stanie taką gospodarkę jak polska uchronić od szoku kryzysowego, ponieważ osłabienie polskiego złotego bardzo pomogło eksporterom i istotnie wpłynęło na poprawę pozycji naszej gospodarki oraz zmniejszyło spadek PKB, który tak mocno odczuły państwa starej Europy.

Co do zasady, zmiany kursów walut często powodują różnice w „terms of trade” między poszczególnymi krajami czy regionami gospodarczymi. Widać to chociażby w relacjach między USA a Unią Europejską i USA a Chinami. W przeszłości jedną z najciekawszych par walutowych był kurs jena japońskiego do dolara amerykańskiego, który w zasadniczy sposób wpływał na ekonomię Japonii, uzależnionej bardzo od eksportu swoich towarów.

Szeroko rozumiana branża morska jest pod względem uzależnienia od walut bardzo różnorodna. Dla tych firm usługowych, w których wartość dodana liczona jest na poziomie kilku procent, umiejętne zarządzanie ekspozycją jest kwestią osiągniecia małego zysku, wyjścia lekko powyżej zera, a czasami nawet poniesienia straty. Im mniejsza marża oraz im dłuższy termin realizacji zamówienia lub kontraktu, tym wyższe ryzyko rozminięcia się zakładanego efektu ekonomicznego z rzeczywistością.

Wśród firm tej branży mamy zarówno tych, którzy waluty obce kupują, jak i sprzedających. I jak to z walutami zwykle bywa, to, co dla jednych korzystne, dla drugich okazuje się zmorą oraz problemem finansowym i biznesowym. Największymi beneficjentami ostatniego roku zostały te firmy, które sprzedają w euro a koszty mają w dużej mierze w USD. Spowodowało to głównie odwrócenie się wieloletniej tendencji na kursie EUR/USD i osiągnięcie poziomu powyżej 1,20 z poziomu 1,06 w apogeum ubiegłorocznego kryzysu. A 12% to bardzo istotna zmiana powodująca, że niektóre biznesy przestają, a inne zaczynają być rentowne. Przykłady można mnożyć, ale ostatni rok okazał się także pozytywny dla polskich firm sprzedających do – będącej w okresie transformacyjnym po brexicie – Wielkiej Brytanii. Wcześniej prognozowane wielkie problemy dla gospodarki UK okazały się trochę przesadzone, co pozwoliło funtowi odrobić straty do dolara i euro, a to przełożyło się także na silniejszego funta do złotego i trwały powrót do poziomów ponad 5 zł za 1 GBP (obecnie 5,2).

Ryzyko walutowe i co dalej?

Tego typu okresy zawirowań zawsze sprawdzają temat do głównego pytania: co z tym ryzykiem zrobić, jak podejść do tego obszaru i czy w ogóle można nim skutecznie zarządzać? Odpowiedź jest oczywiście uwarunkowana wieloma aspektami. Po pierwsze tym, czy firma potrafi określić wrażliwość swojego modelu biznesowego na zmienność panującą na rynkach finansowych. Także tym, czy jest w stanie poradzić sobie z tym ryzykiem w oparciu o sposób rozliczania kontraktów – np. tylko w złotówkach – i przerzucania ryzyka na kontrahentów. Drugi element to jak najdokładniejszy pomiar ekspozycji walutowej w oparciu o swoje kontrakty, faktury, zamówienia. Trzeci to dobór narzędzi analitycznych i transakcyjnych, a także wybór odpowiednich partnerów finansowych. Wracając do firm gospodarki morskiej i logistyki, trzeba podkreślić, iż szanse na to, że najbliższe miesiące i kwartały będą spokojniejsze na rynkach międzynarodowych, są niewielkie. Wszyscy doświadczyli zawirowań na rynku frachtów morskich, zmiany łańcuchów logistycznych i często nawet geopolitycznych przetasowań na świecie, które istotnie wpłyną na handel i transport morski oraz związaną z nim logistykę. Rośnie między innymi rola juana chińskiego w rozliczeniach międzynarodowych, a jest to waluta cały czas mało znana firmom w Polsce i relatywnie rzadko stosowana. Widać pewne tendencje także w działaniach Rosji, która powoli stosuje obstrukcje w zakresie używania dolara amerykańskiego w opłatach portowych w rosyjskich portach na korzyść rubla.

Dobrym przykładem do analizy ryzyka walutowego w logistyce są firmy transportowe (zapewne najliczniejsza grupa wśród firm TSL). Sprzedają swoje usługi za granicą i inkasują przede wszystkim euro, GBP, USD, a koszty mają w złotych. Te firmy najczęściej mają także koszty w euro, ze względu na np. leasingi i kredyty walutowe. W takich przypadkach to, co jest kluczowe do zabezpieczenia kursu, to różnica między kosztami i przychodami, będąca de facto marżą – w pewnym uproszczeniu. Zarządzanie ryzykiem kursowym tej marży jest tu kluczowe dla osiągnięcia odpowiedniego, przewidywalnego, wyniku. Nie jest w tym przypadku zaskakujące, że słaby złoty wspiera ich nisko rentowną działalność.

Ryzyko kursowe – czas na nowe rozwiązania

W zarządzaniu ryzykiem kursowym odpowiednie jest jednak uporządkowane podejście. Nie da się tego robić dobrze bez specjalistycznej wiedzy i dodatkowo właściwych narzędzi informatycznych. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nie chodzi tutaj o wiedzę pochodzącą od sprzedawców w typowych instytucjach finansowych. Banki są dostawcami instrumentów do zarządzania ryzykiem od lat, są dobrze znane biznesmenom i menedżerom. Mniej znane są różnego rodzaju fintechy (brokerzy, firmy płatnicze lub instytucje pieniądza elektronicznego, ale także kantory).

Tak to już jest, że tego typu instytucje realizują własne cele produktowe i sprzedażowe, które nie są zbyt często powiązane z interesem przedsiębiorstwa. Kompetencje w tym zakresie trzeba wykształcić po stronie firmy. Można to zrobić poprzez samodzielną naukę lub szkolenia, lub też zatrudniając wykwalifikowanego konsultanta czy doradcę. Temat ryzyka walutowego jest wielowymiarowy i wymaga wiedzy zarówno o globalnym rynku finansowym, wiedzy rachunkowej, jak i prawnej, ale także (co w polskich realiach również ważne) podatkowej. Do tego wszystkiego niezbędne jest też wieloletnie praktyczne doświadczenie, a w obecnych czasach również odpowiednie oprogramowanie. Ten ostatni element jest szczególnie istotny, ponieważ jest oparty o dane. Zbieranie właściwych danych, ich analityka i monitoring ekspozycji, a także zawieranych transakcji walutowych to dopiero komplet niezbędny do świadomego kształtowania polityki kursowej.

Zarządzanie finansami w polskich firmach profesjonalizuje się od lat, a ostatni kryzys przyspieszył ten trend z oczywistych względów. W niepewnych czasach płynność i zarządzanie ryzykiem stały się kluczowe do przetrwania, utrzymania pozycji i planowania rozwoju. Mając to na uwadze, warto sięgnąć po ekspercką wiedzę i odpowiednie narzędzia informatyczne, bo „w zeszycie” lub nawet w prostym excelu nie da się tego zrobić dobrze i efektywnie (zakładając oczywiście, że przedsiębiorca jest w stanie sobie samodzielnie taki excel stworzyć). Aktualnie nie musi już tego robić, bo pojawiają się gotowe rozwiązania, które pomagają w koordynacji działań związanych z zarządzaniem ryzykiem kursowym. Żyjemy w czasach software i tak jak wdrażamy narzędzia w prawie każdej dziedzinie operacyjnej działalności firmy, tak i w tym obszarze należy z tego skorzystać. Na końcu chodzi o to, aby podejmować lepsze decyzje. Decyzje oparte na danych, dokumentach, kontraktach i faktach biznesowych, a nie na przypuszczeniach i nieprecyzyjnych szacunkach.

Zarządzanie ryzykiem kursowym to nie jest spekulacja, nie polega na podejmowaniu decyzji w oparciu o spontaniczny telefon sprzedawcy z banku lub od brokera. Musi być poparte zebraniem odpowiednich informacji, ich analizą i wdrożeniem procesów i procedur, które dają właścicielom, zarządom i menedżerom operacyjnym pełne zrozumienie tego, jak kursy walut wpływają na ich rentowność i płynność. W branżach związanych z logistyką i gospodarką morską ten temat jest nierozerwalnie powiązany z ich działalnością.

Jakub Makurat
eFineo Training&Consulting