Kwestia regulacji prawnych w zakresie polskiej morskiej energetyki wiatrowej wymaga niestety bardzo wiele pracy i zdecydowanych działań ze strony polskiego ustawodawcy. A tych niestety dalej brak. Obecny kształt polskich przepisów dalece odbiega od standardów międzynarodowych, dlatego z czystym sumieniem można stwierdzić, że to właśnie ta sfera może bardzo poważnie zablokować inwestycje w polską MEW.

Z drugiej strony nawet jeśli inwestycje te zostaną ostatecznie przeprowadzone, to z uwagi na brak stosownych regulacji ich koszty będą znacznie wyższe, niż pierwotnie zakładano. Koszt ten będzie również obejmował utracony potencjał polskiego łańcucha dostaw, który może zostać bardzo zmarginalizowany z powodu braku jakichkolwiek regulacji zabezpieczających interesy polskiego local content. A na marginesie warto zaznaczyć, że energia z MFW wcale nie należy do najtańszych. Kolejną newralgiczną kwestią są bardzo poważne braki w przepisach dotyczących bezpieczeństwa morskich farm wiatrowych, co wydaje się być całkowicie niedostrzegane przez decydentów, a może stać się przyczynkiem do porażki polskiej MEW.

Postaram się przedstawić sfery regulacji, które wymagają natychmiastowej reakcji polskich decydentów oraz ustawodawcy. Co więcej, po raz kolejny chcę podkreślić, że Polska ma wszelkie prawo zabezpieczyć interwencjonistycznie swoje interesy w MEW poprzez odpowiednie uregulowanie udziału polskiego local content w tych inwestycjach. Stanowiska odmienne świadczą niestety o braku podstawowej wiedzy w zakresie prawa europejskiego oraz międzynarodowego i tego, jak te kwestie zostały rozwiązane w innych państwach Unii Europejskiej. Warto pamiętać, że takie państwa jak Holandia, Dania, Niemcy oraz Wielka Brytania (gdy była jeszcze członkiem UE) zabezpieczyły swoje interesy poprzez regulacje interwencjonistycznie, zarazem nie naruszając regulacji unijnych i międzynarodowych. Prawnym wytrychem do tych rozwiązań jest i było bezpieczeństwo energetyczne państwa oraz sfera jego obronności, co ewidentnie umyka tym, którzy bezzasadnie twierdzą, że nie można prawnie zabezpieczyć udziału polskiego łańcucha dostaw w MEW.

Safety first

Polskie przepisy dotyczące bezpieczeństwa na Bałtyku w ogóle nie są dostosowane do uwarunkowań MEW. W pierwszej kolejności należy wskazać, że polskie służby morskie są tak rozczłonkowane i rozproszone kompetencyjnie, że nie ma obecnie służby, która mogłaby efektywnie ochronić MFW. Brakuje stosownych regulacji „uzbrajających” daną służbę w odpowiednie kompetencję, tak aby służba ta mogła faktycznie zapewnić bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej, którą jest MFW, w przypadku bezpośredniego zagrożenia, np. ataku terrorystycznego lub sabotażu. Biorąc pod uwagę, że bieżąca ochrona będzie spoczywała na podmiotach, które będą eksploatowały MFW, brakuje również regulacji zmuszających do korzystania przez przedsiębiorstwa z usług tylko polskich firm ochroniarskich, co zwiększy pośrednio bezpieczeństwo energetyczne RP. Również w zakresie cyberbezpieczeństwa MFW brakuje niezbędnych regulacji gwarantujących odpowiednie procedury i obowiązki, które musiałby wypełnić podmiot budujący lub eksploatujący MFW z uwzględnieniem polskich interesów.

Warto również zwrócić uwagę, że przez wzgląd na powyższe braki legislacyjne nie sposób obecnie przeprowadzić miarodajnej oceny ryzyka inwestycji w polskie MFW, co z kolei będzie prowadziło do zablokowania inwestycji, a w najlepszym scenariuszu do znacznego zwiększenia kosztów ubezpieczenia i finansowania takiej inwestycji przekładającego się na finalne ceny prądu generowanego przez MFW dla odbiorców.

MFW bez pozwolenia na budowę

Zgodnie z art. 3 pkt 12 ustawy prawo budowlane z 7 lipca 1994 r. (Dz.U. Nr 89, poz. 414, ze zm.), pozwolenie na budowę to decyzja administracyjna zezwalająca na rozpoczęcie i prowadzenie budowy lub wykonywanie robót budowlanych innych niż budowa obiektu budowlanego. Co więcej, przepisy art. 113b i art. 113c ustawy o bezpieczeństwie morskim z 18.08.2011 r. są bezpośrednio związane z uzyskaniem pozwolenia na budowę morskich farm wiatrowych oraz zespołu urządzeń służących do wyprowadzenia mocy.

Wspomniane art. 113b i art. 113c ustawy o bezpieczeństwie morskim zawierają delegację ustawową dla ministra infrastruktury, jak również dla ministra obrony narodowej, działającego w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych, upoważniającą te naczelne organy władzy państwowej do wydania stosownych rozporządzeń. Rozporządzenia te mają określić szczegółowy zakres ekspertyz oraz planów, jak również szczegółowe wymagania dotyczące kwalifikacji i doświadczenia osób uprawnionych do ich sporządzania. 

Niestety w dalszym ciągu nie zostały opublikowane odpowiednie rozporządzenia. Co więcej, ciągle brak ich projektów na stronach rządowych. Samo opublikowanie rozporządzenia to tylko etap końcowy, który musi być poprzedzony dogłębną analizą zakresu oraz kwalifikacji i doświadczenia osób uprawnionych do wydawania tych, jakże kluczowych w całym procesie inwestycyjnym związanym z MFW, ekspertyz. Z uwagi na powyższe braki legislacyjne nie jest obecnie możliwe uzyskanie pozwolenia na budowę MFW.

„Polska” flota offshore bez odpowiednich przepisów

Coraz częściej i szerzej dyskutowana jest zasadność budowy „polskiej” floty offshore, co niestety już na samym początku napotyka na liczne przeszkody prawne, spowodowane brakiem regulacji adekwatnych do tych ambitnych planów. W zakresie budowy statków offshore w polskich stoczniach mamy dalej do czynienia z martwymi przepisami ustawy o aktywizacji przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych, która w żadnej mierze nie aktywizuje przemysłu stoczniowego w Polsce i od lat wymaga natychmiastowej nowelizacji. Polskie stocznie, w odróżnieniu od europejskich, realnie nie korzystają z żadnego wsparcia państwa. Nawet jeśli statki te zostaną wybudowane, z pewnością nie mogą zostać zarejestrowane w archaicznym i bardzo drogim rejestrze polskiej bandery. Od lat sprawa ta jest marginalizowana przez decydentów i pozostaje w dalszym ciągu niezałatwiona, pomimo że państwo polskie płaci zagranicznym armatorom bardzo wysokie frachty za przewóz np. LNG.

Co więcej, z uwagi na bardzo wysokie obciążenia publicznoprawne i brak odpowiednich przepisów flota offshore będzie z pewnością zarządzana przez zagraniczne przedsiębiorstwa żeglugowe, co doprowadzi do transferu polskiego kapitału za granicę. Ponadto istnieje uzasadnione ryzyko, że pracownicy, którzy będą pracowali na tych „polskich” statkach offshore, nie będą Polakami, a zagraniczną kadrą pracującą niecałe 6 miesięcy „w delegacji”, tak aby ominąć bardzo wysokie obciążenia publicznoprawne w polskim sektorze offshore.

Brak niezbędnych regulacji w ustawie o pracy na morzu

Mając na względzie powyższe rozważania należałoby wprowadzić stosowne zmiany w ustawie o pracy na morzu, m.in. takie, które w pełni zapewnią właściwe odszkodowanie finansowe w przypadku śmierci lub długotrwałej niepełnosprawności bezwzględnie wszystkim marynarzom pracującym na statkach podnoszących polską banderę. Należałoby również rozważyć dodatkowe zabezpieczenie finansowe marynarzy i ich rodzin na wypadek śmierci lub trwałej niezdolności do dalszej pracy na morzu, która byłaby wynikiem nie tylko wypadku przy pracy, skutkującym określonym rozstrojem zdrowia, ale także która powstałaby w rezultacie zdarzenia czy choroby niebędącej wypadkiem, nastąpiłaby w trakcie zatrudnienia i byłaby choć pośrednio związana z wykonywaną pracą, np. udar, zawał serca czy COVID-19. Niezbędna jest również zmiana definicji „statku niekonwencyjnego” poprzez jej rozszerzenie, np. uwzględniając platformy hotelowe, które będą wykorzystywane przy projektach MFW.

Rozwiązania w próżni prawnej

Ustawa offshore w istocie jest ustawą o charakterze w dużej mierze promocyjnym, z wyjątkiem regulacji dotyczących dopłat, a nie systemowo regulującym branżę w Polsce. A takiej ustawy właśnie nam brakuje. Uwagi wymaga również fakt, że polska ustawa Prawo zamówień publicznych nie jest w ogóle dostosowana do branży offshore, co było wielokrotnie sygnalizowane. Wprowadzenie stosownych regulacji w zakresie zamówień sektorowych przeznaczonych tylko dla polskiej morskiej energetyki wiatrowej mogłoby efektywnie zagwarantować udział polskiego local content w przedsięwzięciach MEW. Co więcej, istnieje pilna potrzeba wprowadzenia legalnej i zarazem szerokiej definicji local content, która uwzględniałaby możliwie najszersze spektrum podmiotów uczestniczących przy projektach polskiej morskiej energetyki wiatrowej.

Na marginesie należy wskazać, że 15 września 2021 r. podpisano porozumienie sektorowe, które według wielu zapowiedzi miało rzekomo prawnie zagwarantować polski łańcuch dostaw przy budowie i eksploatacji polskich MFW (patrz: str. 21). Niestety, po analizie tego dokumentu, który w istocie prawnie nic nie zmienia, należy dojść do jednego wniosku – otóż doniosłość prawna tego dokumentu jest w sumie zerowa. W dalszym ciągu brakuje bardzo wielu przepisów, które dawałyby jakiekolwiek wymierne bezpieczniki prawne dla krajowego local content w polskiej morskiej energetyce wiatrowej, tym bardziej że planuje się budowę portu instalacyjnego w Gdyni, który niekoniecznie musi być pierwszym wyborem dla deweloperów MFW.

Ponadto w dalszym ciągu brak rozporządzenia ministra infrastruktury, które regulowałoby zasady postępowania rozstrzygającego z uwzględnieniem premiowania przy wyborze dewelopera doświadczenia w branży morskiej energetyki wiatrowej, korelując to razem z ustawowo zapewnionym udziałem polskiego local contentu. Biorąc pod uwagę specyfikę branży offshore, należałoby rozważyć nowelę kodeksu cywilnego poprzez wprowadzenie dwóch nowych umów nazwanych, tj. umowy o roboty budowlane na morzu oraz umowy o prace serwisowe na morzu. Takie rozwiązanie ułatwiłoby w znacznym stopniu kontraktowanie określonych etapów budowy MEW w Polsce. Co więcej, po wprowadzeniu stosownych zmian we wspominanych tu aktach prawnych można by rozważyć zmiany w procedurze cywilnej, które wprowadzałyby obowiązek rozpatrywania wszelkich sporów dotyczących polskich MFW w polskich sądach i w oparciu o polskie prawo.

W kwestiach offshore pojawi się z pewnością wiele różnych sporów. Warto pamiętać, że w Polsce brakuje nam wyspecjalizowanego powszechnego sądownictwa morskiego. Izby morskie spełniają zupełnie inną rolę i nie rozstrzygają sporów o charakterze gospodarczym, tylko m.in. ustalają przyczyny wypadków morskich. Pewną ciekawą alternatywą dla sądów powszechnych są centra mediacji lub wyspecjalizowane arbitraże morskie.

Warto tu zwrócić uwagę na bardzo słuszną inicjatywę Bałtyckiego Klastra Morsko-Kosmicznego (BSSC) w postaci Centrum Mediacji przy BSSC, które umożliwia dużo szybsze, tańsze i bardziej efektywne rozwiązywanie sporów w branży morskiej z udziałem profesjonalnego mediatora, który odpowiednio pokieruje negocjacjami w celu jak najbardziej polubownego i korzystnego dla stron rozwiązania sporu. Dobrym pomysłem byłoby stworzenie również wyspecjalizowanego arbitrażu morskiego w Polsce, który byłby rozsądną alternatywą dla sądownictwa powszechnego.

Podsumowanie

Z czystym sumieniem można stwierdzić, że polskie przepisy praktycznie w ogóle nie uwzględniają uwarunkowań wynikających z wind offshore. Taka sytuacja dziwi tym bardziej, że coraz większy szum medialny wokół MEW w Polsce może rodzić wrażenie, że faktycznie coś pozytywnego dzieje się w sferze legislacyjnej. Nic błędniejszego.

Niezrozumiały jest irracjonalny opór polskiego prawodawcy wobec ustawowego zabezpieczenia polskiego łańcucha dostaw, który we wszystkich liczących się w MEW państwach UE został właśnie tak uregulowany. Z uporem maniaka powtarza się chybione stanowisko, że nie możemy nic zrobić, bo „wiążą nam ręce” regulacje unijne lub konwencje międzynarodowe… Co znamienne, nikt nie podaje dokładnych regulacji, tylko prezentuje „ogólne stanowisko”. Czy mam rozumieć, że Dania, Holandia i Niemcy uregulowały local content z naruszeniem prawa europejskiego, czy może raczej zrobiły to powołując się na bezpieczeństwo energetyczne państwa i kwestie związane z obronnością?

Brak stosownych regulacji bardzo opóźni inwestycje w MEW, bo każdy szanujący się deweloper będzie podchodził z bardzo dużą dozą ostrożności do tego chaosu decyzyjnego, organizacyjnego, a przede wszystkim ogromnej próżni prawnej w zakresie m.in. bezpieczeństwa MFW. Niestety wszystko wygląda na to, że liczne spotkania, konferencje i fora zmierzają tylko do powielania pozytywnych wizji co do MEW i snucia nierealnych planów, a nie do skoordynowanego działania legislacyjnego, które umożliwiłoby faktyczny start tych inwestycji.

Mateusz Romowicz
radca prawny
Kancelaria Radcy Prawnego
Legal Consulting-Mateusz Romowicz