Wodorowa rewolucja

– W wielu portach europejskich podejmowane są działania na rzecz stworzenia hubów wodorowych. Na Bałtyku próby takie podejmują w Tallinie i w Rønne, na Bornholmie, poza tym mamy również m.in. Esbjerg, Hamburg, Wilhelmshaven czy Amsterdam i Rotterdam. To jest coś, co już się dzieje – mówi Tomasz Pelc, prezes Nexus Consultants.

Co prawda zarządy polskich portów nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, ale mogą stwarzać klimat do tego rodzaju aktywności. Chociażby poprzez odpowiednie wymagania dla dzierżawców terminali np. w zakresie ograniczenia emisji CO2 czy redukcji śladu węglowego, co pociągnie za sobą konieczność eksploatacji urządzeń zasilanych paliwem bezemisyjnym. Mogą to być rozwiązania oparte o napęd elektryczny albo wodorowe. A jeżeli wodorowe, to w porcie musi się pojawić możliwość jego dystrybucji.

– Obecnie na Wybrzeżu mamy do dyspozycji wodór z instalacji Grupy Lotos. Na razie jest to wodór szary, a wkrótce będziemy mieli zielony. Patrząc na skalę tego rynku i potencjał, który jest w samym Porcie Gdynia, może się okazać, że budowa instalacji do produkcji wodoru na terenie portu będzie bardzo opłacalna – zaznacza T. Pelc.

Dlatego w perspektywie 2025 r. rynek wodoru w Polsce będzie opierał się o wodór szary, oczyszczany do I klasy czystości, i poprzez jego dystrybucję powstanie możliwość uczenia się budowania tego rynku, aż do momentu uzyskania wodoru zielonego.

Jeśli stworzymy duży rynek wodoru na terenie portu, np. dla urządzeń terminalowych, czy też zapewnimy możliwość tankowania zielonego paliwa z wykorzystaniem wodoru, to nagle w portach musi pojawić się odpowiednia infrastruktura. A kiedy okaże się, że rynek jest duży, bardziej opłacalne będzie zbudowanie instalacji do produkcji wodoru w porcie czy też w jego okolicy niż przywożenie go z zewnątrz. I może się okazać, że lokalizacja instalacji w portach jest bardziej opłacalna niż wewnątrz kraju, jak np. do produkcji amoniaku w Puławach – zaznacza T. Pelc (więcej w „Namiarach na Morze i Handel” 21/2021).