Po tym, jak 18 lutego br. weszły w życie przepisy długo oczekiwanej ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, czyli tzw. ustawy offshore, będącej podstawą wsparcia rozwoju wiatraków na polskich wodach Morza Bałtyckiego, ruszyła lawina wniosków o przyznanie wsparcia na realizację tych projektów. Przypomnijmy, że w I fazie systemu wsparcie przyznawane jest w drodze decyzji administracyjnej wydawanej przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki i mogło ono objąć morskie farmy wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej do 5,9 GW. Decyzje te zostały wydane w pierwszej połowie br. i dotyczyły 9 złożonych wniosków (2 zostały umorzone). Wsparcie otrzymały elektrownie morskie Baltica 2 (1498 MW) i Baltica 3 (1045 MW), wspólne przedsięwzięcie PGE Polska Grupa Energetyczna i Ørsted. To największa inwestycja offshore w polskiej części Bałtyku, jej realizacja nastąpi w dwóch fazach, a datą graniczną zakończenia całości jest 2030 r. Kolejnym przedsięwzięciem jest farma wiatrowa Baltic II o mocy 350 MW realizowana przez spółkę Baltic Trade and Invest, której właścicielem jest niemiecka grupa energetyczna RWE. Prace przy tym przedsięwzięciu mają rozpocząć się w 2024 r. Pozytywną decyzję regulator przyznał konsorcjum Polenergi i norweskiego koncernu paliwowego Equinor, które zgłosiło projekty morskich farm wiatrowych Bałtyk II i Bałtyk III o łącznej mocy 1440 MW. Rozpoczęcie dostarczania energii elektrycznej do sieci planowane jest na 2026 r. Pozwolenie otrzymało też konsorcjum Orlenu i kanadyjskiej grupy Northland Power – na projekt farmy wiatrowej Baltic Power o mocy 1197 MW. Orlen deklaruje, że start budowy morskiej farmy jest w ich przypadku możliwy w 2023 r., a zakończenie powinno nastąpić 3 lata później. Z kolei Ocean Winds, spółka joint-venture utworzona przez portugalski EDP Renewables i francuską grupę energetyczną Engie, otrzyma wsparcie dla 2 projektów BC-Wind Polska o łącznej mocy 369,5 MW.

Według założeń Polityki energetycznej Polski do 2040 r. nasz kraj ma w planach zainstalowanie farm morskich o mocy 8-11 GW. Wartość tych projektów oscyluje na poziomie 130 mld zł, a są to pieniądze, które trafią do przedsiębiorców, stoczni i przemysłu, a także pozwolą na stworzenie kilkudziesięciu tys. nowych miejsc pracy. Co ważne, offshore wind cieszy się także poparciem wśród polskiego społeczeństwa – 76% badanych Polaków chciałoby wykorzystywać energię elektryczną z morskich farm wiatrowych.

W II etapie wsparcie dla firm, które chcą uczestniczyć w budowie polskich farm wiatrowych na morzu, będzie miało formułę konkurencyjnych aukcji, które są znanym już mechanizmem wspierania pozostałych technologii wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Batalia toczy się o obszar w polskiej strefie Bałtyku, o łącznej powierzchni 2342 km², na którym do rozdysponowania jest 11 lokalizacji. Chętnych do realizacji wiatrowych projektów nie brakuje. Największe ambicje w tym obszarze ma PKN Orlen, który – jak zadeklarował prezes koncernu Daniel Obajtek – ma apetyt na wszystkie 11 miejsc. W walce o te lokalizacje płocki koncern chce wykorzystać wiedzę i doświadczenie GE Renewable Energy, amerykańskiego producenta turbin dla morskich elektrowni wiatrowych. Spółki już podpisały w tej sprawie stosowne porozumienie.

Udziałem w drugiej rudzie przyznawania pozwoleń na budowę morskich farm zainteresowany jest także największy prywatny producent energii w Polsce, ZE PAK, który nawiązał współpracę z Ørstedem, światowym liderem w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej.

Energia z wiatru to jeden z filarów strategii ZE PAK przejścia na produkcję zeroemisyjnej energii i cieszę się, że mamy możliwość rozpoczęcia współpracy właśnie z Ørsted. Potencjał, osiągnięcia oraz doświadczenie Ørsted w produkcji czystej energii są naprawdę imponujące i bez wątpienia mogą wspomóc transformację energetyczną zarówno ZE PAK, jak i całej polskiej energetyki – mówił Zygmunt Solorz, główny akcjonariusz i przewodniczący Rady Nadzorczej ZE PAK.

Także Polska Grupa Energetyczna zapowiada walkę o możliwość budowy kolejnych farm na morzu, zastrzegając jednak, że nie planuje jak Orlen zgarnąć całej puliStrategia PGE zakłada osiągnięcie mocy 2,5 GW do 2030 r. i 6,5 GW do 2040 r. Do rywalizacji stanął również norweski Equinor, który rozważa samodzielne uczestnictwo w II rundzie koncesyjnej, natomiast nie wyklucza podejścia do postępowania z partnerem.

Dalej czekamy na ostateczny kształt rozporządzenia odnośnie kryteriów, które – mamy nadzieję – spowoduje, że deweloperzy będą wiedzieli, według jakich kryteriów będą oceniani, nie będą to kryteria dyskryminujące inwestorów zagranicznych i pozwolą na uruchomienie drugiej fazy offshore w Polsce w dobrym terminie, aby wyrobić się na aukcje w 2025 r. – mówił prezes Equinor Polska Michał Kołodziejczyk w rozmowie z ISBnews.

Firmy i stowarzyszenia zainteresowane tym tematem i od lat promujące wszelkie inicjatywy mające na celu pozyskiwanie energii z morza, zwracają jednak uwagę na kilka problemów, które mogą przeszkodzić sprawnemu przebiegowi wszelkich procesów w tym zakresie. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej podkreśla, że celem wszystkich podmiotów zaangażowanych w rozwój morskiej energetyki wiatrowej jest przeprowadzenie procesu inwestycyjnego w sposób bezpieczny i odpowiedzialny. Każdy z inwestorów dochowuje należytych starań zmierzających do zapewnienia wszystkich niezbędnych procedur w procesie projektowania, budowy i eksploatacji MFW, co wynika z obowiązujących międzynarodowych standardów, wymagań instytucji finansujących i ubezpieczających projekty.

W tym kontekście trudne do zaakceptowania są nadmierne wymagania co do np. dostępności infrastruktury wyprowadzenia mocy budowanej przez inwestorów czy też rozbudowanej wieloetapowej certyfikacji projektów offshorowych, niebędące odzwierciedleniem zasad obowiązujących w większości innych krajów. Jako PSEW zwracamy uwagę, że nadmiernie uciążliwe mechanizmy certyfikacji mogą znacząco i negatywnie wpłynąć na harmonogram i koszty realizacji tych inwestycji – mówi dr Kamila Tarnacka, wiceprezes PSEW. – Ponadto, aby transformacja energetyczna udała się w Polsce, należy naszym zdaniem zwiększyć możliwości rozwoju energetyki wiatrowej na Bałtyku. Konieczna jest zmiana „Planu zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich” i rozszerzenie dostępności Bałtyku dla offshore o nowe akweny. Dlatego pierwsza zmiana planu zagospodarowania obszarów morskich w tym zakresie powinna nastąpić jak najszybciej.

Jak stwierdziła Monika Morawiecka, prezes PGE Baltica, podczas XIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, problemem w rozwoju polskiego offshore wind mogą być właśnie źle zwymiarowane przez polski rząd możliwości naszej morskiej energetyki wiatrowej. Podczas, gdy według Ocean Winds, polskie projekty MEW mogłyby, do 2050 r., osiągnąć poziom 30 GW, to ustawa offshore zakłada „jedynie” 11 GW.

Ważną inicjatywą, która ma zabezpieczyć interesy polskich firm zaangażowanych we wszelkie działania w ramach każdego etapu realizacji polskich farm wiatrowych na morzu, jest podpisane, w połowie września br., łącznie przez ponad 200 podmiotów reprezentujących administrację rządową, stronę samorządową, organizacje branżowe oraz inwestorów „Porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce”. Jak argumentuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, inicjator porozumienia, stanowić ma ono platformę współpracy między organami administracji publicznej oraz obecnymi i przyszłymi inwestorami, a także operatorami morskich farm wiatrowych w Polsce, przedstawicielami łańcucha dostaw i usług, jednostek naukowo-badawczych oraz instytucji finansowo-ubezpieczeniowych – „poprzez zapewnienie skoordynowanych działań na rzecz dynamicznego rozwoju sektora morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, z naciskiem na wzmocnienie krajowych korzyści energetycznych, środowiskowych, ekonomicznych i społecznych”. Jak tłumaczył podczas uroczystości ówczesny szef tego resortu Michał Kurtyka, nadrzędnym celem inicjatywy jest „budowa nowego sektora gospodarki, jakim jest morska energetyka wiatrowa” oraz „maksymalizacja tzw. local content”.

Według Janusza Gajowieckiego, prezesa PSEW, podpisanie porozumienia stanowi przełomowy moment dla rozwoju całej branży energetyki wiatrowej.

Perspektywy i możliwości, jakie przyniesie morska energetyka wiatrowa, czyli całkiem nowa gałąź gospodarki w naszym kraju, są ogromne. Tak duże inwestycje będą wymagały zaangażowania wielu branż oraz przedsiębiorstw, które mogą i powinny wziąć czynny udział w budowaniu łańcucha dostaw do morskich farm na Bałtyku. Ponadto energetyka wiatrowa na morzu doskonale wpisuje się w dokumenty strategiczne polskiego rządu, jak i unijne standardy dążenia do silnej i zrównoważonej klimatycznie gospodarki – twierdzi prezes Gajowiecki.

W raporcie „Optymalizacja rozwoju krajowego łańcucha dostaw morskiej energetyki wiatrowej w Polsce”, przygotowanym przez PSEW, PTMEW oraz Instytut Jagielloński, oszacowano, że potencjał udziału polskich dostawców w wydatkach w całym cyklu życia morskich farm wiatrowych, a więc wspomniany local content, to 20%-25% dla projektów, które powstaną w Polsce w pierwszym etapie. Choć ambicje i potencjał polskich przedsiębiorstw jest znacznie większy. W kolejnej dekadzie udział lokalnych przedsiębiorstw w rozwoju morskich farm ma osiągnąć nawet 45%–50%. Z kolei według optymistycznego scenariusza do 2050 r. w Polsce mogłoby zostać zainstalowanych nawet ok. 28 GW mocy z MEW, a udział lokalnego łańcucha dostaw w całości dostaw dla sektora offshore mógłby sięgnąć nawet 65%. Wedle autorów raportu w Polsce blisko 400 firm jest już teraz aktywnymi graczami w globalnym łańcuchu dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej lub mogłoby stosunkowo łatwo wejść do niego na podstawie doświadczeń z branż pokrewnych. Według prezesa Gajowieckiego polskie stocznie mają wyśmienite referencje w dziedzinie budowy najwyższej światowej klasy jednostek instalacyjnych i serwisowych. To szansa dla branży na rozwinięcie nowej oferty, m.in. w zakresie stalowych konstrukcji wsporczych, wież wiatrowych, kompletnie wyposażonych morskich stacji transformatorowych, jak również usług instalacyjnych, serwisowych i portowych.

Niezwykle ważne miejsce w procesie instalacji, a następne serwisowania farm wiatrowych, mają porty. Według rządowych zapowiedzi portem instalacyjnym ma być Gdynia, choć w I etapie inwestycji w wersji terminalu tymczasowego, w wewnętrznej części portu. Z kolei część firm, które zamierzają na Bałtyku postawić swoje farmy, wybrała już porty serwisowe, z których będą operować w czasie eksploatacji farm. Norweski Equinor postawił na port w Łebie, natomiast Ustka będzie bazą serwisową dla PGE oraz prawdopodobnie dla grupy RWE.