Całkowity zakaz morskiego transportu rosyjskiej ropy naftowej przez Europę – to najnowsza propozycja Komisji Europejskiej dotycząca sankcji wobec Rosji. Jest to odejście od stopniowego wzrostu cen w ramach polityki G7 tzw. limitu cen.
System limitu cen stworzył okno dla unijnych firm, armatorów, ubezpieczycieli i dostawców usług, umożliwiając im udział w handlu rosyjską ropą bez obawy przed sankcjami – pod warunkiem, że cena ładunku będzie niższa od poziomu limitu, który obecnie wynosi 47,60 USD za baryłkę. Okno to jest na tyle szerokie, że ponad 1/3 rosyjskiego eksportu ropy na Bałtyku jest obsługiwana przez „legalne” tankowce, a pozostała część jest przewożona przez flotę cieni.
– Do tej pory, przy ograniczeniu cen, eksport ropy naftowej nadal odbywałby się z udziałem Europy. Ten zakaz sprawi, że eksport ropy z Rosji będzie jeszcze trudniejszy – wyjaśniła rzeczniczka KE Paula Pinho.
Ponadto plan obejmuje sankcje wobec dwóch konkretnych terminali naftowych w Gruzji i Indonezji, które obsługują rosyjską ropę, co wskazuje, że zagraniczni interesariusze również zostaną objęci sankcjami.
Propozycja pojawia się w kontekście negocjacji między USA a Rosją w sprawie losu Ukrainy, która jak dotąd odgrywała jedynie ograniczoną rolę dla UE. Aby odzyskać wpływy i zrównoważyć postrzeganą podatność USA na rosyjskie naciski, szefowa dyplomacji Unii Europejskiej Kaja Kallas uważa, że Moskwa powinna zostać „zmuszona do zaprzestania udawania negocjacji i faktycznego negocjowania” z Europą w sprawie pokoju na Ukrainie. Siła nacisku ekonomicznego w postaci sankcji naftowych, jeśli zostanie zrealizowana, mogłaby przyspieszyć ten proces.





