Maciej BorkowskiGdańsk traci właśnie swą wyjątkową pozycję jako jedyny niezamarzający, głębokowodny port bałtycki. Właśnie wyrosła mu konkurencja, w postaci litewskiej Kłajpedy. Tamtejszy Klaipedos Smelte Terminal obsługiwał dotychczas kontenerowce o pojemności 4700-6500 TEU i długości 270-300 m, a na przyszły rok zaplanowano przyjmowanie statków o pojemności kilku tys. TEU.

Tymczasem już pojawił się tam MSC Topaz, o pojemności 13 102 TEU i długości 366 m. Pływa on w ramach niedawno przedłużonego na Bałtyk serwisu „Himalaya Express”, będącego wspólnym przedsięwzięciem MSC i Shipping Corporation of India. Dziesięć statków tego połączenia, o pojemności 8189-13 400 TEU, ma regularnie odwiedzać Gdynię i Kłajpedę. Szkopuł w tym, że te największe już zaczęły gdyński port pomijać, kierując się bezpośrednio do Kłajpedy. Wcześniej uczynił to już MSC Francesca o pojemności 11 660 TEU.

Gdyński port miał stanowić alternatywę dla głębokowodnego Gdańska, a tymczasem to właśnie Kłajpeda reklamuje się jako taka tańsza alternatywa dla Gdańska, oferując stawki za przeładowanie TEU o 50 USD niższe niż w terminalu DCT. Na dodatek port ten znajduje się o 400 km bliżej Helsinek i portów rosyjskich, a zatem i stawki za dowóz feederami będą niższe. Po drodze do Kłajpedy, nie zbaczając zbytnio z kursu, wielkie kontenerowce będą mogły też zaopatrywać się w tanie paliwo na redzie Bałtijska.

Kłajpeda wyrasta więc na poważnego konkurenta na żeglugowo-portowym rynku bałtyckim. W ub.r. port ten przeładował 443 tys. TEU, ale ambicje, sądząc po planach rozbudowy, ma znacznie większe.

Powinniśmy więc jeszcze szybciej i z najwyższymi możliwie priorytetami kontynuować budowę naszych części Via Baltica i Rail Baltica, aby Kłajpeda mogła jeszcze łatwiej penetrować lądowe zaplecze naszych portów i jeszcze skuteczniej odbierać im ładunki.