Czy można zainteresowanie daną branżą oceniać na podstawie targów jej przeznaczonych? Czy fakt, że jakaś impreza cieszy się dużym powodzeniem, albo przeciwnie, frekwencja na niej jest marna, mówi coś o stanie danego sektora? Te pytania przychodziły mi na myśl podczas obserwacji targów Baltexpo i Trako. Oba wydarzenia odbyły się w halach gdańskiego centrum, wystawienniczo-konferencyjnego AmberExpo. Różnica polega na tym, że o ile ktoś niezainteresowany, przechodzący obok wspomnianego kompleksu między 6 a 8 września – a więc w czasie BaltExpo – nie zorientowałby się, że odbywa się tam jakaś impreza, o tyle zorganizowanych 2 tygodnie potem targów Trako nie zauważyć było nie sposób. Wydarzenie to zagarnęło bowiem całą przestrzeń wewnątrz i duże połacie przestrzeni na zewnątrz Amberexpo. Zdaję sobie oczywiście sprawę z ułomności porównania dwóch imprez prezentujących zupełnie inne obszary działalności. Branża kolejowa, ze swoimi nowinkami, ze składami pociągowo-tramwajowymi, które można było zwiedzać, prezentuje się o wiele bardziej spektakularnie, jest zwyczajnie bardziej przyjazna dla przeciętnego Kowalskiego niż dość hermetyczna gospodarka morska.

Mimo to nie potrafię sobie odmówić gorzkiej refleksji, że jak na „największe wydarzenie branży morskiej w Polsce” tegoroczne targi Baltexpo wypadły może nie marnie, ale aż nadto skromnie. Nieco ponad 100 wystawców to najniższa od wielu lat liczba firm obecnych na targach. Dla przypomnienia – w 2019 r. było ich 250. Trzeba oczywiście brać poprawkę na tegoroczne, pandemiczne ograniczenia. Mimo tego całość nie robiła wrażenia, że mamy do czynienia z branżą, która byłaby w fazie dynamicznego rozwoju. Wręcz przeciwnie, niewielka liczba wystawców, niezbyt imponujące stoiska, stosunkowo niewielki ruch między nimi na osobie o bardziej melancholijnym charakterze, mogłyby sprawiać wrażenie swego rodzaju schyłku. I nie zamierzam tu piętnować zbytnio ani organizatorów, ani samych wystawców. Może po prostu stan polskiej gospodarki morskiej, rozpatrywanej przez pryzmat poszczególnych przedsiębiorstw, a nie wielkich rządowych inwestycji, wcale nie jest tak hurraoptymistyczny, jak się ją w oficjalnych przekazach przedstawia?