Maciej BorkowskiOstatnio zdjęto z półki i odkurzono projekt połączenia Stoczni Marynarki Wojennej ze Stocznią Remontową Nauta. Pomysł ma 10 lat, gdyż pierwsze rozmowy na ten temat rozpoczęły się w kwietniu 2008 r., a w grudniu, pod patronatem Agencji Rozwoju Przemysłu, parafowano nawet porozumienie między obu stoczniami.

Potem jednak pojawili się Francuzi, którzy pomachali SMW projektem wspólnego budowania okrętów podwodnych dla naszej marynarki. ale i oni z porozumienia się wycofali. Z projektu nic nie wyszło, a kilka lat później SMW znalazła się w stanie upadłości. Z kolei Nauta w 2010 r. kupiła 13 ha terenów i część majątku byłej Stoczni Gdynia, zadłużając się na 130 mln zł w ARP, która w efekcie stała się jej większościowym właścicielem. Spodziewano się, że za rok lub dwa agencja dokona szybkiej prywatyzacji stoczni, ale tego dotąd nie zrobiła.

Kupując majątek upadłej stoczni, w Naucie liczono na rychłe sprzedanie 8 ha pozostawianych w centrum miasta terenów, których wartość szacowano wówczas na prawie 170 mln zł. Nie udało się jednak tego dokonać przez dekadę, co stało się m.in. źródłem problemów finansowych Nauty. Deweloperzy nie rzucili się na nieruchomości wymagające znacznych nakładów na adaptację do nowych funkcji, na dodatek położone tuż obok uciążliwego, pracującego dzień i noc portu handlowego. Dopiero ostatnio Zarząd Morskiego Portu Gdynia postanowił od Nauty odkupić 6,2 ha, za cenę daleko odbiegającą w dół od pierwotnie oczekiwanej.

Teraz ARP – będąca pośrednio, poprzez Polską Grupę Zbrojeniową i fundusz inwestycyjny Mars, właścicielem Nauty i SMW – postanowiła wrócić do pomysłu sprzed lat, czyli fuzji obu tych podmiotów. Co więcej, minister Marek Gróbarczyk ujawnił niedawno pomysł, by cały fundusz Mars, zarządzający portfelem akcji kilku innych jeszcze firm sektora stoczniowego, przenieść do Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.